Archive for the ‘By Kilian’ Category

By Kilian: In The Garden of Good and Evil, część III

niedziela, Marzec 10th, 2013

W mieście grzechu jest… znajomo.
Podobieństwo rzuciło mi się w nos od razu. Po chwili dopadło mnie drugie.

Róża, śliwka, kardamon… Jakieś skojarzenia?
Zamiast kardamonu dodajcie kadzidło – a teraz?

 

inoui

Ok, a teraz?

Nie?
Czyli jednak jestem freekiem.

Więc już tłumaczę. Zdjęcie pochodzi z szalonej reklamy kosmetyków INOUI Serge’a Lutensa, a In The City of Sin pachnie na mnie jak Feminite du Bois post mortem.
There. In your face.


Duch FdB
naciera od samego otwarcia, bez żadnej gry wstępnej, pytania „pieniądze albo życie” czy choćby subtelnego chrząknięcia. Po prostu jest i kropka.
Nasączone olejkami drewna, gęste i ciemne, polane owocowym sokiem i jasnym miodem wydają się być jadalne i przepysznie chrupkie – jak schłodzona czekolada. Trwam w niemym zachwycie, tym bardziej że śliwkowo-różane otwarcie ma w sobie również coś z boskiej Poison… Charakterystyczna zawiesistość obu duchów dość szybko jednak znika.
W sercu, In the City of Sin nabiera miękkości i świetlistości. Przepiękny kardamon, delikatne płatki róż, suche acz słodkie kadzidło… Nie da się ukryć, że na tym etapie dominuje kardamon, dzielnie trwając na szczycie mimo ciągłych ataków ze strony odzianego w lukrowy płaszczyk kadzidlanego dymku.

I tu podobieństwo do FdB ponownie daje się we znaki, jednak tym razem w sposób, za który dzieło Lutensa dawno już pożegnałam – robi się mdląco. I tak niestety zostaje, na wieki wieków, amen.
Jest mlecznie, cieleśnie, ciepło, mechato-morelowo. Brzmi całkiem nieźle, owszem, taka mleczność Etry zmieszana z Yvresse: jest retro-puder, jest błyszczący i soczysty miąższ owoców, są urocze drewienka… Ale wszystko to jest zbyt namacalne i natarczywe. Szczególnie puder z czasem zaczyna przyduszać, stając się irytującym, niemożliwym do usunięcia ze skóry upiorem z szafy. Przeperfumowanym futrem, zostawioną w szufladzie na miesiąc brzoskwinią, kiepskiej jakości wilgotnym pudrem do twarzy… Czy wyraziłam się dość jasno?

To świetnie.
Zatem w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku oraz w stanie lekkiej zieleni, opuszczam Miasto Grzechu.
Tęsknić nie będę.

 

Nuty:
głowy: bergamotka, różowy pieprz, gwatemalski kardamon
serca: brzoskwinia, śliwka, róża turecka, kadzidło
bazy: cedr atlaski, paczula, białe piżmo
Data powstania: 2012
Twórca: Calice Becker
Koncentracja: woda perfumowana

Zdjęcie znalazłam w serwisie www.tumblr.com

By Kilian: In The Garden of Good and Evil, część II

czwartek, Luty 21st, 2013

Dziś biorę w obroty drugi zapach z grzesznej linii Kiliana – Good Girl Gone Bad.
I dziewczyno, nie wiem czym nagrzeszyłaś, ale obawiam się że dni twoje są już policzone…

 

Zapach jest tak bliskoskórny i ulotny, że aż ciężko go opisać.

Otwarcie mocno wytrawne, namalowane ledwie umoczonym w ziołowej nalewce pędzlem. Muśnięte pojedynczym kwiatem pomarańczy i ochłodzone pudrowym… irysem? fiołkiem? Przez tę ulotność ciężko jest mi cokolwiek z GGGB wyłapać, bo mocniejsze wwąchanie się w skórę powoduje natychmiastowe „zmiecenie” z niej kompozycji.

Z czasem transparentną biel delikatnych kwiatów zakłócać zaczynają pierwsze brązowe plamki na płatkach – zapach nabiera „cielesności”, w ten zbyt intymny, pudrowo-mleczny sposób. Na tym etapie [wczesnego serca] przypomina mi Agent Provocateur w wersji Eau Emotionnelle: w obu zapachach występuje duet osmantus-i-jaśmin, który zbyt wykwiecony [miodowa róża, zielona tuberoza, narcyz – dość ciężkie towarzystwo], bez żadnego ostrzejszego, pilnującego kompozycję składnika, niestety ale się dusi – szybko i bezszelestnie.
Baza lekko się rozmywa, w ostatnim tchnieniu rozkwitając bladą różą, która szybko tonie w wodnisto-zielonym cieniu.

Po kilkunastu minutach próżno szukać go na skórze. Znika niezauważony, nie pozostawiając żadnych śladów.

Pozostaje cisza.

I moja podstępnie zamordowana nadzieja na wielką miłość.

z rozkazu padyszacha

 

Nuty:
głowy: jaśmin, osmantus, róża majowa
serca: tuberoza, narcyz, akord fiołka, akord śliwki
bazy: cedr, ambra, paczula, wetiwer, piżmo
Data powstania: 2012
Twórca: b.d.
Koncentracja: woda perfumowana

 

Boski obraz autorstwa Franciszka Żmurko.

By Kilian: In The Garden of Good and Evil, część I

czwartek, Luty 21st, 2013

Łaaa, mam takie zaległości, że nie wiem od czego zacząć!
Niedługo pojawi się nowa seria Kiliana, różana świeca Yankee miażdży mocą, Candy Rose Montale trafił na listę must-have’ów i chyba w ogóle róża do łask wraca, bo wszędzie jej ostatnio pełno… Z niecierpliwością wyczekuję La Fille de Berlin Lutensa i Rosae Mundi Profumum Roma, bo te marki rzadko kiedy mnie zawodzą. Ostatnio w ogóle ;]

Tymczasem w ogrodzie dobra i zła

kilian good and evil packaging

… Nisha ociera brodę.
Pociekło jej na samą myśl o kilianowych szkatułkach.

No co jak co, Kilian wie jak kupić takie sroki jak ja. Wie jakich symboli użyć, w jakie klimaty się zapuścić. W tej kasetce z wężem jestem tak beznadziejnie zakochana, że – obawiam się – byłabym w stanie kupić którykolwiek z tych zapachów, dla samego opakowania. W ciemno.
Lecz tym razem los postanowił mnie oszczędzić: fiolki wszystkich trzech zapachów leżą przede mną, lśniące i kuszące…

 

Dziś będzie o Forbidden Games.

Miało być tak. Ale tak nie jest.
Jest gorzko i cierpko. Tak intensywnie kwaskowo-soczyście, aż mam ochotę wgryźć się w miękką brzoskwinię i poczuć, jak jej sok cieknie mi po brodzie, po czym popchnąć ją kilkunastoma dojrzałymi śliwkami. Nuta otwarcia jest tak uzależniająca i apetyczna, że od dłuższego czasu chrzaniąc rozwój kompozycji, dosmarowuję się FG, żeby jeszcze raz poczuć nuty głowy. PROFANACJA, wiem, ale jakże przyjemna.

Po godzinie…
… i jeszcze jednym kwadransie, bo zapomniałam że miałam czekać i znowu się usmarowałam.

Cudownie świetlista i pikantna goryczka powoli zanika, nabierając miękkich, puchatych kształtów. Na kwaskowe śliwki opada mgiełka z mrożonych płatków róży i cukru-pudru; miałkiego, słodkiego, stapiającego się z soczystymi owocami. Wyobraźcie sobie misę przeciętych na połówki śliwek węgierek, posypanych słodkim puchem. Tak. WŁAŚNIE TAK.

Baza ku mojemu ogromnemu smuteczkowi, jest bardzo delikatna i niknie z każdą minutą. Wanilia, miód, żywice? Możliwe że gdzieś są, ale niestety nie na mojej skórze – jedyne co do mnie dociera, to bardzo skromne i grzeczne geranium. Nuta śliwek trwa przez wszystkie fazy zapachu, zmieniając się z owocowej eksplozji w delikatną strużkę słodkiego soku. Jak na mój nos – śliwkowo-jabłkowego. Z grzecznym geranium u boku.

 

Spytacie, co ma to wszystko do nazwy forbidden games?
Jeśli chodzi o grzeszność tego zapachu, to obżarstwo vel nieumiarkowanie mamy tu w żółtej koszulce lidera.
Nie sposób oprzeć się tym smakowitym akordom, nie sposób przestać spijać ich ze skóry. Chce się więcej, WIĘCEJ, intensywniej, nieważne że sok oblepia skórę i skleja włosy, a podbródek wystaje jak u Jabby the Hutt – przyjemność smaku jest zbyt duża, żeby z niej dla takich szczegółów rezygnować.

Nie wiem czy którykolwiek z pozostałych dwóch zapachów serii TGGE przebije to owocowe szaleństwo. Nie żebym mnie to martwiło. Szkatułka i tak kiedyś będzie moja, nieważne z którym soczkiem w środku!

 

Nuty:
głowy: jabłko, brzoskwinia, śliwka, cynamon
serca: róża bułgarska, geranium burbońskie, jaśmin
bazy: wanilia, miód, opoponaks
Data powstania: 2012
Twórca: b.d.
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.thenonblonde.com

zapowiedź – By Kilian: Garden of Good and Evil

czwartek, Lipiec 26th, 2012

Zwykle nie piszę zapowiedzi jakichkolwiek zapachów, bo takie [najświeższe] informacje znaleźć można w dobrych perfumowych bazach i portalach. Poza tym nie czuję potrzeby prześcigania się w byciu „pierwszą” ;] Ale dzisiaj mocno zdziwiła mnie informacja o nowej serii By Kilian, którą znaleźć można w zasadzie tylko na Fragrantice…

Pomijając całą dziwność sytuacji, o ile jest w niej coś dziwnego, a może po prostu się czepiam – ostre tempo sobie narzucili.
Dopiero co rozpoczęła się [i nie skończyła!] seria Asian Tales [o której wspominałam, ale do recenzji zapachów raczej nie dojdzie, bo nie potrafię tak lać wody, jak robią to same zapachy…], a już nęcą czymś nowym tłumy kilianofilów. Z coraz dziwniejszymi [aargh, znowu użyłam tego słowa!] nazwami. Mam mieszane uczucia, ale może nie będzie tak źle. Może dlatego, że gorzej być już nie może ;]

Opisywane nowe zapachy to – w dużym skrócie, bo nie trawię tych zmysłowości, otulania i eksplozji w opisach nut:

Good Girl Gone Bad – jaśmin, róża, tuberoza i narcyz – już umieram w konwulsjach
Forbidden Games
– owoce, cynamon, miód, wanilia i słodkie żywice – już się ślinię
In the City of Sin –  kardamon, owoce, róża po raz n-ty, kadzidło i drewniana baza – już to chyba przerabialiśmy?

Po więcej informacji odsyłam do źródła: Perfume Shrine.

 

A ponieważ mam jakąś straszną słabość do Kiliana [taak, szkatułki i kluczyki z frędzelkami mocno się do tego przyczyniają], mimo wszystko jestem tych nowości bardzo ciekawa.

Stawiam na jadowicie fioletową lub zieloną kolorystykę szkatułek.
Ostatnio idealnie trafiłam w kolor nowego Amouage’a, więc liczę na kontynuację szczęścia ;]

By Kilian: Amber Oud

czwartek, Marzec 1st, 2012

Sezon ambrowy uważam za otwarty.
I bardzo udany.

Kiedy bowiem byłam pewna, że po L’Ambre de Carthage nic ambrowszego spotkać mnie nie może, na horyzoncie pojawiła się elegancka czarna koperta z charakterystycznym złotym „K”, a Atelier Cologne puścił do mnie perskie oko.
No dobra. Nie takie pokusy pokonywałam.

I właśnie takim ulegałam…


Postaw obok siebie najpiękniejszy ambrowy zapach, jaki znasz. Popatrz na swój zapach, a potem na Amber Oud by Kilian. Jeszcze raz na swój zapach i na Amber Oud… Szkoda, że nie jest Kilianem.

 

Dość żartów, sprawa jest poważna, a piorunujący efekt Amber Oud można opisać jednym słowem: benzoes i stosem wykrzykników, które wyjątkowo zamieszczę: !!!

Wreszcie ktoś wysłuchał moich zawodzeń i narzekań, wreszcie ktoś zlitował się nad biedną panną Nishą i dał jej to, czego jej w perfumowym świecie brakowało – idealnego benzoesu. Syjamskiego, choć mój nos był niemal pewien że to odmiana sumatrzańska; ze względu na delikatnie skórzane, słodko-rodzynkowe, kremowe nuty [kocham benzoes].

Ale nie samym benzoesem Amber Oud żyje.
Jego rozwinięcie przypomina mi Cologne pour le Soir MFK [benzoes, znowu, kocham benzoes], ale tylko przez chwilę – A.O. jest bogatszy i zdecydowanie bardziej zmienny. Kiedy łapczywie pochłaniając zapach ze skóry, zaczynam się zastanawiać czy w całym tym morzu benzoesu [kocham benzoes] nie zaczyna się robić zbyt nudno, nagle pojawia się oud. Nie taki, do jakiego przywykłam w perfumach: syntetyczno-tłusty, apteczny czy mdlący – nie. To jest oud-dżentelmen.
Świetnie skrojony, stonowany, z gracją poruszający się między nutami i dyskretnie, acz stanowczo kierujący całą kompozycją. Pojawia się w zasadzie na moment, ale zostawia po sobie lekki rumieniec i zamieszanie w głowie. Taki oud lubię [ale bardziej benzoes].

Więcej pisać nie dam rady, odczuwam niezwykle palącą potrzebę wylania na siebie całej próbki i umierania w poczuciu benzoesowego spełnienia. Państwo wybaczą.

 

Nuty: oud (żywica agarowa), wanilia, benzoes [kocham benzoes!!!], cedr, korzennik, ambra
Data powstania: 2012
Twórca: Calice Becker
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi ze strony olfactoriastravels.com

zapowiedź – By Kilian: Asian Tales

środa, Styczeń 25th, 2012

Marka By Kilian do perfekcji opanowała sztukę tworzenia pięknych flakonów, zamykania ich w piękne szkatułki, a w szkatułkach – usidlania pięknych, choć diablesko mocnych zapachów. Moja fascynacja, jak niemożliwe do opanowania tornado, przetoczyła się nad każdą ich kompozycją, skutkując w jednym do tej pory flakonie [spoczywającym na co dzień w wyściełanej szkatułce, którą po bożemu zamykam na kluczyk]. To się może zmienić.

Pojawiły się bowiem pierwsze informacje i zdjęcia nowej linii Kiliana: Asian Tales.


Przepiękne!

Mam nadzieję, że zapachy dorównają flakonom; zapowiada się że będzie to dość lekka i nie-kilianowo-zawiesista seria, więc trochę się niepokoję. Z drugiej strony, za większością zapachów Kiliana [w tym cudne Love,  Back to Black i Rose Oud] stoi Calice Becker, która również w tej serii będzie miała swój udział; więc liczę że utrzyma formę. Pierwszy zapach – Water Caligraphy – należy do niej…

Zapowiadany skład Water Caligraphy:
nuty głowy: grejpfrut, kwiat wiśni, lilia wodna
nuty serca: magnolia, jaśmin sambac
nuty bazy: kardamon, wetiwer

 

Nazwy i premiery pozostałych kompozycji:
Harmony of Bamboo [2012]
The Peony Pavillion [2013]
The Peach Flowers Water Source [2014]
The Lotus Flower and the King Dragon [2015]

Z miejsca zachwyciła mnie ostatnia nazwa, na której sprawdzenie trochę sobie poczekam… Ale takie już moje szczęście. Zawsze, cokolwiek mi się nie spodoba, albo jest najdroższe albo niedostępne. C`est la vie!

 

Zdjęcie pochodzi z serwisu www.fragrantica.com


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates