Maison Francis Kurkdjian: Baccarat Rouge 540

Nisha i Baccarat, czyli oswajanie wroga, część LXXII.
Podchodziłam do niego długo jak pies do jeża, ze względu na ogólne szaleństwo, które zapanowało po premierze Baccarat 540. Ile by się go nie zamówiło, i tak się sprzeda do zera. Jeden test, booom, miłość, flakon, do widzenia. Ciągle nie mogę pojąć tej magii ;]

Więc oswajam go powoli, na randki zabieram, rozkręcam, żeby się wreszcie przede mną otworzył. Żeby mnie wreszcie tak oczarował.

Bo że piękny jest, genialny wręcz mimo swojej składnikowej prostoty, tego jak najbardziej jestem świadoma. Że jest niesamowicie kobiecy i elegancki, również. Ale zabijcie, nie potrafię go rozgryźć. Skład jakby żywiczny, coś w podobie pierniczków ze słonym karmelem, odrobineczka jaśminowej herbacianej goryczki w tle?… Rany, czuję się jak ten tłusty szczur Emile, który w Ratatouille próbował wyczuć w jedzeniu, to co czuł jego brat. Aż się zmęczyłam!

Reasumując: Baccarat 540 to niesamowita, magiczna mieszanka, którą po prostu trzeba poznać. Ale nie mówcie, że nie ostrzegałam – z nim jak miłość, to już po grób.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates