Cartier: La Panthere

cartier-la-panthere-eau-de-parfum

Owocowy, apetyczny, jesienny szypr.
Podobnie jak Le Baiser du Dragon, również i to cartierowe dzikie zwierzę – pokochane i oswojone, miłość odwzajemnia na zawsze.

Kojarzy mi się z jesienią, głównie przez bardzo intensywny, trwający cały czas w kompozycji – w otwarciu, sercu i bazie – aromat suszonych owoców. Wyrazistych w smaku, lekko kwaskowych, dojrzałych. Ta kwaskowość idealnie łączy się z kremowym, kwiatowo-futerkowym sercem, które niczym atłas otula skórę i trwa, i trwa…

Zapach jest świetnie zbalansowany. Słodycz owocowego suszu nie męczy, białokwiatowe tło nie przytłacza, choć jest bardzo trwałe. Najbardziej zaskakuje jednak ogólna wytrawność La Panthere. Lekko miodowa, chropowata, sucha i elegancka nuta [mchu dębowego],nie jest ani trochę przesadnie dojrzała czy wymagająca.
To pierwszy szypr, który noszę z takim komfortem i przyjemnością.

Na dodatkowy zachwyt zasługuje flakon.
Cartier nigdy nie zawodzi ;]

 

Oczywiście ledwo w moje chciwe perfumowe szpony wpadł flakon La Panthere, Cartier zapowiedział wprowadzenie ekstraktu. EKSTRAKTU. I just can’t even… Oczywiście w takim flakonie, że zawyłam cichutko. Niedobry Cartier.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates