Archive for the ‘Francis Kurkdjian’ Category

Maison Francis Kurkdjian: Absolue pour le Soir

wtorek, Listopad 18th, 2014

Spodziewałam się naprawdę strasznych, traumatycznych przeżyć, po których będę się budzić w nocy z krzykiem i już nigdy nie zagram na skrzypcach. Miało być brudno, cieleśnie, zwierzęco – ba, miało być fizjologicznie i odpychająco. Spodziewałam się dzikiej bestii, która mnie zgubi i pożre.

dracula
Nie wiem, może pomyliła adresy czy co, może ja jeszcze poczekam?
.

Ten zapach ma w sieci absolutnie skrajne opinie; tyle samo osób go kocha, co nienawidzi. W moim otoczeniu zdecydowanie przeważa druga opinia, której zwykle towarzyszą niezwykle plastyczne torsje…

Pamiętam, że kiedy MFK pojawił się w Polsce, testowałam wszystkie kompozycje i zapachowi na wieczór – ani w wersji kolońskiej, ani absolutnej – nie miałam nic do zarzucenia. Apetyczny, gęsty miód podbity benzoesem [benzoes – i wszystko jasne] w absolucie co prawda trochę mnie przytłaczał i potrafił wykształcić własny, acz bardzo źle wychowany byt [to on pierwszy właził do pomieszczenia, dopiero potem wchodziłam ja] – ale jednak „było ok”.

Niedawno uparłam się na powtórkę, trochę zdezorientowana, o co tyle szumu i ostrzenia kołków. I niestety, jak to u mnie zwykle bywa, przepadłam.

.

Najbardziej zachwycające jest otwarcie: to najczystszy dym palącego się kadzidła frankońskiego. Ciepły i słodko-drzewny, ale z taką charakterystyczną gorzko-słoną nutą; orzeźwiający, a jednocześnie… apetyczny [wiadomo – benzoes]. Zagubionych w moim opisie odsyłam do najbliższego kościoła. Tu nie ma żadnej cytruskowej gry wstępnej – mirra, olibanum, benzoes atakują od pierwszych sekund, wpijając swoje narkotyczne zęby w miękkie ciało.

Gęsta, balsamiczna mieszanka powoli roztapia się na skórze, by po chwili ściekać z niej strugami złocistego miodu. Jest słodko, tak słodko, że włącza mi się bezwarunkowy odruch parzenia earl greya, a jednak ani na moment – nie mdląco czy nieprzyjemnie. W lepkich kroplach miodu można wyczuć odrobinę kadzidła oraz różę w wydaniu „konfiturowym”. Po dłuższej chwili znów wybija się żarzące się kadzidło, ale nie na długo – przygasa, oblane miodem… I tak tętni na skórze, nieśmiertelne w swojej mocy i uporze. Miód – kadzidło – miód z różą – kadzidło – miód – miód. Powtarzają się akordy falują, przenikają, pulsują, w idealnej harmonii.

Leżę, uwalona miodem i otumaniona kadzidłem, i czekam na tę obiecaną bestię…
… która okazuje się być nie krwiożerczą bestią z najgorszych horrorów klasy B, ale bestią baśniową. Samotną bestią z magiczną różą. I piękną miłością :)

belle-et-la-bete-1946-002-josette-day-jean-marais-faces-sideways

.
Nic na to nie poradzę, uwielbiam happy endy.

Nuty: benzoes syjamski, absolut kadzidła, miód różany, ylang ylang, kminek, cedr atlaski, sandałowiec
Data powstania: 2010
Twórca: Francis Kurkdjian
Koncentracja: woda perfumowana

 

Pierwsze zdjęcie to kadr z filmu „Bram Stoker’s Dracula” reż. Francisa Forda Copolli z 1992 roku.
Drugie – kadr z „La Belle et la Bête” Jeana Cocteau z 1946 roku.

Maison Francis Kurkdjian: Oud

środa, Marzec 14th, 2012

Mam duże zaległości. Miarą zaległości jest stopień nie-domykania się pudełka z próbkami, a ponieważ obecnie się z niego wysypuje… najwyższy czas coś skonsumować. Coś, co zajmuje w pudełku najwięcej miejsca. Wręcz się w nim rozpycha.

 

Moja reakcja na zapowiedź kolejnego zapachu oudowego nowego zapachu Francisa Kurkdjiana nie odbiegała od reakcji innych blogerów. Nie, wróć, źle – nie wywróciłam oczami, bom migrenowiec i wymachiwanie gałkami ocznymi źle się dla mnie kończy; ale mentalnie się na ten zapach zziewałam. Oud. Znowu. ZNOWU. Miejcie litość! Próbka wylądowała na dnie w/w pudełka i świat oraz Nisha o niej zapomnieli.

Dzisiaj, zmusiwszy się do przeczytania [wreszcie!] składu nut, stwierdziłam że może warto dać mu szansę? Może tym razem nie zabiją mnie słodko-mdlące opary cierpiącego drzewa [vide Pure Oud Kilian], nie podduszą żadne bandaże [Aoud M.Micallef], nic nie oblepi ani nie zatruje? Może zdarzy się cud?

Guess what. Się zdarzył. Cud nad Nishą!
Czy raczej dookoła niej, bo Oud zaaplikowałam hojnie i bezrozumnie, jak zawsze kiedy coś mnie zachwyci.

 

Można? Można.
Żadnych odrzucających akordów. Gładkość żywic i kremowych drewien, skromna suchość paczuli. Żadnej duszącej goryczki, irytującej nuty smaru czy tych przeklętych bandaży. Nie ma nawet róży, którą zawsze do oudu dowalają; ani kwiatu pomarańczy, który – po przetestowaniu kilku zapachów MFK – miałam wrażenie że prześladuje mnie i czyha z siekierą w gałązce za najbliższym zakrętem.

Jest pięknie! Środek lata, ciepła noc, świetlisty oud. Transparentny niemal, migoczący. Słodkawe, jakby wypolerowane drewienka [czyli cedr plus kwiatek – o fiołki Francisa nie posądzam, czyżby więc jednak przemycił pod oudem trochę pomarańczowych płatków?…], polane bursztynowo-złotą żywicą, posypane słodkawymi ziółkami [z szafranem wszystko lepiej smakuje pachnie!] i doprawione szczyptą bardzo szlachetnego, tylko lekko dymnego, oudu. Bon appétit!

 

Moje odczucia nie są osamotnione. Co z jednej strony oznacza że niepotrzebnie się tak produkowałam, skoro nic odkrywczego nie napisałam, z drugiej – dowodzi niezwykłości i unikatowości tego zapachu. Maniaków oudów nie muszę przekonywać, żeby go przetestowali, za to zachęcam tych, którzy tej żywicy nie cierpią – zdziwicie się.

 

Nuty: oud z Laosu, paczula, drewno cedrowe, szafran, elemi
Data powstania: 2012
Twórca: Francis Kurkdjian
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi z bloga scentsentiments.wordpress.com


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates