Archive for the ‘Rancé 1795’ Category

wywiad: Giovanni Rancé

wtorek, Maj 14th, 2013

W zeszłym tygodniu perfumerię Quality odwiedził Giovanni Rancé, potomek wielopokoleniowego rodu perfumiarzy i – w latach jeszcze wcześniejszych – rękawiczników. Przytruchtałam do Marriottu [z sercem w okolicach przełyku] i pomiędzy wywiadami z prasą zaczaiłam się na Giovanni’ego, zadając mu kilka pytań, które chodziły mi po głowie już od dawna.
Bo powiem Wam, że do Rancé mam słabość. Każdy z tych zapachów jest inny, ale każdy bez problemu da się oswoić i polubić. Hélène, Laetitia, Triomphe i Près de Toi to moi absolutni faworyci, ale po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że ten pozornie straszny jaśmin w Jasmin du Malabar jest całkiem apetyczny i noszalny; a fiołkowa Pauline otula cukierkową, puchatą chmurką… I tak wsiąkłam.

A że mam świra na punkcie starych przepisów i zachowanych receptur z dawnych lat [co zaszczepili w moim móżdżku właściciele Grossmith], część pytań właśnie o to zahaczała… Ale po kolei. Zaczęłam od pytania najdłuższego, które w miarę recytowania sprawiało, że mina Giovanniego coraz bardziej się wydłużała ;]

Nisha: Historia marki Rancé sięga ponad czterystu lat, ale zawsze pozostawała w rękach rodziny: tradycja przekazywana była z pokolenia na pokolenie, kolejni potomkowie rodu przejmowali „pałeczkę”, komponując, udoskonalając i produkując perfumy. To dość duże wyzwanie i odpowiedzialność. Jestem ciekawa czy zawsze wiedziałeś, że będziesz chciał się tym zajmować, kontynuować historię i tradycję; czy może miałeś swoje własne plany na życie? W dużym skrócie: czy ten „rodzinny biznes” był dla Ciebie ułatwieniem czy obciążeniem i w pewnym sensie obowiązkiem?

Giovanni Rancé: W młodości ciężko zdecydować, czego tak naprawdę chce się w życiu. Byłem ciekaw kilku rzeczy, podejmowałem się różnych prac i zadań, ale w głębi serca wiedziałem że powinienem kontynuować rodzinną tradycję. Miałem co do tego mieszane uczucia, ale przeważyła ciekawość, jak taka praca perfumiarza wygląda „od środka”.

N.: Próbowałeś już swoich sił jako perfumiarz?

G.: Brałem udział w odtwarzaniu kilku ostatnich zapachów Rancé, koordynowanym przez moją matkę, m.in. męskim L’Aigle de la Victoire, który za kilka miesięcy pojawi się w sprzedaży. Brałem również udział w tworzeniu linii Les Etoiles.

N.: A masz może jakiś własny, autorski projekt? Może nowa linia?

G.: Tak, mam już kilka szkiców i pomysłów na nową linię, ale póki co muszą one poczekać – najbliższe miesiące należą do linii Les Etoiles i to jej będziemy poświęcać całą uwagę.

N.: Studiowałeś perfumiarstwo?

G.: Nie, nie mam takiego wykształcenia. Studiowałem administrację biznesu, sztuki perfumeryjnej uczę się empirycznie.

 

N.: Zauważyłam że, podobnie jak każdy mężczyzna, który musi zasadzić drzewo, zbudować dom i spłodzić syna, tak i każdy perfumiarz ma kilka składników, które musi „przećwiczyć” i stworzyć poświęcone im perfumy: różę, jaśmin, oud jest ostatnio bardzo popularny… Jest jakiś składnik, który Ciebie szczególnie intryguje i który chcesz w szczególności wypróbować? Który uważasz za największe perfumiarskie wyzwanie?

G.: Dla mnie takim składnikiem jest róża: ogromnie popularna, wręcz nadużywana, zmieszana już na wydawałoby się wszystkie sposoby. Mimo wszystko my również chcieliśmy stworzyć zapach poświęcony róży, ale w nowatorski sposób: łącząc wysokiej jakości esencje kilku gatunków róż z równie mocnymi białymi kwiatami.

N.: Wrócę jeszcze do tematu oudu – zauważyłam że występuje on w bazie najnowszego zapachu męskiego. Skąd się wziął w składzie tak wiekowego zapachu? I co sądzisz o całym tym oudowym szaleństwie?

G.: Oud to jeden z ciekawszych składników; sposób w jaki powstaje, wielowymiarowość aromatu, możliwości połączeń w kompozycjach. W L’Aigle de la Victoire nuta żywicy agarowej stanowi część kompozycji, ale nad nią nie dominuje. Dodatek oudu odmłodził i uwspółcześnił tę starą recepturę.
Doceniam charakter i moc oudu, ale nie planuję stworzyć w Rancé zapachu typowo oudowego.

 

N.: O właśnie, zeszliśmy na szczególnie interesujący dla mnie temat.
Domyślam się, że z różnych względów nie da się wiernie odtworzyć kompozycji spisanych sto czy dwieście lat temu: niektórych składników nie da się już zdobyć, mamy inne – nowocześniejsze – metody otrzymywania olejków. Czytałam również, że nie używacie składników pochodzenia zwierzęcego.

G.: Tak, dokładnie tak.

N.: Próbowaliście z czystej ciekawości sprawdzić, jak by pachniały pierwsze kompozycje Rancé, wiernie odtworzone według starych receptur i starych technologii?

G.: Oczywiście, podjęliśmy takie próby i odtworzyliśmy pierwsze zapachy na tyle dokładnie, jak było to możliwe; mimo wszystko uznaliśmy, że nie tędy droga.  Dawne zapachy wymagały udoskonalenia i „odświeżenia”, dostosowującego je do naszych czasów. Staraliśmy się jednak zachować klimat marki Rancé.

 

N.: Ile starych receptur kryją archiwa Rancé?

G.: Setki. To ponad dwustuletni zbiór kompozycji zapachowych. Mamy ponadto wiele laboratoryjnych dzienników, w których spisano różne eksperymenty i testy dotyczące składników perfum.

N.: Wszystkie te kompozycje były swojego czasu „w sprzedaży”, czy są tam też niezrealizowane plany i kompozycje pisane „do szuflady”?

G.: Większość planów została zrealizowana, ale owszem, niektóre pomysły nigdy nie ujrzały światła dziennego.

N.: Bestsellery z dawnych lat?

G.: Jednym z ciekawszych był popularny w latach 40tych XX wieku zapach Le feu du Vésuve [„ogień Wezuwiusza”]. Na początku XIX wieku popularna była woda kolońska l’Eau d’Austerlitz [„woda Austerlitz”], w późniejszych czasach – kompozycja, której obecnie nie mamy w ofercie: Gloire à l’Aigle Francais [„chwała francuskiego orła”].

 

N.: I na koniec pytanie tendencyjne: Twój ulubiony zapach?

G.: Gdybym miał wybrać tylko jeden, byłaby to Laetitia. Bogata, zmienna, z nietypowo dużym stężeniem paczuli. Uwielbiam wszystkie zapachy Rancé, ale moim faworytem jest Laetitia.

 —

Był to pierwszy – i mam nadzieję, nie ostatni – perfumowy wywiad, jaki udało mi się przeprowadzić. To ciekawe doświadczenie i niezła gimnastyka dla pamięci, szczególnie kiedy gubi się kartkę z przygotowanymi pytaniami ^^
I wiem że mam na sumieniu ponad miesięczną ciszę, ale niestety – jak coś ma się dziać, to hurtem i bez końca.

Postaram się obsmarować zrecenzować coś już wkrótce ;]

Rancé 1795: Triomphe Millesime

czwartek, Lipiec 5th, 2012

Od godziny siedzę w oparach Triomphe i uroczyście oświadczam, że Napoleon miał dobry gust. A pani Jeanne ma niezaprzeczalny talent, skoro stworzyła coś tak uroczego z irysem w roli [prawie że] głównej.

 

Nie radzę sugerować się składem nutowym. Ani przydzieloną rodziną zapachową, Triomphe to zdecydowanie bardziej zapach aromatyczny niż fougere. Do jego najbliższych krewnych zaliczyłabym Musk Etro, który nabiera podobnie pieprzno-piżmowych nut. I jest podobnie… unisexowy.
Ciekawe, co by na to powiedział Napoleon ;]

 

 

Początek nie zachwyca, jak to często niestety bywa. Irysowy proszek do prania kręci w nosie, a kwiat pomarańczy wydaje się być welurową imitacją prawdziwego kwiatu pomarańczy. A może mam przesyt po Kurkdjianie?
Syntetyczne, na siłę świeże nuty głowy szybko uciekają, zwalniając scenę dla pieprzu – a ten jest nad wyraz udany. Wyczuwalny, ale nie za ostry, złagodzony zielonym, wytrawnym irysem i wetiwerowo-ziemistymi nutami drzewnymi. Na tym etapie Triomphe ma dużo wspólnego z 1681 Carthusii. Kadzidła nie wyczuwam, choć może to ten wetiwerowy w moim odczuciu dymek. Jest ciekawie i spokojnie, bez wybuchów, fajerwerków czy zbędnych popisów.

A potem robi się absolutnie błogo.
Irys coraz bardziej drewnieje, pieprz wietrzeje i ostatecznie, jak po podmuchu gorącego wiatru na pustyni, rozwiewa się. Pozostaje rozgrzany piasek i kawałki wysuszonych drzew. I to drewienkowe piżmo! Właśnie takie jak w Musk Etro, suche, ani trochę pudrowe czy kwiatuchowe, ze wspomnieniem pieprzu i cieniem geranium, apetycznie przyprawowe, no ach. I tak trwa.

 

Muszę ze skruchą przyznać się, że markę Rancé omijałam zawsze szerokim łukiem, ale odkąd pojawiła się seria Riche z boskim Pres de Toi na czele, wpadłam w rance’owy wir z jak najbardziej pozytywnymi skutkami.
A zatem – to jeszcze nie koniec!

 

Nuty:
głowy: bergamotka, neroli, czarny pieprz
serca: irys florencki, kadzidło
bazy: drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, wetiwer, piżmo
Data powstania: 2009
Twórca: Jeanne Sandra Rancé [pierwowzór autorstwa Français Rancé]
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.woodfordes-perfumery.co.uk


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates