Archive for the ‘Jean Charles Brosseau’ Category

Jean Charles Brosseau: Platine

niedziela, Marzec 4th, 2012

Nie lubię pisać recenzji negatywnych.
Po pierwsze dlatego, że z natury i doświadczenia w każdym zapachu staram się znaleźć coś dobrego. Po drugie, nie uważam żebym miała dostateczne kompetencje, by oficjalnie mieszać jakikolwiek zapach z błotem. Po trzecie, jak coś mi się nie podoba, to do tego nie wracam i w ramach masochizmu nie męczę się, żeby później tonem wielkiego znawcy twierdzić że „za dużo nut” lub wyrokować upadek twórcy i koniec marki. Nie.
Ale może czasem warto spróbować napisać coś niekoniecznie ekstatycznego, co by za słodko nie było i zbyt nudno? ;)

To znaczy będzie słodko, ale to już nie moja wina.

 

Ideą stworzenia Platine było zdaje się hasło „100% cukru w cukrze i jeszcze dowalmy kokosem”.
Początek jest nawet przyjemny – sałatka z bardzo dojrzałych owoców, posypanych cukrem. Soczysty miąższ jest tak sugestywny, że zaczynam się robić głodna i nerwowo spoglądam na lodówkę. Po chwili zaledwie dołącza nuta drzewa sandałowego, bardzo kremowego i „oswojonego”, dającego efekt słodkawych kadzidełek. Jako że mam słabość do Chinatown Bond no. 9, początkowa faza Platine mnie zachwyciła.

Radość jednak nie trwała długo. Apetyczna sałatka niemalże na oczach zaczęła się psuć: owoce puściły sfermentowane soki, a nad całą martwą naturą rozpoczęły szalony taniec muszki owocówki. Kiedy już chciałam opuścić na to nieszczęście zasłonę milczenia, coś mi brutalnie przerwało. Na omuszkowioną scenę wkroczył wielki, chamski kokos i tupiąc nogami i waląc się w klatę, zaczął ryczeć „JA, KOKOS!”. Och, naprawdę. Zrezygnowana przysiadłam i postanowiłam obserwować ten spektakl do końca. Muszki uciekły w popłochu, zostawiając na pierwszym planie coraz bardziej brejowate owoce, w które z głośnym plaśnięciem wdepnął kokos. Nie wiem skąd pojawiła się na scenie szklanka mleka, ale skoro już się pojawiła, ktoś ją przewrócił i owocowa breja ostatecznie skisła. I niby nad rozlanym mlekiem nie ma co płakać, ale nad tą kompozycją jak najbardziej trzeba. Miała potencjał, ale Kokos-Barbarzyńca wszystko zepsuł…

 

W zasadzie nie jestem zaskoczona tym finałem. Żaden z zapachów J.Ch. Brosseau nigdy mnie nie porwał, więc nie spodziewałam się nagłych zmian kierunku. Niestety. Bardzo słaba gra aktorska, scenografia zrobiona na szybko, nudne dialogi.
I nawet zdjęcia żadnego nie będzie.

 

Nuty:
głowy: bergamotka, czarna porzeczka, różowy pieprz, jabłko
serca: orzech kokosowy, róża damasceńska, lilia, tuberoza, śliwka, mleko
bazy: sandałowiec, cedr, wanilia, balsam Peru
Data powstania: 2011
Twórca: Thomas Fontaine
Koncentracja: woda perfumowana


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates