The House of Oud: Crop 2017

Nie jestem fanką oudów. Nie lubię tego rodzaju „lepkości”, jednoznacznej i mdlącej drzewno-słodkiej nuty z dodatkiem bandaży (przepraszam miłośników oudu, ale serio serio mje to nie leży ;)), do której jeszcze z reguły dodają paczulę i różę, bo wiecie, zestaw obowiązkowy, bijemy się o złotą patelnię.

Crop 2017 powąchałam bez wielkich nadziei, raczej dla zasady, że odfajkowane i można zapomnieć. Ale on nie daje o sobie zapomnieć, a ja go noszę już kolejny dzień i z zachwytu wyjść nie mogę.

Żadnej sztampy. Żadnej! Niesamowicie absyntowy charakter, na wskroś wytrawny, lukrecjowo-żywiczny i suchy.

Otwarcie najmocniejsze i najtrudniejsze, ale nawet ta wetiwerowa, lekko słona gęstość szybko ustępuje nutom coraz bardziej świeżym i zielonym: słodki, gładki anyżek, lekko gorzki piołun, a w końcu aromatyczny absynt i rozgrzewająca, skórzano-korzenna tabaka.

Oud towarzyszy wszystkim składnikom, ale nie jako krzyczący pierwszoplanowiec, tylko majestatyczny cień, kładący się subtelnie na wszystkich nutach. Miga gdzieś w odbiciu absyntu w kieliszku, między liśćmi tabaki, w pylistych obłokach lukrecji. Tajemniczy, czarny monolit.

Zapach niesamowicie trwały, układa się harmonijnie stapiając się ze skórą i podbijając na niej tytoniowo-skórzane fasety oudu.
Coś coudownego ;]

Tylko jeden minus. Cena…


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates