Calvin Klein: Eternity Flame

Ach, jak bardzo chciałam tu czuć labdanum! Tak bardzo, że prawie w ciemno kupiłam… Na szczęście skończyło się tylko na teście w ciemno na skórze (zwykle najpierw sprawdzam zapach na blotterze, czy w ogóle jest sens go nałożyć na siebie i być skazaną na niego przez najbliższe kilka godzin). (A wierzcie mi, w tym przypadku NIE WARTO.)

Niestety, ale Eternity Flame jest nijakie, syntetyczno-tanie i słodkawo-mdłe. Słabizna najniższych lotów. Nie jestem w stanie powiedzieć, co pachnie tutaj tak fatalnie, skoro labdanum nie ma (poza tym labdanum zawsze piękne jest i kropka), a zamiast mandarynki i słodkiego groszku mamy pulpę o bliżej niezidentyfikowanym składzie i konsystencji.

Gdyby wyrób czekoladopodobny wyrazić perfumami, byłoby to właśnie takie Eternity Flame.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates