Olfactive Studio: Close up

Nieczęsto dodaję nowe wpisy, bo choć często mnie coś zachwyca [albo obrzydza ;], to nie zawsze mam czas i pomysł jak to opisać. A nie umiem na siłę, wszelkie próby zmuszania się [na każdym polu] do czegokolwiek kończą się spektakularną porażką.

Zapach musi sam do mnie przemówić.

A wtedy najczęściej, bez zbędnej kultury osobistej, wrzeszczy „kup mnie!!!”.

.

Uwaga, tradycyjny akapit samoumartwiania.
Jakoś w okolicach Ombre Indigo straciłam zapał do Olfactive Studio. Panorama (brr, kiszonka) i Selfie (brr, nazwa) dobiły temat szpadlem. Na śmierć. Potem na czas jakiś wypadłam z obiegu, raz tylko wywracając oczami na wieść, że marka będzie zmieniać flakony (po co, skoro miała tak spójną wizję: że klisza, że obiektyw, że stary papier do opisywania zdjęć, po co?!) – a więc dalsze dobijanie martwego szpadlem… No bo naprawdę, nie wiem na co spuścić grubszą kurtynę milczenia, na ten klekoczący metal przy korku czy wypukłe koła z tyłu flakonu?
Ale już, miej litość kobieto, koniec tego sadystycznego kopania leżącego, tym bardziej że zawartość czeka na swoją kolej.

A zawartość to już inna bajka. Taka z happy endem i tańcem przy świetle księżyca.

.

Close up kojarzy mi się ze starymi, amerykańskimi komediami. Czarno-biały klimat Pół żartem, pół serio czy Filadelfijskiej opowieści. Lekko, inteligentnie (co obecnie w komediach jest rzadkością), z perfekcyjną grą aktorską i dykcją, z gracją i czarem. Te filmy pachną mi Close up.

Zapach oczarowuje od pierwszego spotkania i pierwszych sekund na skórze.
Dojrzałe wiśnie otoczone w pudrze z tonki i upaćkane miodem, nie tracą swojej rześkiej kwaskowości przez całą, trwającą w nieskończoność, kompozycję. Jak w filmie, po wiśniowym otwarciu pojawia się główny bohater. Popijając poranną kawę, wyperfumowany swoją korzenną wodą kolońską, z różą w butonierce, nienagannymi manierami i uśmiechem łobuza… pozornie nic nie robiąc, rzuca na kolana. Jest słodki i kochany, ale też chłodny i surowy.

Bo niby słodko-cierpkie, deserowe wiśnie wyczuwalne są cały czas, ale nie dominują ani nie „ubanalniają” kompozycji: kawa, róża, przyprawy i nuty tabakowo-skórzane pojawiają się i umykają. Jak u Heisenberga. Wyczuwasz jedną, gubisz pozostałe, i znowu musisz je wyławiać z wiśniowego sosu, podjadając po trochu.

Same dobre (żeby nie powiedzieć pyszne) nuty. Świetnie leży, świetnie się nosi, ma zabójczą trwałość i moc, zwraca uwagę i się podoba się, na tyle mocno, że muszę się odganiać od zainteresowanych bliższym spotkaniem z Close up.


Ten zapach coś w sobie ma. Nie tylko genialny skład w genialnych proporcjach.
On genialnie mnie uzależnia… Wrzeszcząc, bez śladu zażenowania, „kup mnie!!!”.

.

Nuty:
głowy: kawa, przyprawy, wiśnia
serca: róża, biały tytoń, paczula, cedr atlaski
bazy: ambra, piżmo, bób tonka
Data powstania: 2016
Twórca: Annick Menardo
Koncentracja: woda perfumowana

Zdjęcie pochodzi z materiałów reklamowych Olfactive Studio.
A gif jak mi ktoś powie, skąd, to ma u mnie dużą próbkę Close up!

Tags: , , , , ,

2 komentarze to “Olfactive Studio: Close up”

  1. Pola napisał(a):

    Ha! podejmuję wyzwanie- Melodramat z 1934 „Wonder Bar”?

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates