Archive for the ‘Lubin’ Category

Lubin: Korrigan, Galaad i Akkad

niedziela, Listopad 25th, 2012

Pamiętam szał uniesień, kiedy po raz pierwszy przeczytałam o nowych zapachach Lubin. Poeci tego nie opiszą! Flakony, nazwy, historie i składy nut, wszystko powodowało u mnie gorączkę nerwowego oczekiwania. Wreszcie mam, stoją przede mną trzy spore sample, które od kilku dni z lubością oglądam, odkręcam i testuję. Efekty? Uczuciowo zróżnicowane ;]

 

Korrigan

Wiązałam z nim chyba największe nadzieje. Karmelowa nuta pieczonego chleba, whiskey, szafran, drewniana baza, którą dodatek oudu może albo zmoczyć i zepsuć, albo wysuszyć i dopieprzyć… I wszystko to w nim znalazłam. No, prawie.

Otwarcie  jest dość mocno karmelowe i chlebkowe, co za pierwszym razem mnie przeraziło, szczególnie po Jeux de Peau Lutensa i moich ostatnich doświadczeniach perfumiarskich. Niedawno pracowałam z „laktonem klonowym” [nie wiem, jak brzmi jego polska nazwa, ale chodzi o ten składnik], który pachnie obłędnie pysznie, niestety bardzo nie lubi dzielić się przestrzenią z jakimkolwiek innym składnikiem – jest zaborczy i zabójczy. Psuł wszystko, za co się wzięłam, zagłuszał najmocniejsze nuty i sprawiał, że każda kompozycja pachniała w gruncie rzeczy tak samo…
Nie wiem czy użyto go w Korriganie, ale efekt jaki uzyskuję na skórze każe mi tak przypuszczać. Chlebek nie zostawi was ani na krok. Będzie trwać przez całą kompozycję, od wspomnianego otwarcia, przez coraz chłodniejszą i suchą nutę serca, w której obok chlebka próbuje zaistnieć lawenda i wytrawna ambretta, po bazę – niby drzewną, zgrabnie dosuszoną [uff, zero wilgoci!] oudem, ale ciągle słodką i jadalną. Muszę przyznać, że przejście z chłodu serca do szafranowego ciepła bazy [tak, dopiero bazy] jest zaskakujące i bardzo ciekawe; z drugiej strony mimo szczerych chęci i godnego podziwu własnego wysiłku, nie jestem w stanie wyczuć tu ani kropelki whiskey. Kto wysiorbał, przyznać się?!

Kiedy wszystkie nuty przeminą, chlebek pozostanie. Niczym samotny strażnik teksasu, trwać będzie nawet wtedy, kiedy przejadą napisy końcowe i wszyscy opuszczą salę. Jest uroczy, pysznościowy i bardzo miły, ale nie tego oczekiwałam po charakternych Korriganach.

Nuty:
głowy: jagody jałowca, szafran, koniak
serca: lawenda, ambretta (ketmia piżmowa), destylat whisky
bazy: cedr, oud, skóra, wetiwer, piżmo
Data powstania: 2012
Twórca: Thomas Fontaine
Koncentracja: woda perfumowana

Galaad

O tak, moc orientu: bogactwo złocistych przypraw i żywic, słodycz i moc, od której kręci się w głowie.
Zapach od samego początku tak mocny, że aż ciężko wyodrębnić z niego jakiekolwiek nuty czy składniki. W głowie ma się przede wszystkim pełne orientalnego przepychu obrazy. Galaad jest niesamowicie spójny i gęsty.

Mirra i złocisty, lekko drzewny miód, rozgrzany do czerwoności kardamon, ambra za którą dam sobie nos uciąć – po co komu nuty głowy, przejdźmy od razu do sedna serca! Jest intensywnie i głośno, mirra obezwładnia i wciąga do środka kompozycji, która ciągle gorąca i przyprawowa, zrzuca słodkie piórka i przeistacza się w… przystojnego nieznajomego, nonszalancko skręcającego papierosa. Od tabaki aż kręci w nosie; jest lekko pudrowa i słodkawa, na szczęście przed kompletnym zasłodzeniem ratuje ją dodatek skóry. Takiej znoszonej i cielesnej, lekko cierpkiej i bardzo zmysłowo… „męskiej”. Takiej, przez którą lekko się rumienię i poprawiam na krześle. Oto, co zdolne ręce i nos potrafią wyczarować z nudnego, z-lodówki-wyskakującego oudu!

To już kres naszej podróży. W powietrzu unosi się zapach wyschniętych traw, skórzanego siodła i przywleczonej przez wiatr odległej smużki kadzideł. Nieznajomy z zabójczym uśmiechem skręca kolejnego papierosa…

Nuty:
głowy: kardamon, cyprys, rozmaryn
serca: esencja i absolut mirry, miód, balsam copahu
bazy: oud, cedr atlaski, cypriol, tytoń Burley
Data powstania: 2012
Twórca: Delphine Thierry
Koncentracja: woda perfumowana

Akkad

Najlepsze zostawiłam sobie na deser. Bo to się skończy flakonem.

Jak głupio zabrzmiałoby stwierdzenie: „tak pachnie Mezopotamia”? Pewnie bardzo, szczególnie dla tych którzy mają o historii większe pojęcie niż nieco roztrzepany biotechnolog, ale dla mnie to jest właśnie zapach starożytności. Akkad ma w sobie coś z Kyphi, ale nie tak dosłownie… khem, mumijnego.
Jest zapachową sprzecznością. Z jednej strony kusi ziołowymi olejkami, słodkimi balsamicznymi żywicami i kremowo-puchatą ambrą, z drugiej – ciągle zachowuje dostojny, profesjonalny dystans. Wiedząc, jaki jest boski, nie czuje potrzeby narzucania się i egzaltowanego podkreślania swojej wyjątkowości; po prostu robi to, do czego został stworzony: jest boski ;)

Zachwyca mnie w nim przede wszystkim olibanum, które pachnie identycznie jak po zapaleniu, słodko-pikantnie-piaskowo. Nie potrafię „namacalnie” określić tego aromatu, wiem tylko że do tej pory perfumy czysto frankońskie musiałam omijać szerokim łukiem, bo doprowadzały mnie do nieprawdopodobnej, natychmiastowej migreny. Teraz, dzięki Akkadowi, mogę rozkoszować się tym zapachem bez wizji wciskania gałek ocznych do środka czaszki. Yay!

Ale nie ma co się oszukiwać – Akkad to przede wszystkim morze pięknej, kremowej ambry. Mając w składzie zarówno ambrę, jak i styraks i labdanum, które do tworzenia akordu ambry wykorzystywane są w pierwszej kolejności – ekstremum ambrowe jest nieuniknione. Nie oznacza to, że robi się nudno. Cały czas przez ambrową błogość przesączają się smużki dawnych czasów: ziołowo-paczulowy pył zmieszany z olejkami, palone żywice, kadzidlane maści i woskowe stożki, roztapiające się w kontakcie z ciepłem skóry… Wszystko pachnące, luksusowe, bezcenne i rozgrzane słońcem południa.

Nie ma co pisać. Trzeba powąchać.

Nuty:
głowy: mandarynka i bergamotka z Włoch, esencja szałwii muszkatołowej
serca: esencja kardamonu, elemi, kadzidło frankońskie, styrak
bazy: ambra, czystek (labdanum), wanilia, paczula
Data powstania: 2012
Twórca: Delphine Thierry
Koncentracja: woda perfumowana

Zdjęcia pochodzą z portalu fragrantica.com.pl


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates