Archive for the ‘Humiecki & Graef’ Category

Humiecki & Graef: Skarb

sobota, Kwiecień 21st, 2012

Wprowadzona w nastrój liryczny odrobiną znaczącą ilością Martini Rosso i ścieżką dźwiękową Vampire Hunter D, postanowiłam coś nielirycznie zjechać. Niestety, w pudełku same obiecujące sample: Sonoma Scent Studio, Molvizar, Le Labo… Do diabła, nagle się skubańce pochowały, jestem pewna że miałam coś, co mi się nie spodobało i co postanowiłam usmażyć we własnym jadzie. W desperacji sięgnęłam po moją ostatnią nieudaną randkową parę.

Pora złożyć Skarb w ofierze.

No i tak siedzimy razem, w niezręcznej ciszy. Żałuję, że widziałam plakaty reklamowe, przez co zamiast intrygującego, tajemniczego faceta widzę naprzeciwko siebie rozdziamdzianego i załzawionego chłopaczka, którego coś kłujnęło w usta [pewnie stąd te łzy]. Choć to i tak lepszy obraz niż plakat do Askew [no ja bym to zdjęcie inaczej skadrowała].
A myślałam, że po Tomie Fordzie i Manfredzie w białych skarpetkach i klapkach nic mnie bardziej nie zżenuje. Same niespodzianki.

O czym to ja?… A, Skarb.

Siedzę, wącham i stwierdzam, że to się nam nigdy nie uda. Nie nadajemy na tych samych falach, nie rozumiemy się kompletnie, nic nie iskrzy. Ja potrzebuję trzęsienia ziemi i rzucenia na łóżko jeeezu wróć, trzęsienia ziemi i zapachowego szału składników, a nie anemicznego liźnięcia po skórze wodnistą nutką i wzruszonego tchnienia kadzidłem. Mnie to nie bierze. To nie jest płaczący mężczyzna. Widziałam raz, dwa razy może, widok jest fascynujący i jednocześnie rozdzierający serce. To są emocje i sytuacje, do których nie chce się wracać.
Wysoko mierzyli, próbując coś takiego zamknąć w zapachu, ale niestety – zamiast zapowiadanych łez mężczyzny widzę teatralne łzy nieszczęśliwie zakochanego, acz perfekcyjnie wystylizowanego głównego bohatera opery mydlanej z dekoltem w SEREK.

Od strony technicznej: kompozycja zaskakująco i rozczarowująco podobna do Candour. Jest podobnie fizjologicznie, mleczno-zielono, mdląco, niby drzewnie, zbyt przejrzyście. I płasko. Rozważałam możliwość zamienienia próbek, ale nie, Skarb czcionką nie do niezauważenia – czyli mimo Martini wzrok mam bez zarzutów. Nos też, od wczoraj karmię go Amouage’ami.
Planowałam bliżej poznać Blask, ale straciłam cierpliwość do tworów H&G, więc chyba pożegnam je chłodno i tęsknić nie będę.

 

Nuty: absynt, mirt, lubczyk, ekstrakt z jęczmienia, piżmo, akordy wodne, nasiona marchwi, kadzidło, mirra, paczula, irys, rumianek, suszona śliwka
Data powstania: 2007
Twórca: Christophe Laudamiel
Koncentracja: woda toaletowa skoncentrowana

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.thelabelfinder.de

Humiecki & Graef: Candour

czwartek, Kwiecień 5th, 2012

Tak, padło na Candour. Mam zacięcie do zaczynania od końca i sporą dawkę niecierpliwości we krwi.

Kiedy testowałam wszystkie zapachy na szybko, na blotterze i niekoniecznie w odpowiednich warunkach zewnętrznych [perfumeria = zapachowa sieczka w powietrzu], ten właśnie złapał mię za serce najmocniej. W warunkach pokojowych i poprysznicowych natomiast, Candour chwyta, owszem – ale za żołądek.
I ścina z nóg z zaskoczenia, widać tylko błysk ostrza.

Nie odmawiam mu urody. Potrafi być piękny, o ile akurat nie jest brzydki ;]

Za piękną nutę głowy odpowiada w dużej mierze trawiasty, mokry i soczysty tatarak, którego akord zachwycił mnie dawno temu w Calamus Comme des Garcons. Ta urocza, tutaj dodatkowo ufiołkowiona i obtoczona w zielonym galbanum zieleninka przełamana jest niestety czymś mniej już pięknym – plastikowo brzmiącą konwalią i mlekiem. Wyjątkowo – nie kokosowym, ale podobnie jak znienawidzony przeze mnie kokos – dającym na skórze lepki, „fizjologiczny” akord.

Uczepili się tej nuty potwornie, straszy mnie z coraz bardziej niepozornych zapachów i doprowadza do fobii, skutkiem czego boję się otworzyć lodówkę, w której na drzwiach stoi karton mleka. Błagam, dajcie sobie spokój z tymi mlecznymi nutami, bo są, nie owijając w karton, ohydne.

 

Wracając do niezdecydowanego w odbiorze siebie Candour – baza ponownie pięknieje. Wysładza się, nabiera kwiatowo-korzennych nut i zaskakująco zbliża się do Platine J.Ch.Brosseau. Już bez Kokosa-Barbarzyńcy [wystarczy jedno straszydło na flakon…], za to z mnóstwem ulepnych kwiatowych pyłków, które dosłownie zatykają i podduszają swoją mocą. Nuta jednocześnie straszna i fascynująca, o ile pod ręką ma się gorzką herbatę i bieżącą wodę w razie przedawkowania.

Naprawdę chciałam, żeby mi się podobał i żeby był tak boski, jak go początkowo widziałam wąchając blotter.
Niestety – nazwa zapachu zobowiązuje, nie ma zmiłuj.

 

Nuty: nuty zielone, tatarak, irys, imbir, galbanum, liście fiołka, liście drzewa oliwnego, szałwia, lawenda, migdał, kardamon, mleko, wanilia, drzewo sandałowe, konwalia.
Data powstania: 2012
Twórca: Christoph Hornetz oraz Christophe Laudamiel
Koncentracja: woda toaletowa

 

Zdjęcie pochodzi ze strony plantsgallery.blogspot.com

zapowiedź – Humiecki & Graef

czwartek, Kwiecień 5th, 2012

Tymczasem w Mediolanie…

Powietrze zapewne nadal dochodzi do siebie po targach Esxence. Zazdroszczę każdemu, kto miał okazję tam być i dostać szału na widok i zapach tych wszystkich wonnych cudów. Mnie pozostaje tzw. „lizanie przez szybkę”, czyli czytanie relacji i opisów nowości. Dobre i to, choć zazdrość mnie nie opuszcza.

Ale tak naprawdę narzekać nie powinnam, ponieważ w Blasku biurowej lampki grzeje się kilka Skarbów… Tak, mam przed sobą set próbek Humiecki&Graef i aż nie wiem, na co rzucić się w pierwszej kolejności.
Kolejność rzuceń i efekty – niebawem!


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates