M. Micallef: Mon Parfum Cristal

Jestem :)
Nie żebym przez ten miesiąc próżnowała. Zaliczyłam kilka migren, dwa stany okołokatarowe i jedną utratę motywacji, której jak widać na szczęście nie jestem w stanie się do końca pozbyć. Uszczupliłam kolekcję flakonów, potem ją znowu przytyłam, a potem się zakochałam.
Strasznie bardzo i nienishowo.

Ale, jak by to wyjaśnić…

Osoby które mnie znają, wiedzą że daleko mi do hmm „typowej” kobiety. Owszem, jestem sroką [szczególnie jeśli chodzi o biżuterię w czaszki] i piszczę na widok słodkich zwierzątek [do których zaliczam przede wszystkim szczury], ale jednocześnie noszę wiecznie czymś uwalone Martensy, klnę jak szewc i chyba nigdy nie nauczę się śmiać bez absurdalnego pochrząkiwania jak świnka morska. Wiem, brzmi bardzo zachęcająco. Eteryczności i kobiecej subtelności raczej próżno u mnie szukać.
Z perfumami podobnie: ma być drzewnie, kadzidlanie, czasem morderczo kwiatowo lub słodko, ale dla przeciętnego śmiertelnika prawie nigdy normalnie albo standardowo. Ani ładnie. Niee, to nie wchodzi w ogóle w grę ;]

wednesday

.
Kiedy więc Nisha, istota wiecznie walcząca ze spódnicami i wszystkim co ładne, przeczytała o jakże ładnym, „przepełnionym zmysłowością” Mon Parfum Cristal, uśmiechnęła się, jak zwykle uśmiecha się do spotkanych w komunikacji miejskiej świrów, i nawet nie tknęła flakonu. Flakonu, dodam dla zwiększenia efektu, upstrzonego kryształkami i z błyszczącym korkiem z różowego złota. No. Just no.

W końcu jednak poczucie obowiązku „znania” wygrało i Mon Parfum Cristal w ilości jednego niechętnie zaaplikowanego psiknięcia trafił na skórę… 3… 2… 1… I z dzikim amokiem w oczach oblałam się jeszcze sześcioma psikami. Gdyby nie fakt, że ludzie patrzyli, pewnie utłukłabym temu flakonu główkę jak żul butelce wina w parku i wylała na siebie całe 100ml.

Prosto w serce, Martine!

 

Nie przepadam za klasykiem, Mon Parfum. Jest zbyt zimny, wymagający. Ma w sobie chłodną, wykalkulowaną elegancję, która powoduje u mnie podobny dyskomfort i drganie oka, co garsonki, bereciki i beżowe buty na obcasie. Tak, jest ładny, ale może właśnie tutaj tkwi mój problem z tym zapachem? Ładny. Poprawny. Typowy.
Ale mniejsza z tym.

Po wersji Cristal spodziewałam się czegoś bardzo podobnego. No bo ileż to razy marki wypuszczały na rynek flankery, przez które miałam ochotę usiąść w kącie i zapłakać, zastanawiając się za jakie grzechy spotykają mnie takie rozczarowania? Ileż to razy czytałam o nowych, wspaniałych wersjach, wzbogaconych i udoskonalonych, które pachniały po prostu… marnie? Otóż więcej, niż bym sobie tego życzyła. Odgrzewane kotlety rzadko kiedy dobrze smakują, odświeżanie perfum i kolejne wariacje nt. klasyków również.
Na szczęście zdarzają się też wyjątki: perfumowany Idole de Lubin jest jeszcze lepszy niż jego toaletowy pierwowzór, kolejnym odsłonom klasyków Muglera też ciężko coś zarzucić. Więc można? Można.

Tu też można było. Cristal nie ma nic ze swojego poważnego i sztywnego protoplasty.
Jest ciepły. Miękki. Kobiecy w ten nienarzucający się, naturalnie zmysłowy sposób, bez zbędnej pretensjonalności i wyszukanych poz. Od razu otula waniliowymi kwiatami i kwiatową wanilią. Cynamon z toffi tworzy bardzo apetyczną mieszankę, całkowicie bezpieczną i ugładzoną, bez nawet cienia zwierzęcości. Przepyszność potęguje domowa nuta jabłek w bursztynowym karmelu i klasyczne ujęcie róży: głębokiej, aksamitnej, powiedziałabym – pudrowej i zielonej – ale to tylko dwie jej fasetki. Pięknie oszlifowana róża ma ich tutaj znacznie więcej. Jest miodowa, syropowa, owocowa, wilgotna i mięsista. Słodka i kwaskowa. Skrajna, a jednocześnie spójna.

Ale najwspanialsze jest to, jak w tym zapachu się czuję.
Jest mi niezwykle wygodnie, czego nie spodziewałabym się po tak klasycznie „kobiecych” i naprawdę zmysłowych perfumach. Ba, czuję jakbym nagle była w stanie chodzić w najwyższych obcasach i najbardziej plączącej się pod nogami sukience. Mogę założyć kolię z diamentami. Mogę być śliczna i eteryczna. Mogę być nawet miła dla ludzi!

Marilyn-Monroe

Ok, to ostatnie jeszcze przemyślę.

Mimo wszystko Mon Parfum Cristal naprawdę jest niezwykły. Nie jest oczywiście pierwszym zapachem, który coś we mnie budzi i do czegoś inspiruje [bo to u mnie podstawowe kryterium zakochiwania się, kupowania i używania], ale jako pierwszy poruszył tę część, której istnienia nie do końca się w sobie spodziewałam ;]

Jest apetyczny, ale nie dosłownie jadalny. Kobiecy i zmysłowy, ale jednocześnie… wyluzowany. Naturalny.
Nie chrząka z zażenowaniem, kiedy jesz sernik wsiorbywując galaretkę bez łyżeczki, tylko robi to samo co ty, nie tracąc przy tym ani grama swojej gracji.

I w sumie to różowe złoto też wygląda ślicznie.
Nie obraziłabym się, gdyby błyskało do mnie z mojej prywatnej szafki z flakonami. Jestem pewna, że będzie tam idealnie pasować.

.

Nuty:
głowy: cynamon, różowy pieprz
serca: bułgarska róża, wanilia z Madagaskaru
bazy: toffi, ambra, piżmo
Data powstania: 2013
Twórca: Geoffrey Nejman i Jean-Claude Astier
Koncentracja: woda perfumowana

.

Gif pierwszy: rebloggy.com
Gif drugi: www.fanpop.com

Tags: , ,

24 komentarze to “M. Micallef: Mon Parfum Cristal”

  1. mel napisał(a):

    Kocham rodzinę Addamsów, dwójkę znałam na pamięć : ) scena z gifa, to jedna z moich ulubionych.
    A Kristala wciągam na listę do wypróbowania
    muah

  2. pirath napisał(a):

    chrzanić upierdolone martensy – i tak Cię kocham :)

  3. Człowiek Kreskówka napisał(a):

    zasadniczo chciałem napisać coś o pochrząkiwaniu w późnej fazie snu ale potem w tekście znalazłem słowo [b]sernik[/b] i zapomniałem co ja chciałem… :)

    • nisha napisał(a):

      Sernik z galaretką przy filiżance [kawy] :D
      Ach, żarłabym dzisiaj serniczek jak koń owies.

  4. escritora napisał(a):

    Jak dobrze, że ja niekwietna i niekobieca, choć prawie się dałam uwieść opisowi ;) No dobra, dałam się uwieść na tyle, że na pewno przetestuję :)

  5. Nat napisał(a):

    Dobra, dawać tu tego Cristala! :3 (włączył mi się tryb „świnia za truflami”)

    • nisha napisał(a):

      Trufle :3

      Widzę, że wszystkim narobiłam smaka na Cristal. Zwykle jestem zazdrosna o zapachy, które bardzo mi się podobają i nie chcę, żeby ktokolwiek więcej je znał i używał*, ale tutaj zrobię wyjątek. To tak pięknie kobiece perfumy i tak się w nich cudownie czuję, że aż chcę żeby wszyscy się tak czuli ^^

      ___
      * „Złotą klatkę sprawię Ci
      będę karmić owocami
      a do nogi przymocuję
      złotą kulę z diamentami

  6. Magda napisał(a):

    Po prostu musiałam dwa razy przeczytać żeby się upewnić, że to nie mój wzrok płata mi figle. Jestem po prostu w szoku. Nie powiem, a nie mówiłam, bo to podobno nieładnie :D Spodziewam się zatem, że będziesz używała codziennie i przy najbliższej okazji będzie mega metamorfoza wizerunku (oby tylko nie blond i czaszki z różowych dżetów na martensach ;) )

    • nisha napisał(a):

      Chciałabym codziennie, ale żeby to nastąpiło musiałabym chyba sprzedać nerkę…
      Co ciągle rozważam ;]

      Ale blondu nie będzie, mogę Cię uspokoić! :)

      • Nat napisał(a):

        Nerka za 645 zł – do rozważenia :D
        Dobra – kusisz straszliwie. Ja sobie może najpierw tego budyniowego Kiliana kupię, co mnie namówiłaś :P

        • nisha napisał(a):

          Nieeee, nerki na czarnym rynku chyba są cenniejsze? Starczy na Cristal i kilianowego Musk Oud ^^
          A na Love ciągle się sama czaję. I ten flakon…

  7. Pola napisał(a):

    Kobieto zaśliniłam klawiaturę!!!!!! Też noszę martensy, klnę jak szewc i mam wiele twarzy, w tym niekoniecznie kobiecych ( w co pewnie niektórym ciężko uwierzyć) ale co z tego, lubię kobiece wonie, w sumie męskie też :P. Ale wracając do tematu…. boszzzzze i co ja teraz zrobie, pozostanie mi trwać w niepewności do okazji zapoznania. Wersji cristal. Wersję pierwszą też lubię choć tak jak jak piszesz ciężka jest i zdystansowana .

    • nisha napisał(a):

      (Mnie ciężko uwierzyć :D Jesteś tak elfia i eteryczna…)

      Jeśli podoba Ci się klasyk, to w Cristal powinnaś się już zakochać.
      Kojarzysz waniliową limitowankę od M.Micallef, Vanille Fleur? Zintensyfikowana, gęstsza i bardziej kwiatowa wersja VF to właśnie Cristal <3

  8. sabbatha napisał(a):

    Ekhem brzmi idealnie jak dla mnie, mimo że nie jestem fanką babskiej wanilii ale pozostałe nuty kuszą :3

    • nisha napisał(a):

      Skuś się :3
      Wanilia nie jest tu ani infantylna, ani przesadzona, ale sprawia że pozostałe nuty są „zaokrąglone” i kobieco miękkie. Takie ptasie mleczko w wersji płynnej i pachnącej :)

  9. Łukasz napisał(a):

    Wspaniale, że znalazłaś nowy zapach, który aż tak bardzo Ci się podoba! Pewnie i ja przetestuję prędzej czy później, choć Micallefy jakoś niespecjalnie są dla mnie szczerze mówiąc.

    A apropos Ciebie, ja tam nie uważam, że śmiejesz się jak świnka morska :D Zawsze miło się spędza z Tobą czas

    • nisha napisał(a):

      Hahaha, wszystko przed Tobą, chrząkać też mi się zdarzało :D

      Jak wpadniesz za tydzień, koniecznie przetestuj [i to hojnie] Iris Prima. Cuuuudny!

  10. angel napisał(a):

    Czytam Cię namiętnie , uwielbiam Twoje podejście do wszystkiego :) Podobnie jak Ty, w życiu nie podeszłabym do tego flakony, jednak po Twojej recenzji nabyłam próbkę i się zakochałam…Czekam aż mój flakonik kupiony na all doleci :) Dzięki wielkie i czekam z niecierpliwością na nowe recenzje. Pozdrawiam

    • nisha napisał(a):

      Bardzo Ci dziękuję! :) I cieszę się, że też się zakochałaś w Cristalu ^^
      Pozdrawiam ciepło i jesiennie, A.

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates