Olympic Orchids: Blackbird

Truizmem byłoby napisanie, jak niesamowite emocje potrafią wywołać lub wzbudzić perfumy. Spotykałam już zapachy smutne, melancholijne, złośliwe, prowokujące… Znowu truizm. Ale wiecie, o co mi chodzi.

Nie w każdym jest taka magia, nie każdy do mnie przemawia; niektóre prześlizgują się między myślami i rozpływają w powietrzu, niezapamiętane. A niektóre zapadają tak głęboko, że czuję, jak ciągną mnie w dół.

Na samo dno.

.

kojima

.

Nic nie zapowiadało tak efektownego upadku w ciemność.

Iglaste otwarcie jest zielone, miękkie i wilgotne, jak mech w poszyciu, jak rozpadająca się ze starości kora na drzewie. Dzikie, buchające drzewnością, kuszące. Słodycz sosnowych szpilek i leśnych owoców ustępuje po jakimś czasie kwaśnej, tak charakterystycznej nucie jodły syberyjskiej, ale w tym połączeniu – nie traci ona swojego piękna. Jest soczyście, zielono, leśnie do granic wytrzymałości i poczytalności.
Przekraczasz granicę drzew, wchodzisz głębiej w gęstą zieleń i nawet nie zauważasz, że światła jest coraz mniej, a z koron drzew nie dobiega żaden ptasi śpiew…

I przepadasz.
Nie ma drzew. Nie ma miękkiej zieleni ani orzeźwiającej, sosnowej żywicy.
Jest za to czerń, gęsty mrok, tak obezwładniający, że nawet nie myślisz o strachu. Czerń, która niczym najgęstsza melasa oblepia ciało i myśli, unieruchamiając je. Wspomnienie zielonego lasu ledwo zdąży się pojawić, już znika – delikatna, przestrzenna kadzidlana smużka rozpływa się w idealnej ciemności. Lepki, słodki mrok otula i ciągnie coraz głębiej. Zapadasz się.

Nie ma morału, nie ma epilogu. Przestajesz istnieć. Czerń trwa wiecznie.

Dawno już żaden zapach nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Jest prosty i tak ostry/intensywny, że za każdym razem doprowadza mnie do migreny, ale masochistycznie nie jestem w stanie się od niego oderwać. Jest prosty i jednostajny, ale w tym właśnie tkwi jego geniusz. Zapadam się w nim, znikam, jak w transie uciekam ze swojego ciała i dryfuję w ciemności. Bez myśli, bez uczuć, bez słów. Ja, Blackbird i moje demony.

 

Nuty: jeżyny, siano, liście, elemi, drewno i żywica cedrowa, ambra, absolut balsamu jodłowego, piżmo
Data powstania: 2013
Twórca: Ellen Covey
Koncentracja: perfumy (25%)

Grafika autorstwa boskiej Ayami Kojima.

Tags: , ,

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates