Archive for the ‘Memo’ Category

Memo: Shams

sobota, Marzec 3rd, 2012

Wczoraj miał miejsce Dzień Dobroci Dla Nishy. Co prawda był to typowy dzień świra, którego nikomu nie życzę; ale ten wyjątkowo wyróżniał się kilkoma miłymi akcentami.
Jeden szczególnie miły akcent leży przede mną w szklanej fiolce i doprowadza mnie do szału, rozpaczy i zgrzytania zębami. Użyć? Tak go mało, że nic mi nie zostanie, poza szałem, rozpaczą i zgrzytaniem zębami. Nie użyć i przykryć innymi próbkami? Wtedy jak Jumanji będzie się tłuc i dobijać, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. Co bym nie zrobiła, i tak przegram.

No to chlup.

Gdyby nie moje nikłe zdolności informatyczne, dla pełni efektu przy przewijaniu zdjęcia, w tle zabrzmiałyby dźwięki z Odysei Kosmicznej 2001. Niestety, trzeba samemu [o tu] włączyć i przewinąć zdjęcie raz jeszcze, dziękuję ;]

A zaczęło się tak: biegając, jak przystoi w dzień świra, świńskim truchtem po pracy i robiąc kilka rzeczy na raz, zatrzymałam się na chwilę żeby porozmawiać z zaprzyjaźnionym klientem, również perfumomaniakiem, czasem dzielącym się swoimi zdobyczami. Najpierw zobaczyłam flakon – przy tej ilości skrzącego się złota trudno go w zasadzie nie zobaczyć – ale kiedy powąchałam co w nim siedzi… zamarłam i zaniemówiłam. Dosłownie. Wrosło mnie w podłoże i biorąc pod uwagę reakcję otoczenia, przez moment musiałam wyglądać równie inteligentnie co ameba. Czułam, jakby mnie wessało w wehikuł czasu i nie mogłam się z tego wrażenia otrząsnąć. To było nieprawdopodobne! I to jest właśnie ten efekt, szok i emocje, których oczekuję od zapachów.

 

To wspaniale, Nisho, urzekła nas twoja historia – ale jak on pachnie?

Jeśli napiszę że drewnem, wyjdzie banalnie. Kopcącym kadzidłem? To też już było.
Dla mnie Shams pachnie przede wszystkim wspomnieniami. Wakacjami, iglastym lasem nocą, wytwornicą dymu, smarami i klejem technicznym, drewnianym zbutwiałym kościółkiem, lekko zawilgoconym kadzidłem, kurzem, pastą konserwatorską z Muzeum Narodowego [aż zaczynam się zastanawiać, po co głównie chodziłam do MN – oglądać czy wąchać?], mokrymi kamieniami, piaskiem i muszelkami z plaży. Wszystkie moje cudowne lata.

Mówiąc bardziej zrozumiale: Shams to najlepsze nuty wydobyte z Messe de Minuit i L’eau Trois, perfekcyjnie doprawione. Idealnie drewniany, stary i zakonserwowany, balsamicznie słodki, ale nie mdlący, dopracowany dymno-wytrawnym oudem, który zaczynam coraz bardziej doceniać, o ile nie nokautuje mnie od pierwszych nut. Bez zbędnych dodatków, bez jakiejkolwiek nuty, do której mogłabym się przyczepić, spójny, piękny.

Zachorowałam na niego tak bardzo, że flakon mam już dodany do koszyka w ich oficjalnym sklepie i w zasadzie wystarczy jedno kliknięcie… Waham się głównie ze względu na cenę, ale chyba nie wytrzymam w swojej zdroworozsądkowej postawie zbyt długo. Taki piękny zapach. Taka mała fiolka.

 

Nuty:
głowy: pieprz, imbir, szafran
serca: wetiwer, papirus
bazy: labdanum, bób tonka, brzoza, balsam tolu, styraks, oud
Data powstania: 2011
Twórca: b.d.
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.diegoporcel.com


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates