Lolita Lempicka: Midnight Couture Black Eau de Minuit

Zawsze miałam słabość do Lolity, o ile czułam ją na kimś innym i o ile w razie przedawkowania mogłam szybko dany obszar opuścić ;] Ma w sobie coś charakterystycznego i intrygującego, ale jest zbyt ulepna i na dłuższą metę, irytująco jednostajna.

Mimo wszystko ciągle o niej myślałam, aż nadszedł dzień, kiedy – podobnie jak z Habanitą – po prostu stwierdziłam, że chcę NATYCHMIAST. Nie znając żadnych wersji Lolit, natomiast wiedząc jak bosko wygląda Midnight Couture, ustrzeliłam czarne jabłuszko, w ciemno.

I tak nią pachnę od wczoraj. I nie wiem, czy kiedykolwiek przedawkuję. W Midnight Couture jest wszystko, co tak mnie fascynowało w klasycznej Lolicie, ale bez lukru – to wersja zdecydowanie wytrawna, przestrzenna, lekko dymna i korzenna. Dominuje otulona słodkimi żywicami [benzoes!!!] lukrecja i chwała jej za to, bo z duszą na ramieniu czekałam na atak irysa. Na szczęście nie nastąpił :D

Baaardzo udane polowanie.
Próbowałam mieszać z Mechant Loup, do głowy przyszła mi również Myrrhe Ardente, ale ten przepis zostawię sobie chyba na zimniejszą jesień ;]

P.S. Listki na żywo trochę tandetne, ale to dopiero przy bardzo bliskiej obserwacji. Ogólnie flakon wygląda genialnie!

P.S. II Bardzo ciekawa jest „późna” [po ok. 10h – tak, nadal czuję zapach] baza MCB: puchate migdały [jak w Jour de Fete] i podsuszane, czerwone owoce na nalewkę. Nie spodziewałam się tak apetycznego zakończenia dnia.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates