Archive for the ‘Amouage’ Category

Amouage: Interlude Man & Interlude Woman

czwartek, Lipiec 5th, 2012

Rozważam strategię.
Zacząć od zachwytów, a na koniec zjechać – czy na odwrót, najgorsze walnąć na początek i na spokojnie próbować znaleźć te dobre strony? Tak, zdecydowanie przemawia do mnie druga opcja; więc: TO JUŻ BYŁO.
Co oczywiście nie jest od razu i koniecznie „kompletnie złe”, ale w przypadku takiej marki jak Amouage, trochę rozczarowuje.

Recenzując Opus VI, zauważyłam że wyczuwam w nim wiele wcześniejszych kompozycji tej marki, wiele znanych mi już akordów i składników. I wszystko fajnie pięknie, kiedy zapach się podoba… W sumie jak się nie podoba, sprawa też jest prosta, bo łatwo wtedy można uzasadnić potok słów krytyki.
Ale powiedzmy sobie szczerze: ileż razy można coś powielać? Ile razy można zachwycać się i kupować w gruncie rzeczy – to samo? Wystarczą mi dyskusje z rodzicielką, która twierdzi że jestem cała w czerni, podczas gdy według mnie mam na sobie co najmniej trzy różne… no. Odcienie. Czerni. Różne! Np. brązową czerń albo bardzo ciemną szarość…

… zapada niezręczna cisza, zrozumienie otoczenia na poziomie ujemnym…

Ok, zmieńmy temat.

 

 

Wiecie, mam taki mały maleńki odchył. Nienawidzę niebieskiego. I czerwonego. I brązowego. Żółty w sumie też jest wstrętny, w pomarańczowym nikt nie wygląda dobrze, a biały to zło pierwotne. Nie potrafię nawet zaakceptować czy kupić perfum, które mają niebieskie opakowanie. Ani czerwone. Ani brązowe. Żółte w sumie… Po prostu nie lubię niebieskiego.

Ale w tych szafirkach Amouage jest coś tak głęboko majestatycznego, że nawet przeglądając zdjęcia w sieci mimowolnie przybieram fizys ameby i ślinię się jak pies do kiełbasy. PIĘKNE SĄ. Paczcie sami. Gaaah.

 

No tak, miałam zacząć od złych wiadomości.

Złe wiadomości są takie, że Interlude Man pachnie jak Opus IV + Opus VI, a Interlude Woman jak Acqua Fiorentina + Hajj.
Dobre wiadomości są takie, że Interlude Man pachnie jak Opus IV + Opus VI. Kropka. Coś, co chociażby stało koło AF, nie ma prawa być dobre. Nigdy.
I to tyle, jeśli chodzi o suspens.

 

Interlude Man

Rozpoczyna się pięknie, bo czarnym dymem i kardamonem.
Usiłując wyprzeć z głowy skojarzenie z Fvmidvsem, skupiam się na kardamonie, podbitym odświeżającą miętową żywicą [Opus IV kłania się nisko] i pieprzno-korzennym, coraz słodszym labdanum [Opus VI odbija piłeczkę]. Dym spowija skórę, unosi się nisko nad całą kompozycją chowając przed wzrokiem – i nosem – pozostałe składniki. W końcu resztki tlącej się materii gasną i okazuje się, że powodem całego zajścia było stare, powalone drzewo, sczerniałe od ognia i lśniące rozgrzaną żywicą agarową.

Interlude H jest ciepły, bardzo ciepły, cielesny i tętniący. Przed nadmiarem słodyczy broni go ostry, słony i przeraźliwie suchy oud. Nie jest to mój ulubiony składnik, co rozpoznaję po szpikulcu wbijającym mi się za prawe oko za każdym razem kiedy biorę wdech z I., ale z heroicznym masochizmem przyznać muszę, że to najlepszy oud, jaki w życiu wąchałam. Jednocześnie najbardziej zabójczy.

Po zaledwie dwóch godzinach Interlude znika za mgiełką słodkiej, skórzano-puchatej paczuli i z oudowego molocha staje się uperfumowaną skórzaną rękawiczką. Czarną.

 

Nuty:
głowy: bergamotka, oregano, pieprz [korzennik?]
serca: kadzidło, ambra, labdanum, opoponaks, mirra
bazy: skóra, paczula, oud, drzewo sandałowe
Data powstania: 2012
Twórca: Pierre Negrin
Koncentracja: woda perfumowana

 

Interlude Woman

I tu zaczynają się schody – jak ocenić zapach, od którego świeczki stają w oczach?
Nie z zachwytu, dodam.

Interlude F to w moim odczuciu kolejna po [również damskim] Honour ofiara europeizacji marki. Nie oszukujmy się, to nie jest już stary dobry Amouage, tylko owockowo-kwaskowy napój [nawet nie sok!], z syntetycznie upudrzonym, zabarwionym chemią na haluno-zielono i kwaśnym kiwi w roli głównej.

Ono nie zna litości i zdecydowanie nie wie, kiedy ze sceny zejść – trwa więc przez wszystkie fazy kompozycji, doprowadzając moje prawe oko do granic wytrzymałości. Nawet nuty kawy nie wytrzymały tej presji i się ukwasiły, a kadzidła i róża zwiały przy pierwszej nadarzającej się okazji. Przymykając [prawe] oko na kiwi-podobny twór syntetyczny, można wychwycić trochę orzechowo-miodowego akordu sianka. Pyszności. Póki nie wróci kiwi-po-twór, oczywiście, a wierzcie mi – ono zawsze wraca

 

Nuty:
głowy: bergamotka, imbir, grapefruit, nagietek lekarski
serca: kadzidło, róża, kwiat pomarańczy, jaśmin, orzech włoski, kawa, kiwi, drzewo sandałowe, miód, nieśmiertelnik, opoponaks
bazy: wanilia, skóra, mech dębowy, ambra, benzoes, bób Tonka, piżmo, oud, drzewo sandałowe
Data powstania: 2012
Twórca: Karine Vinchon Spehner
Koncentracja: woda perfumowana

 

Podsumowując… Czego nigdy w zasadzie nie robiłam…
Czy jestem zadowolona? Nie.
Czy kupiłabym Interlude Man? Oczywiście, że tak. W celu zrozumienia odsyłam do fragmentu o czarnych ubraniach lub zapraszam do obejrzenia mojej kolekcji sześćdziesięciu różów do policzków [nieee, nie mam takiego, ten jest zupełnie inny!]. Niektórych rzeczy nie da się zmienić ;]

 

Zdjęcie pierwsze pochodzi z profilu marki Amouage na Facebooku
Zdjęcie drugie – betterthandiamond.com

zapowiedź – Amouage: Interlude

czwartek, Lipiec 5th, 2012

Trzymam w rękach dwa nowe, przepięknie szafirowe flakony Amouage. Oczu nie można od nich oderwać! *-*

Co do zapachów, po wstępnych testach mogę powiedzieć, że połowa z nich jest boska. Zgadnijcie, która ;] Wieczorem wgryzę się w nie porządnie i bez hamulców. Zapowiada się prawdziwa uczta.

Amouage: Opus VI

wtorek, Luty 21st, 2012

Panna Nisha dostała dzisiaj motywacyjnego kopa od pewnej Uroczej Blondynki. Kop zawierał pięć próbek, z czego zawartość co najmniej dwóch wywołała niezdrową euforię… W szczególności ten jeden, poznany niedawno w przelocie, który wreszcie mogłam w domowym zaciszu owinąć wokół szyi i z uporem maniaka rozłożyć na części pierwsze. Strona po stronie.


Tom szósty, bez zbędnych wstępów i spisu treści. Chłonie się go w całości.

Gdybym mogła, wykupiłabym wszystkie flakony i trzymała pod kluczem; sejf miałby półtorametrowej grubości ściany i byłby otoczony alarmami oraz spryskiwaczami, które na potencjalnych złodziei wylewałyby potoki Perfumowego Womita WszechCzasów, czyli Pur Blanca. Ale może wróćmy do tematów milszych nosowi…

Opus VI jest kwintesencją stylu Amouage, chwilą refleksji nad dotychczasowymi kompozycjami tej marki i próbą stworzenia überAmouage’a. Bezsprzecznie udaną.
Słodkie, śliwkowe kadzidło jak w Jubilation XXV Men? Jest. Zmysłowa, kardamonowa róża z Lyric Women? Jest. Drzewny, lekko przekwitły jaśmin z Opus V? Do upojenia. Zielono-absyntowe nuty Memoir Men i Opus II? Ukryte pod jaśminem, wystarczy zdmuchnąć trochę płatków. Piaszczyste, skórzano-zwierzęce akordy Ubara? Są. Szafran? Jest. Oud? Jest i nawet nie zamierzam kręcić nosem, bo wkomponowany jest genialnie. Nuty serca pulsują i stale się przenikają. Wszystko jest i to wszystko jest piękne. I kropka.
Baza staje się coraz bardziej spokojna i spójna; na pierwszy plan wychodzą nuty znane mi z Pardon Nasomatto, który nawiasem mówiąc również śni mi się po nocach… Drzewo sandałowe i białe ulepne kwiaty [jaśmin?] oblane czekoladą. Umarłam i jestem w niebie.

Chcę wiedzieć, kto to ukręcił.
I niestety chcę własny flakon. Chociaż jeden.

 

Nuty:
głowy: pieprz syczuański, kadzidło frankońskie, korzennik (Pimenta racemosa)
serca: obwojnik, cypriol, paczula
bazy: ambranum, Z11 (akord drzewny), drzewo sandałowe, czystek (labdanum)
Data powstania: 2012
Twórca: Pierre Negrin oraz Dora Arnaud
Koncentracja: woda perfumowana
[aktualizacja danych z kwietnia 2012]

 

Zdjęcie pochodzi ze strony: www.viewonfashion.com


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates