Orto Parisi: Boccanera

Nadal istnieję! I nadal wącham. Tylko za dużo się działo i w sumie nadal dzieje się więcej, niż potrzeba ;] Więc jeszcze zanim mi odbije i zacznę kisnąć z zachwytu nad tym, jak to cudownie pachnie moje własne dziecko oraz wszystko, co z siebie wyprodukuje – postaram się napisać coś o perfumach.

A właśnie, są tu jacyś fani Gualtieri? Tak? O, to sory ^^

boccanera

Ogólnie z perfumami Alessandro mam trudne relacje.
Jego pierwsza marka – Nasomatto, jej szata graficzna [drewniane korki wielkości samego szklanego flakonu ♥] i gęste, zaskakujące zapachy – bardzo mi się podobają. W szczególności uwielbiam narkotyczny i seksualny Narcotic Venus vel Narcotic V., drzewno-pyszny Pardon i zielony od piołunu Absinth. Potem zaczęły się cyrki z dostępnością Black Afgano [którego szału do tej pory nie rozumiem], potem jeszcze większe cyrki z dostępnością próbek; zmienianie filozofii i otoczki wokół zapachów, a dokładnie zakaz mówienia o składnikach; no telenowela!

A potem pojawiło się Orto Parisi i cały czar prysł. To znaczy, sama nie wiem. [Uwaga, będzie rozkmina.]

Już od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy perfumiarza [w szczególności niszowego] na pewno można nazywać artystą? No bo zobaczcie, każdy artysta ma swój styl. Szczególnie ci najwięksi i najbardziej rozpoznawalni mają tak charakterystyczną kreskę, że nie pomyli się ich z nikim innym. Ich obrazy mogą przedstawiać różne miejsca, postacie, przedmioty… Każdy jest inny, a jednak – no właśnie, jednak od razu wiadomo, że każdy wyszedł spod tego czy tamtego pędzla.

A perfumiarz? Pomijając wyjątkowość Jean-Claude Elleny, ciężko znaleźć nosa, który tworzyłby wyjątkowe i wybitne zapachy, mimo wszystko zachowując swój unikalny styl. Perfumiarz, który się powtarza, staje się nudny i przewidywalny – wąchając trzeci podobny-do-już-istniejącego zapach ma się wrażenie, że albo odwala manianę albo stara się łatwo i szybko zarobić.
Gdzie jest ta cienka perfumowa granica pomiędzy „charakterystycznym czymś” a „powtarzalnością”?

Ok, to może teraz – uśpiwszy wszystkie dwie osoby, które weszły na mojego bloga i wytrwały do połowy wpisu – przejdę do rzeczy. Nie bez powodu zrobiłam tak długi wstęp, albowiem ponieważ bo – mam właśnie taki problem z Alessandro Gualtierim.
Wąchając i oglądając materiały prasowe do Orto Parisi, odnoszę wrażenie że oto oryginalny i czasem szokujący artysta-perfumiarz zmienił się w kota, który naćpał się kocimiętką i świruje. Zachłysnął się własną sławą i przestał tak naprawdę tworzyć, a zaczął odtwarzać. Ja wiem że seks, wszelkie dwuznaczności, etc. się dobrze sprzedają; ale to już staje się zbyt nachalne i oczywiste w swojej podtekstowości.
No wiecie, jak w tym skeczu Monty Pythona

.

A więc, Boccanera. Spodobała mi się nazwa – skojarzyła mi się z habanerą, dopiero później doszukałam się tego bardzo hm, oczywistego tłumaczenia.
No więc, Boccanera. Mroczna dziurka. Pardon, ciemne usta. Choć biorąc pod uwagę zdjęcie do zapachu, to jednak moje pierwsza tłumaczenie bardziej tu pasuje. A to i tak lepsze, niż znaczenie łacińskiego słowa stercus
Boccanera, czyli zróbmy sobie drugie Black Afgano.

philadelphia story gif

Szałłłowo.
Aż zastanawiam się, czy na tym nie zakończyć recenzji.

Boccanera nie jest zapachem złym. To dymny, słodko-gorzki eliksir, gęsty i charakterny. Ma w sobie chropowatość opalonych nad ogniem kawałków drewna i masochistyczną słodycz cierpko-gorzkiego kakao. Oblepia skórę na wiele godzin, choć w dość jednostajny sposób. Jest piękny, ale nadal… to klon Black Afgano.
Tego się nie da nazwać „charakterystycznym stylem”, tak jak obecnej władzy nie można nazwać dorosłą demokracją. To raczej przeniesienie zabawek do nowej piaskownicy i czekanie na piniąszki, które niedługo wpłyną na konto za nowe dzieło.

Więcej energii z siebie nie wykrzeszę, a jad na bieżąco staram się odsączać. Nie wypada tak po długim powrocie brutalnie po kimś jechać; bo widz odzwyczajony szoku dostanie i ucieknie. I stracę tych dwóch czytelników na zawsze ;D

.

Nuty: tajemna tajemnica!
Data powstania: 2014
Twórca: Alessandro Gualtieri
Koncentracja: perfumy

Zdjęcie pochodzi ze strony ortoparisi.com
A gif z filmu Filadelfijska Opowieść z 1940 roku [Katharine Hepburn, Cary Grant i James Stewart, aaa! ♥]

Tags: ,

4 komentarze to “Orto Parisi: Boccanera”

  1. dag napisał(a):

    Uwielbiam Filadelfijską opowieść, czytelniczka nr 3 ;)

  2. sabbatha napisał(a):

    trzech czytelników, trzech :P

Leave a Reply


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates