Dawn Spencer Hurwitz: Mahjoun

Hm. Miałam pisać częściej, ale skutecznie zawiesiłam się na Opusie VI oraz [usiądźcie] Lolicie w wersji Midnight Couture i nawet jak chcę – z czystej przyzwoitości i empatii dla otoczenia – wyperfumować się czymś innym, ręka automatycznie łapie za którąś z tych dwóch flach. Magia!

 

Wczoraj, zwalczając nocą wczesną odruch bezwarunkowy, stanęło na nic-mi-nie-mówiącej próbce. Wybrałam ją, bo miała atomizer ;] Test nadgarstkowy wypadł pozytywnie, tzn. zapach nie zabił, wręcz przeciwnie – szybko zniknął. Przyszpiliłam gada globalnie i póki co, nie ucieka.
Mogę więc spokojnie sprawdzić, ki diabeł.

 

Perfumiarz Dawn Spencer Hurwitz tworzy zapachy z naturalnych składników, inspirowane sztuką, artystami, literaturą i otaczającym ją światem. Widnieją one pod szyldem Parfums des Beaux Arts oraz skrótem DSH. Nie wnikam, skąd to rozdwojenie, ale…
Przy okazji poprzeglądałam sobie na Fragrantice naturalne marki, potem te mocno niszowe i stwierdzam, że w Stanach mają… jakoś tak łatwiej. Każdy może stworzyć firmę z naturalnymi perfumami lub kosmetykami mineralnymi [drugi świr własny], nikt się nie czepia o badania, atesty i papierki, ludzie w zaciszu własnych czterech ścian kręcą sobie autorskie mikstury i je najnormalniej w świecie sprzedają. To musi być radocha.

Dobra, dość tego rozmarzania się. Pora zejść na siano ziemię i wrócić do siana Mahjoun. Który pachnie [niespodzianka!] sianem. Słodkawym, suchym, przyjemnie, prawie pudrowo-kremowym. Takim jak w Hajj SoOud. Jest też dość spora dawka cukru w wersji zdrowej, czyli miodu. Jak w Asmar SoOud…
Widzicie już, do czego zmierzam? Do kolejnej fali narzekań z cyklu „wszystko już znam, wszystko już było, foch”.

 

Wycinając jęki, pozostaje do stwierdzenia jedynie, że zapach jest słodki, ale nie aż tak żeby należała mu się kategoria gourmand [przydzielona na IndieScents], nie ma w nim ani grama mistycznego kadzidła i mirry, nie czuć w nim grama Marakeszu, a orzechowo-lawendowa baza po dobie zaczyna straszyć niczym Upiór w Operze.
A taki boski skład nut, tyle dobra w jednym… Szkoda, że zaledwie trzy składniki topią w swojej gęstwinie całą resztę.

Ciekawa jestem innych kompozycji DSH [December, Seven, Three Kings], ale Mahjoun niestety nie zachwycił ani nie zaskoczył. Bloki cukrowe nigdy nie należały do moich deserowych ulubieńców.

 

Nuty:
głowy: migdały, nasiona kardamonu, kwiat wiśni, kwiat lawendy, cytryna, słodka pomarańcza
serca: absolut róży bułgarskiej, figa, orzechy laskowe, miód, gałka muszkatołowa, kwiat pomarańczy, cukier daktylowy
bazy: ambra, cedr atlaski, kora cynamonowca, goździk (przyprawa), kadzidło frankońskie, drzewo sandałowe, arabska mirra
Data powstania: b.d.
Twórca: Dawn Spencer Hurwitz
Koncentracja: woda perfumowana i olejek

 

Zdjęcie – old.nathanbranch.com

Tags: ,

4 komentarze to “Dawn Spencer Hurwitz: Mahjoun”

  1. Nat pisze:

    Nie żebym się wyjątkowo jakoś czepiała ale Dawn Spencer Hurwitz jest chyba perfumiarką, nie perfumiarzem ;)

    • nisha pisze:

      Napisałam „i otaczającym światem”, więc wiem że to kobieta; jakoś przecież o marce musiałam się doszkolić przed wpisem… Nie podoba mi się słowo „perfumiarka”. Słownikowi języka polskiego z resztą też.

  2. Sabbath pisze:

    Nisho, Dawn to kobieta.
    Mahjoun nie znam, ale ciekawa jestem kilku jej kompozycji. Marzę o poznaniu Festive, Celestial Smoke czy Cathedral. I jeszcze Prophecy i Hinoki. I Inner Sanctum. I pewnie jeszcze wielu.
    Muszę zamówić próbki w końcu. :/

    • nisha pisze:

      Wiem, że to kobieta. Naprawdę, wiem co piszę :}

      Same nazwy brzmią bosko i bardzo obiecująco.
      Może też kiedyś zamówię… Jak będę miała nadmiar pieniędzy na koncie [hahaha NOT].

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates