Archive for the ‘^ okołoperfumowo’ Category

„trzynastozgłoskowiec”

piątek, Marzec 15th, 2019

Przeglądając dzisiaj wszystkie swoje wpisy, trafiłam na kilka nigdy nie dokończonych szkiców… W tym to oto „dzieło”, stworzone sześć lat temu chyba pod wpływem. Ekhm, silnym wpływem.

Nie mam pojęcia, co mnie tak wtedy zainspirowało, ale publikuję, bo chyba to najlepiej dowodzi tego, że zawsze byłam i będę stuknięta.

O dumna nuto! Co dawnymi czasy
Zachwyt we mnie wzbudzałaś i trwogę,
Gdybym cię dziś znowu spotkać musiała,
Chyba bym trupem padła na podłogę.

Mierzi mnie twój widok! Żołądek w supeł ściska.
Mdli mnie myśl o tobie, naiwnie przesłodzonej,
W pudrach, piórkach, kwiatach, modnych arabeskach…
Nie patrz więcej na mnie. Lepiej wina polej.

Kurtyna.

Hello, can you hear me?

poniedziałek, Styczeń 28th, 2019

Jak to mówią – long time no see, huh.

Ostatnio złapałam się na tym, że wchodzę na własnego bloga i…

Gdzie wpisy?
Gdzie zachwyty i zapasy w błocie?

Otóż powiem Wam gdzie. W *autocenzura* niebycie.
Pomysły są, zachwytów cała masa, ale brakuje ciągle jednego, najważniejszego – czasu. Małe dziecko i praca na pełen etat to w zasadzie dwie pełne prace 24/7 i kiedy po uśpieniu huraganu Janina, mam do wyboru zajęcie się garowym Mount Everestem w zlewie, sprzątnięciem jesieni średniowiecza zabawek w salonie lub kąpiel w wannie w samotności (W SAMOTNOŚCI), stukanie w klawiaturę przy lapku przegrywa. Za. Każdym. Razem.

Ale dzisiaj się zaparłam. Dość wymówek, bo wygląda jakby nic się w moim życiu perfumowo nie działo. A dzieje się. Dzieje! Że zachwyty i zakupy, to wiadomo. Ale było też w 2018 roku kilka wydarzeń naprawdę nietypowych i niezwykłych.

Zacznijmy od tego, że ponad rok temu (trwało to, na raty, kilka miesięcy) sprzedałam grubo ponad połowę swojej kolekcji perfum. Unikaty, zapasiki, flakony kochane, chomikowane, a jednak nieużywane.
Bez wyrzutów sumienia, bez przydługiego debatowania i rozmyślania, wywalałam jak leci. Od tego czasu staram się zwalczać impulsy i pokusy zakupów w ciemno, mając w pamięci ten… ciężki i drogi nadmiar.

Wydarzenie numer dwa to wymarzone, kwietniowe targi Esxence w Mediolanie. Targi perfum! Ja! Na! Targach! Perfum!
Choć każdy dzień kończyłam migreną i długim prysznicem, to były niesamowicie pachnące (tyle nowych zachwytów), przepyszne (pizzaaaa, kawaaaa) i przepiękne (Mediolan!) dni. Nawiązały się nowe kontakty, nowe marki zostały odkryte i pokochane, nowe cuda trafiły do Quality.

Mission accomplished.
Kilograms gained (pizzaaaa).


Trzecie, najbardziej magiczne w moim życiu wydarzenie, to majowe warsztaty Perris Monte Carlo w zamku Gian Luca Perrisa w Pozzol Groppo. Które doczekały się wpisu w Forum o Perfumach na fb, a następnie przewędrowały na bloga Quality. Długo nie mogłam zejść na ziemię i, choć już wcześniej uwielbiałam zapachy PMC, teraz kocham je miłością szaloną i mnożę w kolekcji, również nieco szalenie.

Zdjęcia z wyjazdu, zachomikowane w telefonie, często oglądam, szczególnie porobione na szczycie zamku filmy, na których widać jedynie przetaczające się leniwie chmury nad szczytami drzew i słychać świergot ptaków…

O rany, ile bym dała żeby tam wrócić 💔


Niezwykle miłym popasem dla oczu był również Festiwal Róż w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Nasyciłam się różami na cały rok.
Wyglądały zjawiskowo, pachniały obłędnie.

Największe zachwyty perfumowe? Było ich trochę.
Nie żebym miała tak fenomenalną pamięć, mam za to profil na polskiej i angielskiej Fragrantice ;] (Na obu nick zielona, i nawet coś czasem recenzuję.)

Jak można było przewidzieć, na liście zachwytów tłum Perrisów.
Zaczęło się niewinnie od Patchouli Nosy Be, który jest tak idealnie labdanumowo-paczulowy, że aż mam gęsią skórkę. Doczekał się trzech flakonów edp i travel setu ekstraktów. Santal du Pacifique – kremowy, ale wytrawny dzięki dodatkowi irysa sandałowiec. Czysty i piękny. Dwa flakony edp, flakon ekstraktu i travel set ekstraktu. Cacao Azteque – pierwszy test podczas targów i mega rozczarowanie, bo gdzie to kakao, same kfiotki. Kolejne, uparte testy po powrocie z Pozzol Groppo i nagłe olśnienie: utopiona w gorzkim rumie i jeszcze bardziej gorzkim kakao, cukierkowo-słodka tuberoza. Wow. Flakon edp i travel set ekstraktów.
Ostatnio z przyjemnością wróciłam do Oud Imperial i ostrzę zęby na Ambre Gris, Essence de Patchouli i Rose de Taif.
Czy to już się leczy?


Dając spokój mojej obsesji do Perrisa, prawie-chronologicznie:
Rose Omeyyade Atelier des Ors – welurowa, gęsta, orientalna róża. Flakon.
Galop d’Hermes – przestrzenna, (druga) skóra. Flakon.
Kismet Lubin – czyli jak powinien pachnieć shalimarowy orient. Flakon.
Black Calamus Carner Barcelona – Black Cashmere powstał ze zmarłych i pachnie jeszcze lepiej. Flakon.
Woody Mood Olfactive Studio – świetliste, słodkie i wypolerowane drewienka, z nutą Palisandra CdG. Duży flakon.
A właśnie. • Palisander CdG – piękny powrót po latach. Doskonała, gładka słodycz. Flakon.
Molecule 04 – czyli, jak twierdzi Mąż, „znowu walisz Tybetem”. Flakon.
Palindrome I Santi Burgas – żywiczno-drzewna doskonałość, porównywalna z Patchouli Nosy Be zmieszanym z Miyako lub Ambre Fetiche, jak kto woli. Bogaty, płonący żywicami orient. Dwa flakony.
Untold Absolu Elizabeth Arden – najlepszy strzał w ciemno w moim życiu. Idealnie wyważona cierpko-pudrowo-słodka, gęsta, przepyszna śliwka. Cztery flakony 100ml i dwie trzydziestki – i nie powiedziałam w tym temacie ostatniego słowa, bo tanie to jak barszcz.
Ambre Imperial Van Cleef & Arpels – czyli jeszcze lepsze L’Ambre des Merveilles Hermes. Serio. Dwa flakony.
Participe Passe Serge Lutens – wszystko, co z Lutensa najlepsze, zmieszane w jednej butelce z genialną nazwą. Nie wiedzieć czemu, flakonu ciągle brak.
Selfie Olfactive Studio – długo chorowałam, wreszcie tydzień temu dopadłam mały flakonik. Kompozycja na mnie bardzo podobna do Silver Factory Bond no.9, taka trochę krzywa i dziwaczna, ale w tym swoim braku idealności – idealnie oryginalna.
Tuxedo Yves Saint Laurent. Tu długo pewnie flakonu nie będzie, bo to grzmot przestraszliwy (125ml, seriously?!), ale kompozycja piękna i taka… wygodna.


To z tych największych trzęsień ziemi. Bo było jeszcze dużo mniejszych, jak na przykład ostatni zachwyt marką Jovoy, dzięki upolowanemu flakonikowi Ambre Premier (ambrowy ideał!), nowemu w rodzinie Pavillon Rouge (ta skóra i rum) i ponownie odkrytemu Psychedelique (tak, leciałam na nazwę jeszcze przed poznaniem zapachu).


Więc – jestem, żyję, wącham, niezmiennie zbyt często się zakochuję i za dużo chcę. Nie wiem, kiedy pojawi się jakaś normalna recenzja. Naprawdę chcę, ale wygrywa proza życia ;]

Na osłodę wrzucam link do mojego Instagrama, na którym trochę natury i sporo perfum. Tam najlepiej można sprawdzić moje aktualne obsesje i miłości. No i ten…

I’ll be back.

Montale: So Iris Intense

niedziela, Marzec 5th, 2017

Są takie zapachy, po poznaniu których ma się ochotę zapalić papierosa.


If you know what I mean.

.

Przyznam się Wam, że już od dłuższego czasu nie spodziewa(ła)m się po Montale niczego. Brak oczekiwań = brak rozczarowań, co w przypadku coraz większej ilości niszowych perfum okazuje się wychodzić na zdrowie dla moich nerwów i ambicji. Montale zaczął iść w ilość, pakując zapachy do coraz bardziej szkaradnych kolorystycznie flakonów (spodziewałam się, że po gradientowym złoto-różusiu nie może być nic gorszego, ale wtedy pojawił się gradientowy złoto-majtowy turkusik…), więc straciłam do niego serce i trochę porzuciłam (nie powiem, z ulgą dla moich oczu i wyczucia gustu).

Widząc kolejną baterię blaszanych nowości od Montale (niespodzianka, gradienciki!), już, już miałam z pogardą je ominąć… kiedy zobaczyłam w nazwie jednego „iris”.
Nie żebym była irysową fetyszystką. Irys to jeden z bardziej traumatycznych składników jakie znam, szczególnie w – przerażająco przeważająco stosowanej – wersji pudrowo-szminkowo-tłustej (przysięgam, że na samą myśl mi niedobrze). A jednak do irysa mam jakąś dziwną słabość i sentyment, chyba ze względu na Hiris Hermesa. Możliwe że podświadomie szukam dla niego jakiegoś godnego, pięknego zamiennika, który nie przenicuje mi żołądka, ale rozkocha i uzależni… Było kilka całkiem udanych irysowych spotkań (znacząco strzela oczami w stronę Iris des Champs), ale brakowało motyli w brzuchu (nie mylić z motylami w żołądku).
Poza tym, orientalny, oudowy i mocarny Montale i iryski? To jakby My Dying Bride wydał album z bajkami dla dzieci. No helooł!

.

So Iris Intense jest piękny, czysty, irysowy i drewniany.

Zero ociężałej pudrowości. Lekko soczysta, melancholijna zieloność (klimat Zagorsk) łagodnie, kremowo rozlewa się na skórze i wysycha do przepięknych, równie łagodnych i szlachetnych nut drzewnych, nie gubiąc przy tym ani płateczka z irysowego bukietu.
Czysto, prosto, naturalnie. Żadnego obskurnego buduaru i zleżałych czerwonych szminek.

To nie jest zapach skomplikowany i zmienny – i być może to jest jego największa zaleta, bo nic tu irysa nie przytłacza i nie ujmuje jego piękna. Bazowa nuta drewienek przypomina mi nieco klasyka He Wood Dsquared2, z tą różnicą że w HW drewienka są bardziej wypolerowane i słodsze (w końcu połączono je z fiołkiem).

Można na upartego przyczepić się, że niewiele się dzieje, ale powiedzmy sobie szczerze – czasem fajnie jest dla odmiany pachnieć czymś nieskomplikowanym i „czystym”.

Ja jestem całkowicie kupiona. I chrzanić złoto-majtowy turkusik, chcę cały flakon!
(Najwyżej przemaluję go farbą w spray’u.)
(W sumie już ją nawet mam.)

Nuty: irys, sandałowiec, piżmo
Data powstania: 2017
Twórca: b.d.
Koncentracja: ekstrakt perfum

.

Gif pochodzi z filmu „Marzyciele”, a macro-pornowe zdjęcie irysa z portfolio Silvii Spedicato (https://500px.com/silviaspedicato)

gdy dziecko śpi, budzą się upiory… recenzji

poniedziałek, Wrzesień 26th, 2016

Tradycyjnie przyszłam poinformować, że nadal żyję i nadal pachnę, że dzieje się niezmiennie dużo i że mam najcudowniejsze dziecko na świecie – no ale z takimi genami nie mogło być inaczej ;)

Był taki moment, kiedy spanikowana patrząc na pełną flakonów komodę zastanawiałam się czy jeszcze kiedyś zagram na skrzypcach, ale kryzys braku-czasu-oraz-snu minął, a moja pasja i obsesja perfum rozkwitła na nowo. Co niestety nie przekłada się na liczbę recenzji, za to zdecydowanie bardzo na liczbę… nowych flakonów.

Tylko nie mówcie tego mojemu mężowi, bo regularnie ściemniam że „nowy? nieeee, cooo Tyyy, z wymiany…” albo „mam od dawna, tylko był z tyłu komody”. Póki co działa ;]

A ponieważ jeżeli tylko sobie coś zaplanuję, to mogę być pewna że stanie się/zrobię zupełnie inaczej, to zamiast moich pięknych róż i japońskich śliwek, dzisiaj będzie o czymś zupełnie innym.

Zostańcie państwo z namy.
Napięcie rośnie.

żyję, leżę i pachnę

poniedziałek, Sierpień 25th, 2014

Ponieważ z powodów wakacyjno-urlopowych ostatnio nic mądrego nie napisałam, zalinkuję chociaż cztery maleństwa, które popełniłam na Fragrantice. Ponoć mała rzecz też cieszy ;]

Cartier: La Panthere

Kenzo: Flower by Kenzo Oriental

LM Parfums: Patchouli Boheme

Thierry Mugler: Alien Eau Extraordinaire

 

Poza tym czekam na natarcie jesieni. Ta pora roku zawsze powoduje naładowanie moich wewnętrznych akumulatorów na full – nagle jestem pełna pomysłów, nowych szalonych planów i zakupowych chciejstw… Perfumowe szafki już zostały przygotowane na jesień; na wierzchu czekają: piramidka Mauboussin EdP, Cette Nuit La, Botrytis, cała bateria Smoków, In Black, 24 Gold, Patchouli Boheme…

Jestem gotowa i niecierpliwie oczekująca ;]

everlasting-autumn

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.cafleurebon.com

perfumowa akcja: konsultacje społeczne KE

piątek, Maj 9th, 2014

Problem reformulacji i grzebania w kompozycjach perfum jest równie przyjemny, co soczyste zgrzytnięcie nożem po talerzu.
I równie częsty.

Cytując Klaudię z Sabbath of Senses:

„Do 14 maja trwają konsultacje społeczne w sprawie wprowadzenia całkowitego zakazu stosowana 96 różnych substancji – w tym wchodzącego w skład mchu dębowego atranolu i jego pochodnych – w produktach kosmetycznych wprowadzanych na rynek europejski. Konsultacje oznaczają, że mamy szansę się wypowiedzieć i Komisja Europejska będzie musiała wziąć nasze zdanie pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Nie rezygnujmy z tego prawa. Ratujmy swoje perfumy!
Aby zabrać głos w konsultacjach wystarczy wysłać wiadomość na adres: sanco-cosmetics-and-medical-devices@ec.europa.eu

Wiadomość powinna być podpisana w sposób umożliwiający identyfikację konsumenta: imię i nazwisko oraz adres do korespondencji powinny wystarczyć, zachęcamy jednak do podania także numeru dowodu tożsamości.

(…)

Z pachnącym pozdrowieniem
Klaudia Heintze i Ewa Starzyk”

Więcej we wpisie Chrońmy dzieła sztuki przed urzędnikami! – konsultacje społeczne Komisji Europejskiej.

Dołączam się do apelu i prośby o przekazywanie tej wiadomości i informacji o całej akcji. I z góry wszystkim dziękuję za pomoc!

 

W sieci krąży również gotowa petycja, pod hasłem „SAVE PERFUME’S SOUL„. Podpiszcie koniecznie!

bessęsowna autoreklama ;]

piątek, Marzec 28th, 2014

Chociaż może nie do końca taka bessęsowna, bo muszę Lubego pochwalić ^^
Zrobił mi wczoraj prezent i od dzisiaj mogę zaspamować świat nishowymi wizytówkami!

Wersja beta, jak się rozejdzie, to będą kolejne ;]

wizytówki

Uważajcie na skrzynki pocztowe, lodówki i puszki z konserwami.
Ahaha! Ahaha haha! [śmiech Mandarka]

A już niedługo powrót do tradycyjnych recenzji.
Tylko się wyśpię…


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates