Maison Francis Kurkdjian: Absolue pour le Soir

Spodziewałam się naprawdę strasznych, traumatycznych przeżyć, po których będę się budzić w nocy z krzykiem i już nigdy nie zagram na skrzypcach. Miało być brudno, cieleśnie, zwierzęco – ba, miało być fizjologicznie i odpychająco. Spodziewałam się dzikiej bestii, która mnie zgubi i pożre.

dracula
Nie wiem, może pomyliła adresy czy co, może ja jeszcze poczekam?
.

Ten zapach ma w sieci absolutnie skrajne opinie; tyle samo osób go kocha, co nienawidzi. W moim otoczeniu zdecydowanie przeważa druga opinia, której zwykle towarzyszą niezwykle plastyczne torsje…

Pamiętam, że kiedy MFK pojawił się w Polsce, testowałam wszystkie kompozycje i zapachowi na wieczór – ani w wersji kolońskiej, ani absolutnej – nie miałam nic do zarzucenia. Apetyczny, gęsty miód podbity benzoesem [benzoes – i wszystko jasne] w absolucie co prawda trochę mnie przytłaczał i potrafił wykształcić własny, acz bardzo źle wychowany byt [to on pierwszy właził do pomieszczenia, dopiero potem wchodziłam ja] – ale jednak „było ok”.

Niedawno uparłam się na powtórkę, trochę zdezorientowana, o co tyle szumu i ostrzenia kołków. I niestety, jak to u mnie zwykle bywa, przepadłam.

.

Najbardziej zachwycające jest otwarcie: to najczystszy dym palącego się kadzidła frankońskiego. Ciepły i słodko-drzewny, ale z taką charakterystyczną gorzko-słoną nutą; orzeźwiający, a jednocześnie… apetyczny [wiadomo – benzoes]. Zagubionych w moim opisie odsyłam do najbliższego kościoła. Tu nie ma żadnej cytruskowej gry wstępnej – mirra, olibanum, benzoes atakują od pierwszych sekund, wpijając swoje narkotyczne zęby w miękkie ciało.

Gęsta, balsamiczna mieszanka powoli roztapia się na skórze, by po chwili ściekać z niej strugami złocistego miodu. Jest słodko, tak słodko, że włącza mi się bezwarunkowy odruch parzenia earl greya, a jednak ani na moment – nie mdląco czy nieprzyjemnie. W lepkich kroplach miodu można wyczuć odrobinę kadzidła oraz różę w wydaniu „konfiturowym”. Po dłuższej chwili znów wybija się żarzące się kadzidło, ale nie na długo – przygasa, oblane miodem… I tak tętni na skórze, nieśmiertelne w swojej mocy i uporze. Miód – kadzidło – miód z różą – kadzidło – miód – miód. Powtarzają się akordy falują, przenikają, pulsują, w idealnej harmonii.

Leżę, uwalona miodem i otumaniona kadzidłem, i czekam na tę obiecaną bestię…
… która okazuje się być nie krwiożerczą bestią z najgorszych horrorów klasy B, ale bestią baśniową. Samotną bestią z magiczną różą. I piękną miłością :)

belle-et-la-bete-1946-002-josette-day-jean-marais-faces-sideways

.
Nic na to nie poradzę, uwielbiam happy endy.

Nuty: benzoes syjamski, absolut kadzidła, miód różany, ylang ylang, kminek, cedr atlaski, sandałowiec
Data powstania: 2010
Twórca: Francis Kurkdjian
Koncentracja: woda perfumowana

 

Pierwsze zdjęcie to kadr z filmu „Bram Stoker’s Dracula” reż. Francisa Forda Copolli z 1992 roku.
Drugie – kadr z „La Belle et la Bête” Jeana Cocteau z 1946 roku.

Tags: , , ,

One Response to “Maison Francis Kurkdjian: Absolue pour le Soir”

  1. nisha napisał(a):

    Przyznam szczerze, że dawno nie byłam w żadnym w Pl…
    Aleee jak kilka lat temu byliśmy z Lubym na odsłonie rzeźby Mitoraja na Starym Mieście, to kadzili zdrowo <3

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates