Elizabeth Arden: Always Red Femme

W sieci roi się od porównań do Si (nie lubię), LVeB (nie cierpię), oraz Amor Amor (nienawidzę wręcz organicznie). Na szczęście nic z nich w Always Red Femme nie wyczuwam.

Zdobyłam w ciemno, bo flakon taki piękny… I okazało się, że zawartość jest równie urodziwa. Cudownie wyważona kwaskowo-pudrowa słodycz, nie oblepiająca, ale otulająca osobę noszącą. Żaden ze składników nie „odstaje”, wszystkie tworzą spójną, komfortową kompozycję. Jest tu trochę kremowych, łagodnych kwiatów, jest soczysta cierpkość, pudrowość i słodycz.

Taki comfort scent do poduszki. Nie samymi niszami człowiek w końcu żyje ;]


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates