Posts Tagged ‘gourmand’

Nasomatto: Baraonda

piątek, Grudzień 16th, 2016

Mam wątpliwości.

Od godziny siedzę z laptopem na kolanach. Zdążyłam zeżreć dużą tabliczkę wedlowskiej Jedynej, wypić całą szałwię [nooo, oczywiście że wolałabym jakiś alkohol] i nadal nic nie napisać, choć tak bardzo chciałam.

Bo mam wątpliwości.
.

.

Zwykle nie czytam recenzji zapachu, który zamierzam opisać, co w zasadzie nie jest skomplikowane, bo ostatnio nie czytam niczego [poza mangami]. Tak się jednak złożyło, że jestem chwilowo mocno [perfumowo!!!] wyposzczona, więc jak tylko coś wpadnie mi w oko, to to hipnotyzuję w sieci – i na opisy Baraondy nie sposób było się nie natknąć.

I stąd te wątpliwości.
Bo mam wrażenie, że odczuwam ten zapach zupełnie inaczej.

Tak, nuta alkoholowa jest zauważalna, ale na mnie wyparowuje równie szybko jak z kieliszka. Przypomina mi koniak albo brandy – w wyraźną nutą suszonych owoców i słodyczą gorzkiej czekolady. Jest jednocześnie chropowata i gładka – zupełnie jak mocny alkohol, drapiący w gardło i pozostawiający pyszne nuty na języku. Na tym etapie bardzo, ale to BARDZO przypomina mi 1697 Frapin, w obu koncentracjach.

Ale to, co w Baraondzie najlepsze, przychodzi dopiero w dojrzałym sercu. Kiedy ostatnie promile znikną jak kamfora – na pierwszy plan wyłania się owocowy susz. Słodki, cierpki, rozkoszny, kwaskowo-pudrowy, głęboki i bogaty. Śliwki, jabłka, winogrona i cudowne, dojrzałe wiśnie posypane cukrem pudrem.

Widzicie to? Micha pełna wydrylowanych, kwaskowych, ciemnych wiśni.
Wiśśśśśśnie. Kwaśśśśne wiśśśśnie i pudrowy puch.
Gaaaaaah.

<Ociera ślinę.>
<Poprawia spódniczkę.>

Na tym – trwającym aż do końca – etapie Baraonda przypomina mi moje ukochane kompozycje od Christine Nagel (w szczególności In Black), o której wspominałam już w poprzednim wpisie. Przy czym jest jeszcze pyszniejsza, bardziej wyrazista, kwaskowa i w tej swojej pysznej (ile razy już to napisałam?) kwaskowości – prawdziwa. Podobnie jak w Sleeping with Ghosts, nie ma tu żadnego plastiku, żadnych zgrzytów. Jest za to prawdziwe, oblane brandy i zanurzone w kakao, sour-fruits-porn.

Rany, jakie to cudowne.

.

Nuty: brak informacji
Data powstania: 2016
Twórca: Alessandro Gualtieri
Koncentracja: perfumy

.

Zdjęcie pochodzi z twittera MASC – https://twitter.com/shopmasc
A gif (David Tennant w Fright Night [2011]) znalazłam w zasobach photobucket.com

Piotr Czarnecki: Sensei EdT, EdP, EXT

piątek, Wrzesień 12th, 2014

O ile jeszcze jakiś czas temu pytałabym „czy ktoś jeszcze nie zna Sensei?”, tak teraz powinnam raczej spytać „czy ktoś jeszcze nie ma Sensei?!” ;] Zapach ten, o którym miałam już okazję pisać, podskakując na krześle jak nastolatka na koncercie Timberlake’a; zrobił absolutną furorę. Zawojował nie tylko polskich perfumoholików, ale i zagranicznych, ba! pojawił się nawet na Luckyscent. Nie potrafię Wam opisać wewnętrznej dumy, która mnie rozpiera, kiedy widzę jaką sławę i uznanie zdobywa zapach Piotra Czarneckiego.

Bo naprawdę, wcale mnie to nie dziwi.
Pomijając aspekty wizualne, czyli piękny [i nieco steampunkowy, ale ja mam zboczenie, więc wiecie…] flakon i korek oraz klimatyczne pudełko, zapach od samego początku – zachwyca. Z moich wieloletnich poszukiwań i testów jasno wynika, że niestety ale ciężko jest znaleźć perfumy, które mając w sobie tyle mocnych, słodkich i ciężkich składników, są noszalne i nadają się „do ludzi” ;] I w których naprawdę można wyczuć i kawę, i cynamon, i żywice, i puchatą ambrę, a nie morderczą kakofonię.

To co, kawa kawusia, siądźmy wygodnie i przejdźmy do części najprzyjemniejszej…

mielona kawa

 

Zacznę od wody toaletowej, która wcale taka toaletowa nie jest. Od początku dominuje tu miękki i lekko wilgotny od świeżości, słodki i korzenny piernik. Z orzechami włoskimi i gorzką czekoladą na wierzchu. W zasadzie to zastanawiam się czy „dominuje” jest dobrym określeniem, skoro poza piernikiem niczego tam nie ma… Ok, odrobina białej czekolady i chyba lukier cytrynowy. A poza tym dużo, dużo piernika. Czy wspominałam o pierniku?

piernik

 

Woda perfumowana to mój faworyt.
Wyobraźcie sobie ciacho z wersji EdT, ale nasączone alkoholem. Duuużą ilością alkoholu. Na przykład całą butelką. Jest tu również i polewa czekoladowa, ale grubsza, miękka i lśniąca [nie ma mowy o żadnym produkcie czekoladopodobnym]. W powietrzu unosi się aromat goździków, słodkich owoców i świątecznego oczekiwania na ten cudowny moment, kiedy wreszcie nastanie godzina zero vel „koryto” i będzie można napchać się uszek po uszka.

Tak, skojarzenie mam jednoznaczne – z grudniowymi świętami. Na tyle mocne, że wąchając Sensei EdP, czuję w brzuchu motylki, jak kiedyś, kiedy jako dzieciak nie mogłam się nazachwycać świąteczną atmosferą, jedzeniem na stole, ciepłymi światełkami na choince i oczekiwaniem na prezenty [no ba!].

choinka

 

Jedna kropka ekstraktu Sensei i staję się cynamonową dziewczyną, o której absolutnie boskim niskim głosem śpiewał kiedyś Peter Steele. Dwie krople – i dziewczyna zmienia się w demona.
Ten zapach ma niebywałą gęstość i moc, a jednocześnie ma w sobie przestrzeń i nadal ładnie się zmienia. Cynamon, w otwarciu suchy i pylisty, łagodnieje i nabiera bardziej korzennych, „świątecznych” nut, do głosu dochodzi śliwkowy susz na kompot i pierniki w czekoladzie. Jest słodko i apetycznie, nic tylko wpić zęby w szyję, ale nie mdło ani ociężale-pudrowo.

Nie mogę się doczekać zimowych, smętnych wieczorów, kiedy to ekstrakt Sensei będzie mnie rozgrzewać i rozjaśniać od środka, jak przyprawiona i słodka kawa :)

Chyba nie muszę dodawać, jaka jestem szczęśliwa że mam swój flakon Sensei?

.

Nuty: whiskey, kawa, tabaka, pieprz, cynamon, kadzidło, mirra, akord przypraw, ambrette, labdanum, benzoes, ambra, piżmo
Data powstania: 2013
Twórca: Piotr Czarnecki
Koncentracja: woda toaletowa, woda perfumowana, ekstrakt perfum

.

Kawowy gif pochodzi ze strony rebloggy.com
Pyszny piernik z www.telegraph.co.uk
Choinka od środka z naczytane.blog.pl

Perris Monte Carlo: Bois d’Oud

piątek, Marzec 7th, 2014

Ach, jakże byłam szczęśliwa, kiedy odkryłam że jest na świecie oud, za którym szaleję i który wielbię pasjami!

flapjack
A potem się dowiedziałam, że nie ma w nim oudu.

Kurtyna.

 .

Perris od samego początku zrobił na mnie dobre wrażenie. Co prawda złocistość flakonów daje po oczach równie mocno, jak palant, który jedzie przez miasto na drogowych i przeciwmgielnych razem, ale idzie się przyzwyczaić. Warto. Dla zawartości.
Zawartość jest bowiem boska. Gęsta. Zawiesista. Perris to w zasadzie kwintesencja zajebisto zawiesistości. Czy to paczula [czekoladowa, drzewna], czy ambra [słodko-słona, żywiczna], czy róża [syropowa i krwistoczerwona] – wszystkie kompozycje autorstwa Gian Luca Perrisa mają niesamowitą moc i głębię. A te oudy…

.

perris.

Do Bois d’Oud idealnie pasuje określenie: mięsisty.

Wszystkie składniki są w nim pełne, dojrzałe i nasycone. Apetycznie słodko-kwaskowy miąższ śliwki łagodzi welurowa, grubo-płatkowa róża. Balsamiczne, twarde drewno otula gęsty, lepki oud i skórzane, ciemne labdanum. Jest gęsto, bogato, słodko-wytrawnie, orientalno-drzewnie i cieleśnie.
I o ironio, bez najważniejszego składnika, który tak sugestywnie i namacalnie wsiąka w całą kompozycję.

Bois d’Oud bez oudu? To jak sernik bez twarogu, absynt bez tujonu albo Avengers bez Loki’ego.
Można, ale smutno.
Więc siedzę, jak dziecko któremu pokazano magiczną sztuczkę, a potem wytłumaczono że cała magia to tylko iluzja. Siedzę i nie wierzę. Byłam gotowa nos sobie odciąć za oud w Bois d’Oud! Tymczasem z magicznego kapelusza zamiast oudu, wyskoczył na mnie Karanal [który nawiasem mówiąc aaaach, jak bosko pachnie!] i jeszcze się głupio uśmiecha.

Nie zmienia to, oczywiście, mojego uwielbienia do Bois d’Oud. Ani nieobecny oud, ani zabójcza moc zapachu, ani złoty flakon ani irys w składzie… No nic mnie do niego nie zniechęci. Jest zbyt piękny i zbyt oudowy.
Pokornie do nóżek Gian Luca Perrisa padam, bo stworzył prawdziwe coudo.

Bez oudu.

.

Nuty:
głowy: bergamotka
serca: brzoskwinia, śliwka, jaśmin, róża, irys, kwiat pomarańczy
bazy: cedr, czarne drewno, paczula, wanilia, ambra, labdanum, piżmo
Data powstania: 2012
Twórca: Gian Luca Perris
Koncentracja: woda perfumowana

Gif ze strony bluhgifs.tumblr.com.
Zdjęcie z it-it.facebook.com.

Parfumerie Generale: 04 Musc Maori

poniedziałek, Lipiec 22nd, 2013

Wyciągając tę próbkę z pudła i czytając na szybko nazwę, ucieszyłam się że może zaraz przyjdzie mi zrecenzować urocze piżemko w stylu etrowym, transparentne, czyste, przy którym można wziąć głęboki wdech powietrza. No to chlup…

Przy Musc Maori można, owszem, wziąć głęboki wdech – ale Nutelli, prosto w płuca; a potem udusić się z M&Ms’ami wciśniętymi w nozdrza.

Nutella

Co, że się czepiam?
Że Chocolate Greedy czy Aomassai wcale nie są mniej hardcorowe?
Może i nie, ale dżizas, nie udają że są czymkolwiek innym jak morderczym ulepem.

Natomiast Musc Maori ma czelność mamić nas puchatkowymi, delikatnymi wizjami futerkowego piżma i przyjemnej, mlecznej słodyczy. Tyle w teorii. W praktyce mleko jest tu tylko dodatkiem w szklance, towarzyszącym lepkim od czekolady ciastkom. Waniliowa ambra? Tak, chyba kojarzę ten zapach, miałam nieprzyjemność stworzyć go w laboratorium w przypływie zaćmienia z kumaryny, Cosmone, waniliny i benzoesu. Never ever, póki żyję.

I to niestety mamy w MM. Zapach od początku bytności na skórze nie pozostawia złudzeń, że stanie się kiedyś ładnym piżmem. Choć na początku ratuje się jeszcze pylistym, słodko-gorzkim i aromatycznym kakao, to później kompletnie traci ikrę, bezpłciowo i mdło mieszając się z nijaką waniliną i kleistą, męczącą słodyczą. Coś jak waniliowa świeczka z Ikei, tylko bardziej chwytająca za żołądek.

W sumie do serca już niedaleko…

Mnie do bieżącej wody na szczęście również.

..

..

Nuty: kakaowiec, białe piżmo, ambra, bób tonka
Data powstania: 2005
Twórca: Pierre Guillaume
Koncentracja: woda perfumowana

Zdjęcie ze strony kulfoto.com

..

P.S. Jeszcze jedna plastikowa wanilia i rzucam to wszystko w cholerę!!!

Van Cleef & Arpels: Bois d’Iris

poniedziałek, Lipiec 15th, 2013

Jeżeli ze względu na nazwę spodziewaliście się masakry, rzezi niewiniątek i okrucieństwa nie do przyjęcia, okropnie Was dzisiaj rozczaruję. Ten irys jest całkiem (z)nośny. Albo ja w bardzo złej formie ;]

van cleef&arpels

Może ze względu na to bois w nazwie? Bo trzeba przyznać, że irys przywalony stosem drewna traci swoje mordercze zapędy i potulnieje. Staje się kremowy i zielonkawy [ale nie marchewkowy], świetlisty i ciepły, taki milusi i trochę nawet żywiczno-skórzany [taką nutę miękkiej skóry często nadaje nie przedobrzony fiołek].
Nie wiem czy słusznie, ale wyczuwam spore podobieństwo do Iris Taizo Parfumerie Generale, który też o dziwo lubię i o zgrozo, noszę czasem z lubością. Ten sam miks miodowej Dolce Vity, gładkiego He Wood i odrobiny pudrowej wanilii.

Szkoda tylko, że zapach mimo swojej estraordynarnej otoczki, tak szybko wypłaszcza się na skórze i niknie… Pół godziny (PÓŁ GODZINY!) i na skórze zostaje lekko plastikowa wanilia. Znika cała świetlistość, miękkość i apetyczne drewna polane miodem, tak pyszne że ma się ochotę wsadzić w nie łyżkę. Trochę jestem rozczarowana. Nie przepadam co prawda za uczuciem wyrywania mózgu przez ucho z wrażenia albo przerażenia, ale niechby się cokolwiek zadziało!

A to tylko mała iskra, gasnąca zanim zdąży cokolwiek rozgrzać.

 

Nuty: irys, mirra, labdanum, kadzidło, ambra, morskie drewna (driftwood), wetiwer, ambra, wanilia, cukier
Data powstania: 2009
Twórca: Emilie Coppermann
Koncentracja: woda perfumowana

 

Costamor: Sugarwood

czwartek, Lipiec 4th, 2013

Król pączków. Wyobraźcie go sobie: pięknie, równo przypieczony, miękki i jeszcze ciepły, nie za tłusty, posypany cukrem-pudrem lub polany luuuukrem…

pączki z pudrem

Wchodzicie do cukierni, pachnąc Gaiac’iem i kupujecie dziesięć pączków.
To najkrótszy możliwy opis Sugarwood.

Flakon Gaiac Micallef można w nim dosłownie wymacać. Nuty drzewne są gładkie, lśniące i słodkie. I bardzo wyraźne. Na nich zaś z taką gracją, na jaką stać stos pączków, spoczywa… no, stos pączków. Słodycz jest bardziej apetyczna i łatwiejsza w noszeniu niż Dulcis in Fundo Profumum Roma, ma w sobie mniej zakalca i więcej pylistego cukru-pudru.
Zapach dość karmelowy, z lekką nutą spalenizny i owocowego, kwaskowego nadzienia. Niestety, ponieważ Sugarwood jest zapachem miłości pączków nieskonsumowanych, ciężko określić jakie to nadzienie. Pachnie trochę lekką jak piórko jaśminową marmoladą [vide Caligna], ale pączka głowy za to nie oddam.

I tak już zostaje. Niezmienny, prościutki [jak przepis na pączka].
Z czasem ulatuje drożdżowa masa, zostaje natomiast futerkowa, lekko drzewna wanilia. Zapach wydaje się jaśniejszy, lżejszy, ale nadal bardzo apetyczny. Nosa nie idzie odkleić.

Chyba żeby odbyć heroiczną wyprawę do najbliższej cukierni po dziesięć pączków.

Nuty: bergamotka, figa, pulpa z trzciny cukrowej, jaśmin, piżmo, irys, wanilia, cedr
Data powstania: 2009
Twórca: Elizabeth Wright
Koncentracja: woda perfumowana

Zdjęcie pochodzi z apetycznego bloga cioccolatogatto.blox.pl

Frapin: Speakeasy

środa, Grudzień 12th, 2012

Zauważam u Frapin ciekawą tendencję do tworzenia zapachów, które coraz bardziej dosłownie i wyraźnie pachną jak „po spożyciu”. Spożyciu mieszanym, szalonym i jeszcze nie zakończonym ;] 1697 miał w sobie sporą dawkę owocowej nalewki i… czekoladowego… koniaku?
Speakeasy to jeden chwiejny krok dalej.

speakeasy

Pierwszy łyk to rum.
Słodki, dębowy, ciemny. Z wyraźnie drzewnym, wytrawnym posmakiem i smużką tabaki w tle. Choć nosi mi się go dobrze, czuję że będzie to zapach wybitnie męski – nawet mimo tej lepkawej słodyczy. Tak; facet, papieros i Speakeasy. Trochę jak dosłodzony L’eau de Navigateur.
Wychylam szklankę.

Następnie na stół wjeżdża orzechówka.
Pewności mieć nie mogę, rum troch przytępił zmysł smaku, ale czuję znajomy ciepło-suchy aromat włoskich orzechów i odrobinę cynmonu, który w tej upojnej i coraz słodszej mieszance przypomina mi… Aziyadé.
Aż sama ze zdumienia przetarłam oszy – tak, Aziyadé, jak setkę strzelił i piorun trzasnął. Nodobra, to na drugą nószkę.

Po nieoszekiwanym wykończniu orzchówki, polewają metaxę.
To bęzzie cięszki wieczór.
Usjiuusłiuu… usiłując usstać ze szklanką w pozycji niewylewającj,  deletkuję się gęstym, winnnm aromatem, łagodnym siołowym suszem i… jakby rószą? A mosz to mięta. Albo mięta s rószą. Ładne. Poprszjeszcz?

Spekaesy to piękny, choć na dłuszszą metę wymagający zapach, niewprwawionych chwytająsy za gardło jednostajną słodyszą. Niemniej pszyjemnie się nim czassm zresetować. Napszykłat codziennie.

 

Nuty:
głowy: rum, dawana, pomarańcza, limonka
serca: mięta, geranium
bazy: skóra, czystek (labdanum), styrak, tytoń, żywica liatry, nieśmiertelnik, bób tonka, białe piżma
Data powstania: 2012
Twórca: Marc-Antoine Cortichiatto
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjće pochozzi ze strony http://www.basenotes.net


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates