Posts Tagged ‘jej wysokość róża’

Olivier Durbano: Pink Quartz

piątek, Styczeń 11th, 2013

Do niektórych zapachów trzeba dojrzeć, prawda? Wrócić. Dać drugą, trzecią, piątą szansę… Czuję że w najbliższym czasie czeka mnie dużo powrotów – różanych w szczególności.

Ten wpis miał być o Heliotrope, który opętał mnie tak bardzo, że przez kilkanaście dni byłam w stanie nosić go codziennie i conocnie, nie zważając na otoczenie ani fakt, że już czymś innym pachnę ;] Heliotrope pasował do wszystkiego i kropka. [A do czego nie pasował, to zagłuszał.]
Po czym – nie wiem nawet czemu, bo ciężko pomylić dziką fuksję z bladym różem – któregoś dnia sięgnęło mi się [może w ramach odświeżenia znajomości?] w perfumerii po Pink Quartz.

<werble>
Tak jakby mi mało Durbano było.

Olivier ma w moim sercu swoje stałe miejsce. Z wygrawerowaną tabliczką i reflektorem. Forever. Zaczęło się od piniowych cukierków [Jade], potem było kadzidło na herbatkę u babci [Cristal de Roche], a ostatnio przedziwnie ziołowo-skórzano-korzenny Heliotrope, którego naprawdę muszę kiedyś zrecenzować.
Więc może i to powinnam przewidzieć, na fali różanego szału?

pink quartz

Pink Quartz to kadzidło leniwe.
W sumie też byłabym leniwa, gdyby otaczały mnie takie luksusy i wspaniałości.

Otwarcie jest zaskakująco ciężkie. Gęsty, skrystalizowany, kremowy miód wtapia się w skórę, by po chwili… zniknąć, jak butelka dwójniaka zostawiona ze mną w jednym pokoju.
Na tęsknotę i ubolewanie nie ma jednak czasu, bo do głosu dochodzą cudowne róże. A właściwie różana konfitura, z metalicznym surowym chłodem w tle. Różaność pełna, mięsista i niespokojna: raz oleista jak olejek z róży stulistnej [ten miodowy akord…], raz świeża i rześka jak geranium [to z kolei zasługa palmarosy].
Nie za słodko?

Ano nie za słodko. Aksamitna kwiatowa słodycz jest tu zręcznie podbita soczystą zielonością różanych łodyg i pikantnymi nutami drzewnymi. Cytrusowe geranium wyrywa się na pierwszy plan, tłumiąc na moment oleistość i dając zmysłom odrobinę wytchnienia – ale nie na długo. Jeden głęboki wdech i Jej Wysokość Róża znowu wciąga mnie w swoje ciężkie od mięsistych płatków objęcia.

Otumaniona słodyczą, mam wrażenie jakby cała kompozycja nabierała coraz intensywniejszych barw, róże stają się bardziej krwiste, kolce ostrzejsze, ziemia dziwnie wilgotna… Stop, to tylko róże. To tylko niewinne róże.

 

Kadzidło ujawnia się dopiero w późnej bazie. Leniwie, niespiesznie, w doborowym towarzystwie. Klasyczne olibanum z klasycznym lekko cytrusowym akordem w głębi. Geranium i imbir – ciągle wyczuwalne – łagodzone przez słodką, podsuszoną paczulę i kremowo-puchatą ambrę; dają wrażenie obecności słodkiej szałwii.
Grejpfrut, nagle, bo czemu nie. I kurtyna, bo po kilku godzinach zapach na skórze blaknie, a róża z płatkowej bogini zmienia się w, włożone między strony najgrubszej oprawionej w skórę książki, zasuszone wspomnienie.

Czy muszę dodawać, że kolejny durbanowy flakon to jedynie kwestia czasu? ;]

 

Nuty:
głowy: bergamotka, różowy grapefruit, somalijskie kadzidło (olibanum), szafran, imbir
serca: palmarosa, róża damasceńska, indyjskie drzewo różane
bazy: absolut z róży indyjskiej, szara ambra, paczula, mirra, benzoes, białe piżmo
Data powstania: 2010
Twórca: Olivier Durbano
Koncentracja: woda perfumowana

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.perfumeriaquality.pl

Parfumerie Generale: PG13 Brulure de Rose

poniedziałek, Lipiec 9th, 2012

Cóż, moja różana obsesja [vide Dark Purple] trwa i rozwija się nie mniej pięknie od róży… damasceńskiej. Na dodatek zbiera żniwa, głównie na mojej karcie kredytowej. Mimo wszystko – różo, trwaj!

 

I jeszcze tytułem wstępu: nie wiem jak Wy, ale testując zapachy, cenię sobie niewiedzę. Błogą nieświadomość dot. historii marek, historii i – często przesadnie skomplikowanego – znaczenia nazw, składników, nosów, cen – tymi, a szczególnie ostatnią, sprawami zaczynam się interesować zwykle dopiero wtedy, kiedy coś mnie zgubi… W przypadku PG13 ciężko mówić o niewiedzy, ale szczerze mówiąc poza różaną nazwą nie wiedziałam, czego się spodziewać.

Tym przyjemniejsza była niespodzianka :)

 

Brulure de Rose rozpoczyna się skromnie. Różą – cierpką, schowaną za pomarańczową bergamotą i odrobinką geranium. Różą herbacianą i transparentną. Różą nieśmiałą. Ale spokój nie trwa długo – zaledwie po kilku chwilach do głosu dochodzą słodkie, deserowe nuty rozgrzanego cukru i wanilii. Ta słodycz jest niemalże namacalna i wyczuwalna, jakbym jadła różane, obtoczone w cukrze-pudrze rahat lokum (in. loukoumi).
To nie koniec, robi się jeszcze bardziej słodko! Do rahat lokum dołącza mocna czarna herbata, „doprawiona” solidną łyżeczką różanej konfitury – i choć zęby bolą od nadmiaru szczęścia, różą zapycham się dalej, aż mi pączki uszami wychodzą.

Słodko, słodko, ulepnie!

Ten zapach jest niezaspokojony i nieumiarkowany w swojej sacharozo-różanej napastliwości. Nie odpuszcza i nie znosi sprzeciwu. Rozwala się na tronie z cukru i wymachując lukrowym berłem, każe jeść różane przetwory, póki się nie zemdleje. Lub gorzej, ale hej, od czego mamy vomitorium? ;]

 

Nie wiem, czy w użyciu standardowym [czyli kilkanaście spustów z atomizera, lekką ręką, jak to mam w zwyczaju] przeżyłabym z taką Królową Kier choćby pięć minut, ale w tym zapachu jest coś tak absolutnie apetycznego, cukierkowo-piankowego, konfiturowego, angielsko-herbatkowego i pobudzającego apetyt, że aż nie mogę przestać spijać Brulure de Rose ze skóry.

Cóż, lepsze to niż wepchnięcie sobie na raz całego tortu do gęby… Z toną bitej śmietany. I nasączonym owocowym likierem biszkopcikiem… Mmm. Wsadzić w to łapy i wpychać, aż bita śmietana zacznie wychodzić nosem. Mmm. Cudowna wizja, sponsorowana przez PG13.
Zostawiam Was z kałużą śliny na klawiaturze.

 

I jeszcze portrecik, bo ładny jest:

 

Nuty:
głowy: nuta zieleni, drzewo różane
serca: aromaty róży
bazy: różana ambra, malinowe piżmo, wanilia, kakao
Data powstania: 2003
Twórca: Pierre Guillaume
Koncentracja: woda perfumowana

 

Pierwsze zdjęcie autorstwa Ayami Kojima.
Drugie zdjęcie pochodzi ze strony www.perfunauci.pl

Clive Christian: 1872 for Women

wtorek, Styczeń 31st, 2012

Do recenzji 1872 Clive’a Christiana zbieram się bardzo powoli i ostrożnie. I długo.

Jeśli chodzi o tę markę, przechodziłam już przez wszystkie emocje; od cenowej niechęci, przez odrazę [X vel trauma], pogardliwe wrażenie „przerostu formy nad treścią” i machnięcie ręką, po zapoznanie się z historią marki i rosnące z tegoż powodu zainteresowanie. Luksusowe kuchnie mnie nie kręcą, ale cokolwiek co zahacza o epokę wiktoriańską i gorsety, może liczyć na swoje pięć minut w moim sercu. Clive wykorzystał je zaskakująco dobrze.

No, przynajmniej w jednej czwartej… Nie przemawia do mnie złoty No. 1, irysowy X [vel trauma] czy ciekawy, ale kompletnie na mnie nie leżący C. Ale szmaragdowozielony „1872” to zupełnie inna opowieść. Opowieść, która powinna nosić tytuł „mniej znaczy więcej”.

Oto bowiem cytrus doskonały. Kompozycja, która z pozoru wydaje się prosta, ale ma w sobie tyle dostojności i powściągliwego piękna, że z wrażenia aż zamieram z nosem przy nadgarstku.

Nie spodziewałam się tego. Cytrusów niepodobnych do wszystkiego, co do tej pory czułam w perfumach; miękkich i subtelnych, z kremowo-ziołową głębią. Odświeżających, a jednocześnie stonowanych i tak niesamowicie kobiecych. Róża i jaśmin nie pchają się na pierwszy plan, nie mieszają w tendencyjnie miodowy akord; spokojnie i z gracją krążą ukryte w głębi, czekając na swoją kolej i odkrycie ich wśród mieszających się i rozkwitających składników. W 1872 szczególnie upodobałam sobie konwalię – wyraźną, ale nie syntetyczną. Złagodzona fiołkiem i rozmarynem [poezja nie rozmaryn!!!] może w sobie rozkochać najbardziej opornego konwaliofoba.
Mimo dość dużej ilości nut ostrych i teoretycznie „męskich”, perfumy nie trącą wodą kolońską, ale nabierają wytrawnych, szlachetnych tonów. Tak, właśnie taki jest ten zapach. Szlachetny. Królewski.

Czuję, że zaczynam się ocierać o patos, ale nie potrafię inaczej opisać 1872; to niesamowite, jak ten zapach na mnie działa – wycisza, wysubtelnia i trwa bez końca, wprawiając mnie w absolutną zapachową nirwanę.
Chciałabym go kiedyś mieć w swoim zbiorze.

Również z powodu komplementów, które zbieram za każdym razem, kiedy go testuję… ;)

 

Nuty:
głowy: bergamotka, tangerynka, cytryna, ananas, borówka amerykańska, rozmaryn
serca: róża majowa, konwalia, jaśmin, fiołek, frezja
bazy: drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, paczula, piżmo, mech
Data powstania: 2001
Twórca: b.d.
Koncentracja: czyste perfumy

 

Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Clive’a Christiana: clive.com

Montale: Dark Purple vel Black Purple

czwartek, Grudzień 15th, 2011

Jak już wydostanę się na powierzchnię morza róży i geranium, będzie wpis.

Wróciłam. Żyję.
Sama tak daleko bym nie wywędrowała – mimo że dobrze pływam, to na mroczne głębiny się nie wypuszczam. Ja zostałam w tę głęboką wodę brutalnie wrzucona.

Urody Dark Purple nie można odmówić. Ale, na co wskazuje konstrukcja poprzedniego zdania, nastąpi zaraz jedno „ale”.
Nie chodzi o tonę różanych płatków. Lubię różę w perfumach [szczególnie w wersji gęstej i stężonej] i doceniam różane kompozycje – po prostu ich nie mam w kolekcji ;] Jedynym wyjątkiem, który urzekł mnie bez granic, był Voleur de Roses, ale o tym kiedy indziej. Nie chodzi też o geranium, bo geranium w perfumach, czy w jakichkolwiek kosmetykach kocham miłością odwieczną. Połączony z różą daje niesamowity efekt kruchej, świeżej zieleni, subtelną nutkę chłodu, co przy topornych, orientalnych różach Montale jest prawdziwym wybawieniem. To wszystko jest i jest piękne.


I nic poza tym.

Śliwka? Ledwo. Śliweczka mała, zgrabna i niepotrzebnie docukrzona. Paczuli jak na lekarstwo. Na drzewo tekowe z miejsca proponuję ręką machnąć. Róża obezwładnia i zagłusza wszelkie nuty, które tak obiecująco prezentowały się w opisie. Ale niestety, róża tak ma. Love it or leave it.

 

Nuty:
głowy: [zachłanna, naprawdę?] śliwka, świeża pomarańcza
serca: płatki róż, geranium Bourbon, paczula, koktajl z czerwonych owoców
bazy: szara ambra, drewno tekowe, białe piżmo
Data powstania: 2011
Twórca: nie dokopałam się

Zdjęcie pochodzi ze strony www.layoutsparks.com


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates