Oriflame: Elixir Amber Night

Ekhm. Załóżmy, że to będzie jeden z tych zaplanowanych, próbkowych wpisów, ok?
Choć prawdę mówiąc, jest to wpis flakonowy, który bezczelnie się między próbki wcisnął. Kilka dni temu nie wiedząc w zasadzie po jaką cholerę i absolutnie nie nauczona doświadczeniem, kupiłam go w ciemno, zapłaciłam i po przyłożeniu głowy do poduszki, natychmiast o nim zapomniałam. Dotarł całkiem szybko i jeszcze szybciej mnie zachwycił.

Ja to w ogóle jakaś chwytliwa jestem.

amber elixir night

 

Po pierwsze – flakon. Przeciwnicy Ori i Avonu zaraz się rozkrzyczą, że to plagiat, podróba i jak tak można. Z jednej strony zgadzam się z nimi, bo podobieństwo do Black Orchid jest bardzo duże, aaaaleee ponieważ zapach to zupełnie inna bajka, a na dodatek zawsze podobał mi się kształt i faktura szkła BO, ale samego BO nie cierpię pasjami [o czym zaświadczyć może mój udomowiony paw i ta recenzja] – będę go bronić. Niech pierwszy, kto nie ma torebki/zegarka/okularów stylizowanych na coś high-endowego i super-exclusivnego [i jest tego pewien], niech pierwszy rzuci bezą! I trafi. Khehe.

Ale mniejsza ze szkłem, które jest naprawdę urocze, śliczne i dobrze wykonane. Co z zawartością?

 

Otóż zawartość zaskakuje. Przede wszystkim dużą zmiennością nut.
Otwarcie – pudrowe, różane, w stylu Ombre Rose l’Original Brosseau, czyli dość lepkie i ciężkie. Po chwili uświadamiam sobie, że ta lepkość to wcale nie pudrowe róże, ale coraz mocniej wiercące w nosie żywice. Słodkie, ale pieprzne, lekko karmelowe, z nutą słonecznej ambry [choć ze względu na duże podobieństwo w tym miejscu do Ambar, nie wiem czy nie powinnam napisać „z nutą słonecznego bursztynu”].
Następnie do głosu dochodzi surowe, wręcz cierpkie kadzidło, które zmienia zapach po raz kolejny. Rozgrzane ciepłem skóry, odsłania swoje słodsze, kremowe oblicze. Spowite w miękkie futerko i milutkie, wypolerowane nuty drzewne, trwa na skórze zaskakująco długo.

Gdybym miała opisać ten zapach i to, jak się czuję kiedy go na sobie mam, pokazałabym to zdjęcie:

sleeping cat

Dodam, że późna baza ponownie się wykadzidla, tym razem w wersji lekko dymnej i mocno przestrzennej.

Kremowo-futerkowy kameleon :)
Zakochanam. Planuję zapas. Walka z rozsądkiem jeszcze trwa.

 

Nuty:
głowy: bergamotka, dzika róża, kadzidło
serca: irys, ambra, benzoes syjamski
bazy: paczula, wanilia burbońska, sandałowiec
Data powstania: 2013
Twórca: b.d.
Koncentracja: woda perfumowana

Zdjęcie flakonu pochodzi ze strony blog.ubintervip.pl
Kotek w formie tapety z: www.new-wallpapers.net

Tags: , , ,

15 komentarzy to “Oriflame: Elixir Amber Night”

  1. melk pisze:

    łał, poczułam się zaintrygowana. marcel przypadł mi do gustu, może i tym razem ori się postarał.

    • nisha pisze:

      Wyszło im, naprawdę :) Kiedyś napaliłam się na Amber Elixir, ale był zupełnie nijaki. Zero ambry, zero ikry.
      Tutaj dali czadu, AEN jest zmienny, naprawdę żywiczny i cudownie puchaty.

  2. pirath pisze:

    ahahahaha, kocham Cię Aniu, jesteś bezbłędna… :) a co do rzekomych plagiatów i zapożyczania struktury szkła z BO, to przyczyna jest bardziej prozaiczna, by nie powiedzieć wprost i kolokwialnie – dupocentryczna… otóż uważam, że BO Toma Forda przypadkiem nadział się w męskiej toalecie na flakon Kenneth Cole Black i z uroczego mezaliansu tego zrodziło się dziecię… tadaaaaam, spójrz na oba flakony i powiedz że nie ma Toma oczu i Kennetha nosa… :)
    p.s. łatewa że oba tej samej płci, w końcu dywagujemy nad kształtem flakonów… :)
    pozdrawiam piracisko

  3. Aga pisze:

    Świetna recenzja! I nie chodzi mi tylko o stronę merytoryczną lecz o sposób „podania”.
    Dawno nie byłam na blogu tak fajnie opisującym kosmetyki. Pozdrawiam

  4. Magda pisze:

    Kot… buahahahahaahah może to czas aby do każdej recenzji dodać właśne rękodzieło, to mogłoby być naprawdę hmmm… zaskakujące?!? ;)

  5. Ewa pisze:

    Jak juz jesień malutkimi kroczkami skrada się po kątach,nie rzucając jeszcze oficjalnie złotem i czerwienią a jedynie ma bardziej dymny oddech ,wtedy moje myśli ,ręce kierują się ku wszelakim żywicom,kadzidłami,drewnem,dymami
    Powiem,że flaszka stoi u mnie kolejny rok, mało co użyta jej zawartość.Ale nie mam jakoś serca jej wymienić czy sprzedać.
    Owszem,mam sporo jesienno zimowych faworytów zdecydowanie z niszy,jednak Elixiru Ambrowego nie oddam.
    Lubię go już w takie końco sierpniowo wrześności powąchać ,psiknać na rękę i delektować się jej ciepłem i ciepłością,żywicznymi zakamarkami.

    Naprwdę warto zapoznać sie z nim i nie skreślać z przed startu tylko dlatego,że wywodzi się z Oriflame.

  6. Farizah pisze:

    Właśnie kupiłam ten zapach. Oczarowal mnie, całkowicie nie podobny do reszty ich perfum. postarali się!

    • nisha pisze:

      Bardzo dobra decyzja ;] Ja też swój flakon przestawiłam na wierzch, wreszcie pogoda jest dla niego idealna!

  7. Anna pisze:

    To normalne, że większość osób kupuje oczami ;-) nawet zapachy!
    I odpowiedni flakon i jego barwy to podstawa.
    A jeśli chodzi o ten zapach to jest ze mną od dawna. Zapach mocny.. i na pewno nie dla każdej kobiety.

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates