Opus Oils: Star Fucker

Mówią, że pierwsze skojarzenia są najlepsze.

Więc teraz jedyne co mi chodzi po głowie, kiedy wącham Star Fuckera, to Trent Reznor na tylnym siedzeniu samochodu. W skórze. I makijażu.

libertine

 

Ekhm. To może wrócę do samego zapachu. Który z pewnością najlepiej byłoby wąchać na męskiej skórze, np. Trenta Reznora, bo to kompozycja typowo męska w moim odczuciu.
Lawendowo-aromatyczna, z rześkim, intensywnie cytrusowym akordem, który jest zaskakująco i uparcie trwały, wchodząc aż do serca kompozycji. Dalsze cuda, które dzieją się z tym zapachem, są pewnie winą mojej wysładzającej wszystko skóry…  Chociaż, może tak miało być? Bo pomijając lekko gorzką, cytrusowo-ziołową dżentelmeńską nutę, Star Fucker nie ma w sobie absolutnie nic więcej z dżentelmena.

Im więcej czasu mija, tym bardziej widzę i czuję, że ten rześki, lawendowy paprociowiec był jedynie „przykrywką”, próbą zmylenia pościgu i ofiar. Z daleka widoczna sylwetka eleganckiego mężczyzny we fraku i cylindrze, z bliska okazuje się być ufryzowanym i teatralnie przebranym libertynem z ironicznym uśmiechem na twarzy. Jedno jego spojrzenie, lekki dotyk i wiesz, że to spotkanie zapamiętasz na długo. Może nawet do końca życia. O ile oczywiście przeżyjesz najbliższą noc.

Pod niewinną chmurką świeżutkich, radosnych cytrusków tkwi coś niezwykle gorszącego. Cielesna nuta skórzana, odrobinę fizjologiczna i zwierzęca; ciepła, duszna, jednoznaczna. Może nie aż tak jednoznaczna jak 1740 Markiz de Sade od Histoires de Parfums, ale poczekajcie – jeszcze kilka miesięcy i SF go prześcignie. O więcej niż głowę, if you know what I mean ;>

Co dalej dzieje się z naszym libertynem, trudno powiedzieć. Znika ze skóry dość szybko, zostawiając po sobie ledwo wyczuwalną cytrusową smużkę, którą obsesyjnie usiłuje zatrzeć swoją prawdziwą naturę. Otumaniona i osamotniona, usiłuję sobie przypomnieć co dokładnie działo się przez ostatnie dwie godziny, ale jedyne co tłucze mi się po głowie, to jego słowa…

do not want you to like me

I Trent Reznor w makijażu.

.

Nuty: limonka, zielona mandarynka, esencja cytryny, włoska bergamotka, dzika pomarańcza, absolut kwiatu pomarańczy, lawenda, jaśmin, sandałowiec, iso e super, ambra, wetiwer, oud (agar), mech dębowy
Data powstania: 2012
Twórca: b.d.
Koncentracja: woda kolońska

.

Pierwszy gif pochodzi ze strony www.tumblr.com
Drugi gif: alysonwonder.tumblr.com

Tags: , , ,

4 komentarze to “Opus Oils: Star Fucker”

  1. Una napisał(a):

    O losie, dziewczyno! Nic z tego nie łapię: „Nuty: limonka, zielona mandarynka, esencja cytryny, włoska bergamotka, dzika pomarańcza, absolut kwiatu pomarańczy, lawenda, jaśmin…” i Trent Reznor w makijażu. Już sam Trent nieźle miesza (albo ja mam ograniczoną wyobraźnię?).

    …ale wiesz co? W opisach zapachów takie rzeczy są jak najbardziej możliwe! :-)

    A ja po prostu muszę to powąchać. I tyle! :-)

    • nisha napisał(a):

      Warto! Jest dziwnie. Jest bardzo dziwnie.
      Wiem że te cytrusy nijak do Trenta nie pasują, ale właśnie to co się pod nimi kryje… Jak najbardziej. Mrau, itp.

  2. Sabbath napisał(a):

    Star Fucker? Naprawde ktoś tak nazwał perfumy?!
    Cytruski i coś gorszącego? Kurde. Mam kłopot z ogarnięciem tematu, ale ciekawość udało ci się we mnie wzbudzić. Choć mam uzasadnione podejrzenia, że po testach będę mogła Star Fuckerowi powiedzieć: Go fuck yourself. :)

    • nisha napisał(a):

      Naprawdę ktoś tak nazwał perfumy :D Chociaż przy dziełach Etat Libre d’Orange [Fat Electrician, Putain des Palaces – ORLY?] ta nazwa nie powinna być aż takim szokingiem ;]

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates