Penhaligon’s: Juniper Sling

Uwielbiam Molekuły, ale wkurza mnie ich, już nie taka niszowa, popularność.
Uwielbiam Brooklyn, ale nudzi mnie jego powtarzalność i oleista ciężkość.
Uwielbiam też Navegara, ale potrafi się ukwasić, no i o zgrozo – jest wycofywany.

Uwielbiać więc muszę Juniper Sling, bo jest sumą trzech powyższych bez ich „alów”. JS pachnie jak szlachetnie nieirytującosyntetyczne Iso E Super, z wyraźną [moją ulubioną!] nutą wypolerowanych, błyszczących drewienek. W otwarciu ma genialnie odświeżający, mokry od deszczu jałowiec, który przygasa w równie ładne wetiwerowe serce z irysowo-pieprznym akordem Triomphe w tle.
Wiem, ZNOWU odniesienie do istniejącego już zapachu, ale nic na to nie poradzę – JS praktycznie na każdym etapie swojego życia na skórze COŚ MI PRZYPOMINA. Przy czym jest tak udany, że nawet nie potrafię mieć mu tego za złe.

Jedynym minusem jest jego moc i trwałość – po zaledwie godzinie z boga ginu i rozpusty zmienia się małego mopsa z mokrym noskiem. Chyba taki urok świeżego jałowca w perfumach…


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates