Archive for the ‘Frapin’ Category

Frapin: Nevermore

wtorek, Lipiec 21st, 2015

Czasem zdarza się, że w coś się wpadnie i choć zachwyca to i emocjonalnie poniewiera, to brakuje słów, żeby wszystkie emocje opisać. W ciągu ostatnich kilku miesięcy zdarzyło mi się trzykrotnie wpaść po uszy i planuję wszystkie te obsesyjne miłości dzielnie spisać… Choć wszyscy wiemy, jak się u mnie kończą wszelkie obietnice dotyczące częstotliwości dodawania wpisów :3

 

dark-brown-flourish-border-line-hi.

Nie pamiętam już, kiedy po raz pierwszy przeczytałam o Nevermore, ale dokładnie pamiętam to uczucie: wiedziałam że będzie mój. Składu nie musiałam nawet czytać [i co właśnie z zaskoczeniem sobie uświadomiłam, nie pamiętam go do dziś] – nazwa, jak przystało na osobę od kilkunastu lat zakochaną w Edgarze Allanie Poe i jego dziełach, przesądziła sprawę i mój los. Przepadłam, zanim go jeszcze powąchałam.

Zastanawiam się, z której strony podejść do Nevermore, bo aż kusi, żeby zanurzyć się w „Kruku” E.A. Poe, ba, zanurzyć się w całej jego poezji i jak Vincent z filmiku Tima Burtona, już z niej nie wypływać. Ale ten zapach, choć melancholijny, nie jest wcale mroczny. Nie ma w nim horroru ani fantastyki, żadnych romantycznych i tragicznych tajemnic… Jest za to senne przemijanie i zapomnienie.

.
dach2

Nevermore pachnie jak stary, zapomniany kościółek gdzieś na skraju równie starej i zapomnianej drogi. Próchniejące stropy powoli, ale nieubłaganie tracą swoje cenne malowidła, ściany pokrywają się wilgocią i zieloną tapetą z mchów i porostów. Zniszczenia są wszechobecne, ale nadal wyglądają i pachną pięknie…

Pachną starym – przez lata okadzonym i zabalsamowanym palonymi żywicami oraz pastami konserwującymi – drewnem. Ciepłym, miękkim drewnem, przetykanym świeżo kiełkującą zielenią nieubłaganej natury, która koniec końców zawsze zwycięży. Przesyconym kadzidlanym dymem i przykurzonym drewnem, w którym tli się jeszcze aromat świeżo ściętych i oheblowanych desek, na których perliła się kiedyś żywica.
Starym drewnem, który pamięta jeszcze swoją młodość i siłę.

To najpiękniejszy drewniany [nie drzewny] zapach, jaki kiedykolwiek wąchałam i miałam przyjemność nosić. Ciepły i pylisty, a jednocześnie balsamiczny. Stary i zielony, smutny i napawający radosnym wzruszeniem. Ma w sobie coś z dzieciństwa, i to sądzę że dzieciństwa każdego z nas. Przytulny i kojący, wzbudza szacunek i zachwyt.

I tu chyba mogę wrócić do melancholijnego kruka, który uparcie wypowiadał tylko jedno słowo. Jest jak Nevermore: nieubłagany, dostojny, piękny, idealnie spojony z naturą. I już na zawsze, dzięki wierszom E.A. Poe – melancholijny.

 crow1

Nuty: aldehydy, czarny pieprz, gałka muszkatołowa, szafran, róża, ambra, cedr
Data powstania: 2014
Twórca: Anne-Sophie Behaghel
Koncentracja: woda perfumowana

Zdjęcie pochodzi z bloga liskamonet.blogspot.com
Gif – z serwisu tumblr.com

Frapin: Speakeasy

środa, Grudzień 12th, 2012

Zauważam u Frapin ciekawą tendencję do tworzenia zapachów, które coraz bardziej dosłownie i wyraźnie pachną jak „po spożyciu”. Spożyciu mieszanym, szalonym i jeszcze nie zakończonym ;] 1697 miał w sobie sporą dawkę owocowej nalewki i… czekoladowego… koniaku?
Speakeasy to jeden chwiejny krok dalej.

speakeasy

Pierwszy łyk to rum.
Słodki, dębowy, ciemny. Z wyraźnie drzewnym, wytrawnym posmakiem i smużką tabaki w tle. Choć nosi mi się go dobrze, czuję że będzie to zapach wybitnie męski – nawet mimo tej lepkawej słodyczy. Tak; facet, papieros i Speakeasy. Trochę jak dosłodzony L’eau de Navigateur.
Wychylam szklankę.

Następnie na stół wjeżdża orzechówka.
Pewności mieć nie mogę, rum troch przytępił zmysł smaku, ale czuję znajomy ciepło-suchy aromat włoskich orzechów i odrobinę cynmonu, który w tej upojnej i coraz słodszej mieszance przypomina mi… Aziyadé.
Aż sama ze zdumienia przetarłam oszy – tak, Aziyadé, jak setkę strzelił i piorun trzasnął. Nodobra, to na drugą nószkę.

Po nieoszekiwanym wykończniu orzchówki, polewają metaxę.
To bęzzie cięszki wieczór.
Usjiuusłiuu… usiłując usstać ze szklanką w pozycji niewylewającj,  deletkuję się gęstym, winnnm aromatem, łagodnym siołowym suszem i… jakby rószą? A mosz to mięta. Albo mięta s rószą. Ładne. Poprszjeszcz?

Spekaesy to piękny, choć na dłuszszą metę wymagający zapach, niewprwawionych chwytająsy za gardło jednostajną słodyszą. Niemniej pszyjemnie się nim czassm zresetować. Napszykłat codziennie.

 

Nuty:
głowy: rum, dawana, pomarańcza, limonka
serca: mięta, geranium
bazy: skóra, czystek (labdanum), styrak, tytoń, żywica liatry, nieśmiertelnik, bób tonka, białe piżma
Data powstania: 2012
Twórca: Marc-Antoine Cortichiatto
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjće pochozzi ze strony http://www.basenotes.net


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates