Archive for the ‘SoOud’ Category

SoOud: Hajj Eau Fine

piątek, Czerwiec 8th, 2012

Zaglądam zrezygnowana do blogowego kokpitu, niestety – żadnych napoczętych szkiców nie mam. No, nikt nie mówił że będzie łatwo, trzeba napisać coś nowego. Tylko jak tu pisać, kiedy nic nie zachwyca? Sami widzicie, jakie recenzje ostatnio popełniam i wierzcie, poprawy na horyzoncie [zasłanym nowościami] nie widać. Nie bałdzo. Niby kolejka próbek czeka na recenzje, ale mam taką ochotę na coś kompletnie nowego, „świeżego”, nie oczekiwanego i nie wyczekiwanego…

W całym tym perfumowym malkontenctwie [bo przecież „nic mi się nie podoba”] i wbrew jakiejkolwiek logice [przecież nie lubię oudu] postanawiam w końcu oswoić [choć trochę] SoOud. Ale! Bez zaglądania w ściągawki i rozpiski nut, bez wybierania, nie – wzięłam te, które jako pierwsze wpadły mi w ręce, bez patrzenia nawet na nazwy. Pierwsze efekty nie nastrajają pozytywnie: Nur. Łe. Hajj. Łe. Fam. ŁEEE. Cholera, kiepski początek, ale nie ma zmiłuj – męczym się dalej. W imię nauki!

Nur po kwadransie.
Łe
. Nie wiem co, ale coś tu skisło. Rzut oka na rozpiskę nut – IRYS. Aha.
Nur zostaje nominowany do opuszczenia skóry Wielkiej Nishy.

Hajj po kwadransie.
Nie reaguję na protest okręconego wokół kręgosłupa żołądka i biorę wdech całą pojemnością płuc. Acqua Fiorentina? Płuca płaczą.

Fam po dwudziestu minutach [powrót do siebie po Hajj wymaga czasu].
Oud, lekko skórzany, ale szybko wskakujący na oklepane tory oudowej kwaskowości i koniec końców fatalnie się wymydlający. Ziewam przeciągle…

 

„A może by tak to wszystko pierdolnąć i wyjechać w Bieszczady?”

 

I tu proszę państwa, następuje nagły zwrot akcji.
Przeczucie. Wracam do Hajj. Ba, ja się nim zlewam bez opamiętania!
Napięcie rośnie. Hajj zdejmuje maskę Acqua Fiorentiny i oczom naszym ukazuje się…

Tak. To jest siano. Bele siana.
Na upartego, znajdziemy tam nawet lekko zmoczonego gryzonia.

Kojarzycie Fougere Bengale? Od niego wszystko się zaczęło, w nim po raz pierwszy wyczułam siano – co prawda zbytnio zlawendzone, ostre, kwaśnawe wręcz, jak na mój nos, ale BYŁO i rozpoczęło prawdziwą obsesję. Od tej pory wiernie oddany zapach siana to moje, jeszcze większe niż wierna lipa, marzenie perfumowe. Lipy do tej pory nie odnalazłam, ale Misję „Siano” od dzisiaj mogę uważać za zakończoną.

 

Hajj jest pod tym względem idealny. Wielowymiarowy.
Jest tu charakterystyczna słoneczna słodycz, jest dużo suchych traw i polnych kwiatów, jest też lekko miętowy akord chłodnej świeżości. Trawy, pokrzywy, rumianki, chaberki, a w tle herbaciana mimoza. Z czasem chwastowy bukiet coraz bardziej schnie, nabierając macierzankowej goryczy. Coś wspaniałego. Nie wiem co Hajj ma do bogactwa orientu czy pielgrzymek, ale siano z niego pierwsza klasa.

 

Nuty:
głowy: bergamotka, kandyzowana mandarynka, anyż gwiazdkowy
serca: drzewo różane, osmantus, lukrecja, imbir
bazy: paczula, balsam tolu, tytoń, wetiwer
Data powstania: 2010
Twórca: Stèphane Humbert Lucas
Koncentracja: woda perfumowana [Eau Fine] i perfumy [Parfum Nektar] – jestem bardzo ciekawa mocniejszej koncentracji

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.tn.gov.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates