Amouroud: Miel Sauvage

O bogowie. Zdarzało mi się dostać od perfum bólu głowy. I bólu zębów. Ale oto pierwszy raz dostałam bólu życia, przez który mam ochotę strzelić sobie w łeb wiertarką i po którym nic już nie będzie takie samo.

Co to ja przed chwilą pisałam przy Silk Route, coś o pięknej kakofonii nut? No to tu mamy kakofonię wyjątkowo traumatyczną.
Już samo otwarcie dezorientuje. Na scenę wjeżdża proszek do prania z miodem. Proszek eksploduje i w chmurze pyłu pojawiają się przejrzałe owoce. I jeszcze więcej miodu. Ktoś postanawia te owoce kandyzować, a potem znowu topi w miodzie i posypuje proszkiem do prania. Na tym etapie czuję się jak ten nieszczęsny kot ze skeczu Monty Pythona. Tu się dzieje za dużo, jest za słodko, za gęsto, za owocowo, za intensywnie. Kręci mi się w głowie i nie mam dokąd uciec.

Zapach z kategorii osaczających słodyczodusicieli.
Testować ostrożnie i z dostępem do bieżącej wody! ;]


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates