Olivier Durbano: Pink Quartz

Do niektórych zapachów trzeba dojrzeć, prawda? Wrócić. Dać drugą, trzecią, piątą szansę… Czuję że w najbliższym czasie czeka mnie dużo powrotów – różanych w szczególności.

Ten wpis miał być o Heliotrope, który opętał mnie tak bardzo, że przez kilkanaście dni byłam w stanie nosić go codziennie i conocnie, nie zważając na otoczenie ani fakt, że już czymś innym pachnę ;] Heliotrope pasował do wszystkiego i kropka. [A do czego nie pasował, to zagłuszał.]
Po czym – nie wiem nawet czemu, bo ciężko pomylić dziką fuksję z bladym różem – któregoś dnia sięgnęło mi się [może w ramach odświeżenia znajomości?] w perfumerii po Pink Quartz.

<werble>
Tak jakby mi mało Durbano było.

Olivier ma w moim sercu swoje stałe miejsce. Z wygrawerowaną tabliczką i reflektorem. Forever. Zaczęło się od piniowych cukierków [Jade], potem było kadzidło na herbatkę u babci [Cristal de Roche], a ostatnio przedziwnie ziołowo-skórzano-korzenny Heliotrope, którego naprawdę muszę kiedyś zrecenzować.
Więc może i to powinnam przewidzieć, na fali różanego szału?

pink quartz

Pink Quartz to kadzidło leniwe.
W sumie też byłabym leniwa, gdyby otaczały mnie takie luksusy i wspaniałości.

Otwarcie jest zaskakująco ciężkie. Gęsty, skrystalizowany, kremowy miód wtapia się w skórę, by po chwili… zniknąć, jak butelka dwójniaka zostawiona ze mną w jednym pokoju.
Na tęsknotę i ubolewanie nie ma jednak czasu, bo do głosu dochodzą cudowne róże. A właściwie różana konfitura, z metalicznym surowym chłodem w tle. Różaność pełna, mięsista i niespokojna: raz oleista jak olejek z róży stulistnej [ten miodowy akord…], raz świeża i rześka jak geranium [to z kolei zasługa palmarosy].
Nie za słodko?

Ano nie za słodko. Aksamitna kwiatowa słodycz jest tu zręcznie podbita soczystą zielonością różanych łodyg i pikantnymi nutami drzewnymi. Cytrusowe geranium wyrywa się na pierwszy plan, tłumiąc na moment oleistość i dając zmysłom odrobinę wytchnienia – ale nie na długo. Jeden głęboki wdech i Jej Wysokość Róża znowu wciąga mnie w swoje ciężkie od mięsistych płatków objęcia.

Otumaniona słodyczą, mam wrażenie jakby cała kompozycja nabierała coraz intensywniejszych barw, róże stają się bardziej krwiste, kolce ostrzejsze, ziemia dziwnie wilgotna… Stop, to tylko róże. To tylko niewinne róże.

 

Kadzidło ujawnia się dopiero w późnej bazie. Leniwie, niespiesznie, w doborowym towarzystwie. Klasyczne olibanum z klasycznym lekko cytrusowym akordem w głębi. Geranium i imbir – ciągle wyczuwalne – łagodzone przez słodką, podsuszoną paczulę i kremowo-puchatą ambrę; dają wrażenie obecności słodkiej szałwii.
Grejpfrut, nagle, bo czemu nie. I kurtyna, bo po kilku godzinach zapach na skórze blaknie, a róża z płatkowej bogini zmienia się w, włożone między strony najgrubszej oprawionej w skórę książki, zasuszone wspomnienie.

Czy muszę dodawać, że kolejny durbanowy flakon to jedynie kwestia czasu? ;]

 

Nuty:
głowy: bergamotka, różowy grapefruit, somalijskie kadzidło (olibanum), szafran, imbir
serca: palmarosa, róża damasceńska, indyjskie drzewo różane
bazy: absolut z róży indyjskiej, szara ambra, paczula, mirra, benzoes, białe piżmo
Data powstania: 2010
Twórca: Olivier Durbano
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.perfumeriaquality.pl

Tags: , , ,

14 komentarzy to “Olivier Durbano: Pink Quartz”

  1. Pola napisał(a):

    To jeden z moich ulubionych „Durbanów” mimo, że często traktowany jak młodsza i głupsza siostra reszty rodzeństwa dla mnie jest piękny.

    • nisha napisał(a):

      Róża – dominująca – w perfumach to zdecydowanie niedoceniany składnik!
      A to przecież prawdziwa sztuka oddać różę wiernie i z taką głębią. Pink Quartz to obecnie mój różany numer dwa – Dark Purple ciągle na pierwszym miejscu :)

      • escritora napisał(a):

        Zgadzam się, że dominująca prawdziwa róża nie jest prostym składnikiem. Ja mam z nią niestety problem – moja skóra podbija niemiłosiernie nuty różane, które to znowu tłamszą inne elementy układanki. Chyba dlatego królowa kwiatów nie jest moim ulubionym akordem w perfumach…

        • nisha napisał(a):

          W kontekście mojej różanej manii chciałabym, żeby moja skóra podbijała róże.
          Z drugiej strony gdyby zawsze to robiła, pewnie do różanej obsesji nigdy by nie doszło ;)

          Czy jakieś róże mimo wszystko dobrze [z]nosisz?

  2. Nat napisał(a):

    Po pierwsze – wspaniale, że jest nowa recenzja. Stęskniłam się okropnie.
    Po drugie – myślisz, że przebija Złodzieja Róż?
    Oczka mi się świecą, kiedy czytam nuty. Ech pomarzyć!

    • nisha napisał(a):

      No wiem, rzadko piszę. Grudzień był baaardzo ciężki – ale czuję, że powoli wracam do pełni sił i rozciągam płatki jak róża ;]

      Złodzieja Róż przebija, przede wszystkim pod względem „niemęczalności” – Voleur czasem przytłacza, w Pink Quartz mamy akord zielonej świeżości i odciążające różę kadzidło. Jakbym się zdecydowała… chcesz odlewkę? :3

      • Nat napisał(a):

        No ba. :3
        Kadzidło jak w Rock Crystal czy Black Tourmaline? Nie mogę przeboleć, że ten ostatni mnie uczulił (kadzidło właśnie). Rock Crystal i Jade nadal przeboskie.

  3. akiyo napisał(a):

    Ha, w moim przypadku to „trzeci w kolejności ulubiony Durban” ;) I to dzięki niemu odkryłam piękno róży w perfumach, bo wcześniej byłam dość sceptyczna na widok tego składnika w nutach.
    Róża? Eeee… To pewnie będzie babciowo albo jakieś przysuszone potpourri… A tu się okazało, że nic z tych rzeczy ^^

    • nisha napisał(a):

      A jakie turbany masz na pierwszym i drugim miejscu?

      Ja chyba kiedyś różę lubiłam… Tea Rose Perfumers Workshop, Eternity Rose Blush… Tak, coś między nami wyraźnie iskrzyło, ale potem pochłonęły mnie nisze, kadzidła i dziwadła – tak bardzo, że kwiatuchami brutalnie mówiąc wzgardziłam.
      Aż poznałam Voleur de Roses i na różę spojrzałam cieplej, a przy Dark Purple dotarło do mnie wreszcie, że im więcej % róży w róży, tym lepiej :} Kolejni różani mordercy tylko mnie w tym przekonaniu utwierdzają. Jak róża, to z przytupem.

      • akiyo napisał(a):

        Zdecydowanie Kryształ i Turmalin, w takiej kolejności. Zachwyt graniczący z uwielbieniem ^^ No i wspomniany Różowy Kwarc jeszcze mi utkwił w pamięci, ale tu emocje już nieco ostygły ;)
        Resztę kamiennej kolekcji, owszem, doceniam, ale jakoś żaden nie wzbudził we mnie żywszych uczuć i pragnienia posiadania.

  4. Co w sieci piszczy… napisał(a):

    […] http://nisha.pl – Pink Quartz Olivier Durbano […]

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates