Hermès: Terre Pure Perfume

Jeśli nie chcesz mojej zguby,
Amouage’a kup mi, luby!

Do takiego właśnie wniosku doszłam niedawno z pewnym czarującym mężczyzną, w trakcie rozmowy o serii bibliotecznej Amouage. Przez Opus VI do serca [Nishy] ;]

Żarty żartami, ale jakiś czas później zaczęłam się zastanawiać, czy jest jakiś zapach który działałby na mnie równie mocno i który – noszony przez mężczyznę – trafiłby we mnie, wraz z osobą mu towarzyszącą, jak szczała Amora. Lub piorun – w wersji bardziej optymistycznej.
Bo Opus VI jest tylko mój. Pamiętajcie!

 

Tylko jak ten szczał sprawdzić? Na moim drogim Drugim Połówku? On nie musi mieć na sobie perfum, żeby na mnie działać… On w zasadzie nic na sobie mieć nie musi…

Ekhm, wracając do problemu. Dumałam, ryjąc w próbkach i odlewkach, aż w końcu mnie olśniło. Po kiego szukać daleko i głęboko w niszy, skoro najlepszy przykład mam tuż obok siebie? Dosłownie.

Yup.
Terre d’Hermès.

Uwielbiam Hermèsa. Uwielbiam jego charakterystyczną nutę, która jak filigranowy podpis w rogu obrazu, jest zauważalna w większości kompozycji. Za ten efekt w dużej mierze odpowiedzialny jest Jean-Claude Ellena, ale ta powtarzalność wyjątkowo mi się nie nudzi. Hermès to Hermès. Kocham go.


Terre
w wersji skoncentrowanej po prostu miażdży. Mocą, pieprzną zielonością, specyficznie kwaśnawym wetiwerem i gęstą słodyczą lekko pudrowych, ale nadal mocno drzewnych ziół. Między roślinami wyczuwalny nilowy ogródek, bo czemu nie. I ta żywiczna kremowość w bazie, bogowie!
Tak, to bierze Nishę.

Otwarcie jest bardzo… szybkie. Cytrusy trwają z siedem sekund, czyli pewnie tyle ile na mnie w spotkaniu z mężczyzną-w-Terre trwałoby ubranie.
Grzecznie, nie narzekając na swoją przykrótką rolę, ustępują miejsca nasłonecznionej, łąkowej zieloności ziół. Rozmaryn, geranium, grejpfrut, wetiwer, pieprz [duużo pieprzu] –  serce należy do nich.
W głębi starzejącego się serca, nagrzaną słońcem łąkę wita chłodny wieczór, cień drzew i wilgoć pobliskiego, górskiego strumienia. Mokry mech, kora drzew, ciemnozielone liście… Baza jest coraz ciemniejsza i słodsza, a jednocześnie – coraz bardziej „męska”, ostra. Mimo wszystko, Terre nosi mi się wyśmienicie. Dla tego zapachu nie ma złej skóry.

I co najbardziej mnie zadziwia: mimo że Terre sprzedaje się lepiej niż ciepłe bułeczki, nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek wyczuła go na jakimś anonimowym przechodniu. Nie, na pewno nie mogłam – inaczej pisali by o mnie w gazetach: „Związała i wykorzystała!”, „Przerażeni mężczyźni boją się wychodzić z domów po zmroku. Bary świecą pustkami!”. Nieee, na pewno nie miałam przyjemności.

A szkoda :}
To najlepszy zapach dla faceta; genialnie stapia się ze skórą, genialnie ewoluuje i doprowadza mnie do szaleństwa. Hermesowa perfekcja.

 

Nuty: grejpfrut, pomarańcza, krzemień, pieprz, oleander [bay rose – ?], geranium, wetiwer, paczula
Data powstania: 2009
Twórca: Jean-Claude Ellena
Koncentracja: perfumy

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.dandiz.fr

Tags: , ,

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates