Les Parfums de Rosine: Ballerina no.3

Wizja kolejnej marki, która wpycha oud do kooolejnegooo różanego zapachu, prawie mi wywróciła flaki. No bo ileż można? Ale dla zasady oraz zaspokojenia potrzeb wewnętrznego czernio-fila, przetestowałam. Ponosiłam. I tak w zasadzie ciągle sobie „ponaszam”, bo zapach jest naprawdę ładny.

Róża jest słodka, mięsista i likierowa. Rzeczywiście dość mroczna, choć bez wyraźnie zaznaczonej bazy – tak naprawdę od otwarcia, aż do śmierci pod prysznicem*, Ballerina no3 pachnie gęstą różą. Likierowej słodyczy dodaje jej z pewnością fuksjowo-fiołkowy [bo nie wierzę, że z fiołka upchnęli tu tylko liście] bukiecik w otwarciu, a głębi – duża ilość łagodnie stopionych z różą drzew. Których obecności jak już wspomniałam, bardziej można się domyślać niż realnie poczuć, bo prym ciągle wiedzie róża.

Bywają chwile, kiedy z morza róż przebija odrobinę zielonego kwasku (liście fiołka). Bywa, że robi się słodko i upajająco jak po dwóch zbyt pojemnych kieliszkach nalewki. A bywają takie, kiedy Ballerina no3 pachnie jak Satin Mood Francisa Kurkdjiana… I na tym chyba zakończę, bo przez uświadomienie sobie tego podobieństwa właśnie straciłam wenę ;]


* w sensie, że ją z siebie zmywam, nie że Hitchcock i nóż za zasłonką.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates