Olivier Durbano: Heliotrope

Boli mnie głowa i nie mogę spać…
Więc piszę.

Kilka tygodni temu na angielskiej Fragrantice odezwała się do mnie dziewczyna o piórze lekkim i umyśle bystrym. Szybko się okazało, że nadajemy na wspólnych falach, tak sympatycznie że perfumowe dyskusje prowadzimy do tej pory.
D. któregoś pięknego dnia napisała do mnie: „Widzę też, że masz w swojej kolekcji Oliviera Durbano. A „widziałaś” może ich ostatni wyczyn pt. „Heliotrop”?  Zaprawdę powiadam Ci – nigdy nie zrozumiem jak firma wypuszczająca tak cudne i charakterne zapachy mogła popełnić tak totalnie nijakie coś…
Wyszczerzyłam się do monitora, albowiem ponieważ akurat od kilku dni skakałam w myślach z radości, że zdobyłam flakon Heliotrope…

Obyło się bez pojedynku ;]

 

Ale faktem jest, że Heliotrope jest dziwny. Po prostu.
Gdybym miała wybrać jedno słowo, które w pełni by go opisywało: byłoby to właśnie – DZIWNY.

Nasze pierwsze spotkanie nie należało do udanych.
Zaaplikowany na przedramię jednym skromnym psiknięciem atomizera, był blady jak roztopowa kałuża i taki… nijaki. Niby skórzany, ale zbyt niemrawo, niby żywiczny, ale zbyt nieśmiało. Machnęłam ręką, poszłam dalej.
W końcu Heliotrope trafił do perfumerii i mogłam go przetestować na porządnie.
Oczywiście tego nie zrobiłam.

 

Nie pamiętam, w jakich okolicznościach w końcu po niego sięgnęłam – chyba z czystej przyzwoitości, zgodnie z masochistyczną i wymagającą nieraz ogromnych poświęceń* zasadą „nie znasz, nie krytykuj”.
(* – Zmierzch, 50 twarzy Grey’a, Justin Bieber, Mon Parfum Cheri)
(Tak, naprawdę to przeczytałam. I naprawdę usiłowałam tego posłuchać. A ostatnie nawet zrecenzowałam.)

Dobra, to może jakieś zdjęcie w ramach zmiany tematu na przyjemniejszy?

heliotrope

Chyba kolor płynu mnie tak zafascynował. Mam słabość do tej barwy: perfumy Trouble, Watch M.Micallef, ekstrakt Must… Choć nie cierpię intensywnych [i nienaturalnych, czyt. nie złocistych] barw soczków czy flakonów, w tej czerwieni jest coś pociągającego.

Nastąpiło drugie podejście.
Nastąpiło objawienie.

Otóż uwaga, informuję, warunkiem koniecznym do testu Heliotrope jest aplikacja do nieprzytomności. Ten zapach musi poddusić, żeby w pełni rozwinąć swoje krwiste skrzydła. A ma co rozwijać.

Niesamowite otwarcie jest jednocześnie mineralne i jadalne. Intensywne nuty żywiczne zachowują się, jakby chciały być zjedzone; układają się w pucharku i dekorują bitą śmietaną. No, prawie ;] Chłód imbiru zrównoważono ognistą papryczką, wytrawność elemi przeciwstawiono słodyczy mandarynek. Skrajności wciśnięte do jednego flakonu – tego nie da się wąchać ze spokojnym sercem.
A właśnie, serce. Decydując się na jeden z biegunów, wybucha gorącem przypraw i narkotyczną, kwiatową stroną Nagarmothy. Jest dziwnie zmysłowo, a jednocześnie zachowawczo; jakbym miała z Heliotrope tajemny szyfr, którego nikt inny nie zna i nie rozumie: dla mnie wręcz erotyczny, dla reszty świata niezauważalny, najwyżej dziwny. Tak jakby tylko mój… ^^

A pod ognistymi podmuchami leży [z czasem coraz bardziej wyczuwalna] piękna, jasna, perfekcyjnie wyprawiona skóra, balsamiczny benzoes i wypolerowane drewno. Żywiczne popioły, choć już stygnące, ciągle zachwycają i powodują szybsze bicie serca. Stapiają się z moją skórą, wygodne i oswojone.

 

Heliotrope jest piękny, bo nieoczywisty.
Nie ma tu wyraźnej nuty „typowo” kadzidlanej, nie ma niczego za co można się leniwie chwycić i przejechać na tym do końca. Żadnego pierwszego planu. Może dlatego nie jest aż tak popularny?

 

Nuty:
głowy: elemi, kadzidło frankońskie, imbir, czerwona mandarynka, papryka chili, dzięgiel
serca: szafran, magnolia, cypriol (nagarmotha), heliotrop
bazy: mirra, cedr, sandałowiec, piżmo, szara ambra, benzoes
Data powstania: 2012
Twórca: Olivier Durbano
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi z bloga sorceryofscent.blogspot.com

Tags: , ,

3 komentarze to “Olivier Durbano: Heliotrope”

  1. Sabbath napisał(a):

    Zgadzam się. jest nieoczywisty i jest piękny. Po Citrine mam podejrzenia, że Durbano jest w stanie zrobić arcydzieło w dowolnym kolorze. :)

    • nisha napisał(a):

      Chciałabym móc powąchać kiedyś durbanowy Opal albo Labradoryt… :)

      • Nat napisał(a):

        Yes, please! Na mojej skórze H jest wybitnie kapryśny, ale – no właśnie ALE jest przepiękny i nie-do-opisania.

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates