Archive for the ‘Clive Christian’ Category

Clive Christian: 1872 for Women

wtorek, Styczeń 31st, 2012

Do recenzji 1872 Clive’a Christiana zbieram się bardzo powoli i ostrożnie. I długo.

Jeśli chodzi o tę markę, przechodziłam już przez wszystkie emocje; od cenowej niechęci, przez odrazę [X vel trauma], pogardliwe wrażenie „przerostu formy nad treścią” i machnięcie ręką, po zapoznanie się z historią marki i rosnące z tegoż powodu zainteresowanie. Luksusowe kuchnie mnie nie kręcą, ale cokolwiek co zahacza o epokę wiktoriańską i gorsety, może liczyć na swoje pięć minut w moim sercu. Clive wykorzystał je zaskakująco dobrze.

No, przynajmniej w jednej czwartej… Nie przemawia do mnie złoty No. 1, irysowy X [vel trauma] czy ciekawy, ale kompletnie na mnie nie leżący C. Ale szmaragdowozielony „1872” to zupełnie inna opowieść. Opowieść, która powinna nosić tytuł „mniej znaczy więcej”.

Oto bowiem cytrus doskonały. Kompozycja, która z pozoru wydaje się prosta, ale ma w sobie tyle dostojności i powściągliwego piękna, że z wrażenia aż zamieram z nosem przy nadgarstku.

Nie spodziewałam się tego. Cytrusów niepodobnych do wszystkiego, co do tej pory czułam w perfumach; miękkich i subtelnych, z kremowo-ziołową głębią. Odświeżających, a jednocześnie stonowanych i tak niesamowicie kobiecych. Róża i jaśmin nie pchają się na pierwszy plan, nie mieszają w tendencyjnie miodowy akord; spokojnie i z gracją krążą ukryte w głębi, czekając na swoją kolej i odkrycie ich wśród mieszających się i rozkwitających składników. W 1872 szczególnie upodobałam sobie konwalię – wyraźną, ale nie syntetyczną. Złagodzona fiołkiem i rozmarynem [poezja nie rozmaryn!!!] może w sobie rozkochać najbardziej opornego konwaliofoba.
Mimo dość dużej ilości nut ostrych i teoretycznie „męskich”, perfumy nie trącą wodą kolońską, ale nabierają wytrawnych, szlachetnych tonów. Tak, właśnie taki jest ten zapach. Szlachetny. Królewski.

Czuję, że zaczynam się ocierać o patos, ale nie potrafię inaczej opisać 1872; to niesamowite, jak ten zapach na mnie działa – wycisza, wysubtelnia i trwa bez końca, wprawiając mnie w absolutną zapachową nirwanę.
Chciałabym go kiedyś mieć w swoim zbiorze.

Również z powodu komplementów, które zbieram za każdym razem, kiedy go testuję… ;)

 

Nuty:
głowy: bergamotka, tangerynka, cytryna, ananas, borówka amerykańska, rozmaryn
serca: róża majowa, konwalia, jaśmin, fiołek, frezja
bazy: drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, paczula, piżmo, mech
Data powstania: 2001
Twórca: b.d.
Koncentracja: czyste perfumy

 

Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Clive’a Christiana: clive.com


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates