M.Micallef: Vanille Orient

Jestem [czy raczej – byłam] w trakcie wyjątkowo zjadliwej recenzji, kiedy pojawiło się coś, co zwaliło mnie z nóg.
Wizualizując, szłam jak taran, z czerwoną mgłą na oczach i pianą toczoną z pyska, aż nagle na drodze stanął mi mały, biały, puchaty króliczek z maślanymi oczkami, który tylko dzięki cudowi boskiemu nie zaliczył kopa w swój biały, puchaty króliczy tyłek. Rzuciłam maczugę, podrapałam słodziaka za uchem.

I tak poznałam Vanille Orient.

 


Uroczo, nieprawdaż? ;]

Vanille Orient należy do nowej [i limitowanej niestety] serii M.Micallef, która nie wiedzieć czemu została zaplanowana na sezon wiosenno-letni. Raczej kiepski wybór dla wanilii, ale może wzorem domów mody, które pokazują kostiumy kąpielowe w środku odkruszającej nosy zimy, postanowili wejść z sezonowym wyprzedzeniem?
Cóż, nie wiem, nie znam się, po Politechnice jestem.

 

Wracając do puchatego króliczka.

Rozpoczyna się mocno owaniliowaną paczulą. Jeżeli ktoś kojarzy Mysterieuse? Vanille Patchouli z sephorowej linii sprzed kilku lat, to tak – ten właśnie akord otwiera Vanille Orient. Paczula ta wcale nie jest ugładzona i nijaka, o nie, ma w sobie sporo ziemi, chropowatego kakaowca i owocowo-winne podbicie. Jest intrygująca i bardzo, hm, gourmand. A potem przeżywam szok i wzruszam się jak na Upiorze w Operze.

 

Glorio, czy to Ty?

Bo kiedy paczula wymości się już w czekoladowo-waniliowym puszku, do głosu dochodzą akordy tak charakterystyczne i wytęsknione, że w zasadzie gdyby nie iście studencki obecnie stan mojego konta, kupiłabym litr zapasu Vanille Orient i to natychmiast. Gloria! Ukochana i wycofana Gloria Cacharel, z wszystkimi swoimi bajecznymi akordami i idealnie zmieszanymi sprzecznościami. To właśnie kłębi się w sercu Vanille Orient.
Kremowa, balsamiczna i niebiańska ambra, dopieszczona słodkimi orzechami; przełamująca tę ekstremalną słodycz kwaskowa nuta suszonych owoców [bardzo koniakowych], rozgrzewające przyprawy [kardamon i trochę szafranu] i ta niebywała delikatnie zielona leśność, która sprawia że mimo zabójczego stężenia słodu, kompozycja pozostaje lekka i świetlista.
Ma zachwycającą trwałość i zdolność do wtapiania się w skórę, jakby ta była dla V.O. wprost stworzona.

C U D O.

Mam nadzieję, że Micallefowie podejmą słuszną decyzję i pozostawią chociaż tę jedną, orientalną wanilię na stałe w ofercie. Będę pierwsza do podpisania się pod taką petycją. Krwią nawet ;]

Gloria odzyskana!

 

Nuty:
głowy: wanilia
serca: drzewo sandałowe, kwiat wanilii
bazy: piżmo, ambra
Data powstania: 2012
Twórca: Geoffrey Nejman
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi z portalu www.fragrantica.com

Tags: ,

4 komentarze to “M.Micallef: Vanille Orient”

  1. Magda napisał(a):

    Króliczek ubawił mnie do łez… :)
    Pozostaje czekać na pozostałe 3 wizje :)

  2. nisha napisał(a):

    Taki Mister Fluffy.
    Ale nie wiem, czy pozostałe zrecenzuję, chyba że w formie ekspresowej.

  3. pknbgr napisał(a):

    Po której to Politechnice jesteś jeśli można wiedzieć?

  4. nisha napisał(a):

    PW :)

Leave a Reply to pknbgr


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates