Olfactive Studio: Selfie

Gdybym miała podać przykład perfumowego love/hate relationship, postawiłabym przed nosem pytającego flakon Selfie. Biednego, nierozumianego Selfie ;]

Nie zrozumcie (sic) mnie źle, to jest piękny zapach. Bogaty, drzewno-żywiczny, z taką przedziwną srebrzystą, zakurzoną nutą. (Możliwe że to srebro uroiło mi się ze względu na zaskakująco duże podobieństwo Selfie do Silver Factory Bonda, ale! W tym zapachu naprawdę coś przedziwnie lśni.)

Selfie to sandałowiec zanurzony w lepkim syropie. To kadzidlany dym i kremowe labdanum. To stare, zabalsamowane drewno (echo Messe de Minuit, miłośnikom MdM naprawdę polecam test S.), słodko-gorzkie od past i kadzideł. To wreszcie chropowata skóra, wysuszona słońcem i wiatrem.

Ten zapach ma mnóstwo niebanalnych twarzy, które pojawiają się i znikają, nie pozwalając mi się nim znudzić. Niestety, to piękne wydawałoby się bogactwo i żywiczno-drzewny przepych doprowadzają mnie każdorazowo do migreny…

Nie skreślam go mimo wszystko z listy chciejstw, bo właścicielka marki, Céline, zdradziła że nie planuje dalszej produkcji Selfie (nawet się biedak nie załapał na zmianę szaty graficznej flakonów). Jeszcze jest, ale kiedyś zniknie, a wtedy wiem że mimo burzliwej naszej miłości i wielu rzuconych przekleństw, będę tęsknić.

Poor Selfie.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates