Serge Lutens: L’Eau Froide

Węch to jednak przedziwny zmysł. Jeszcze miesiąc temu na sam widok flakonu L’Eau Froide robiłam się zielona. Czułam jedynie świdrujące kadzidło, wbijające się w mózg jak szpikulec do lodu i wysadzające gałki oczne. Słodko, co?

Nie wiem, co mnie dzisiaj podkusiło, ale LF wylądował najpierw na papierku [„o, fajny!”], potem na skórze. Jakim cudem taka zmiana? Żadnego kadzidła, nic nie morduje i nie poniewiera. Cisza, spokój, śnieg. Biały, lśniący jak marmur z przebijającymi spod niego leśnymi igłami. Pełna blasku, krucha biel i butelka rozgrzewającej ziołowej nalewki. Rozmaryn, jałowiec, kolendra, anyż, krystaliczna woda z górskiego, lodowatego źródła.

Wycisza. Trochę się też wysładza, nie tracąc jednak swojej rześkości i klimatu z wnętrza lodowca. Genialny na lato, ale sądzę że w skrzypiącej śniegiem zimie też cudnie się sprawdzi.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates