Maison Francis Kurkdjian: Oud

Mam duże zaległości. Miarą zaległości jest stopień nie-domykania się pudełka z próbkami, a ponieważ obecnie się z niego wysypuje… najwyższy czas coś skonsumować. Coś, co zajmuje w pudełku najwięcej miejsca. Wręcz się w nim rozpycha.

 

Moja reakcja na zapowiedź kolejnego zapachu oudowego nowego zapachu Francisa Kurkdjiana nie odbiegała od reakcji innych blogerów. Nie, wróć, źle – nie wywróciłam oczami, bom migrenowiec i wymachiwanie gałkami ocznymi źle się dla mnie kończy; ale mentalnie się na ten zapach zziewałam. Oud. Znowu. ZNOWU. Miejcie litość! Próbka wylądowała na dnie w/w pudełka i świat oraz Nisha o niej zapomnieli.

Dzisiaj, zmusiwszy się do przeczytania [wreszcie!] składu nut, stwierdziłam że może warto dać mu szansę? Może tym razem nie zabiją mnie słodko-mdlące opary cierpiącego drzewa [vide Pure Oud Kilian], nie podduszą żadne bandaże [Aoud M.Micallef], nic nie oblepi ani nie zatruje? Może zdarzy się cud?

Guess what. Się zdarzył. Cud nad Nishą!
Czy raczej dookoła niej, bo Oud zaaplikowałam hojnie i bezrozumnie, jak zawsze kiedy coś mnie zachwyci.

 

Można? Można.
Żadnych odrzucających akordów. Gładkość żywic i kremowych drewien, skromna suchość paczuli. Żadnej duszącej goryczki, irytującej nuty smaru czy tych przeklętych bandaży. Nie ma nawet róży, którą zawsze do oudu dowalają; ani kwiatu pomarańczy, który – po przetestowaniu kilku zapachów MFK – miałam wrażenie że prześladuje mnie i czyha z siekierą w gałązce za najbliższym zakrętem.

Jest pięknie! Środek lata, ciepła noc, świetlisty oud. Transparentny niemal, migoczący. Słodkawe, jakby wypolerowane drewienka [czyli cedr plus kwiatek – o fiołki Francisa nie posądzam, czyżby więc jednak przemycił pod oudem trochę pomarańczowych płatków?…], polane bursztynowo-złotą żywicą, posypane słodkawymi ziółkami [z szafranem wszystko lepiej smakuje pachnie!] i doprawione szczyptą bardzo szlachetnego, tylko lekko dymnego, oudu. Bon appétit!

 

Moje odczucia nie są osamotnione. Co z jednej strony oznacza że niepotrzebnie się tak produkowałam, skoro nic odkrywczego nie napisałam, z drugiej – dowodzi niezwykłości i unikatowości tego zapachu. Maniaków oudów nie muszę przekonywać, żeby go przetestowali, za to zachęcam tych, którzy tej żywicy nie cierpią – zdziwicie się.

 

Nuty: oud z Laosu, paczula, drewno cedrowe, szafran, elemi
Data powstania: 2012
Twórca: Francis Kurkdjian
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi z bloga scentsentiments.wordpress.com

Tags:

5 komentarzy to “Maison Francis Kurkdjian: Oud”

  1. Nat napisał(a):

    Z łOudem widzę tak samo jak z kadzidłami kilka lat temu. Aż strach lodówkę otwierać. Ale, ale – oud lubię, a jeśli kompozycja równie dobrze dograna jak Cologne pour le Soir to grzechu warta ;)

  2. nisha napisał(a):

    Aowszemtak :)

  3. nisha napisał(a):

    Nawiasem mówiąc dzisiaj uległam innemu zapachowi MFK iii… zamierzam go bezczelnie „podbierać” moim pokojom i wnętrzom ;] To spray do domu Lumiere Noire.
    Chrzanić ewentualne wysypki – co za róża! O niebo piękniejsza od Voleur de Roses, herbaciana, mięsista, czerwona. LN damskie czy męskie nie dorastają ten wersji do kolców na łodyżce.

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates