Parfum d’Empire: Aziyadé

Przyznaję, w tym zapachu jest wszystko. Oprócz umiaru.
Kompozycja bardzo bogata, wręcz „za” bogata, histeryczna i kakofoniczna. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, co w tym zapachu mnie drażni – byłoby szybciej, gdybym wymieniła co mi się w nim podoba. Czyli: nic ;]

Otwarcie jak szarpnięcie żołądkiem. Cocacolowa słodycz zmieszana z kręcącym w nosie aromatem targu z przyprawami. Mimo całej ten mdlącej, orientalnej ulepności zapach jest bardzo chłodny [duża zasługa imbiru]. Z czasem coraz spokojniejszy, nabiera skórzano-futerkowych nut z plastikowymi owocami w tle.

Na każdym etapie wąchanie Aziyade sprawia mi fizyczny ból; żołądka, zatok, płuc. Kolejny raz sprawdza się powiedzenie „co za dużo, to niezdrowo”. DOSŁOWNIE.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates