Thierry Mugler: The Taste of Fragrance A*Men

Mam słabość do limitowanych A*Menów, co zawsze kończy się: zakupem, krótkim romansem, a następnie transferem w/w flakonu do kolekcji ojca. Dzięki czemu najprawdopodobniej do końca życia jest on „ustawiony” jeśli chodzi o zapas perfum…

Tak też było tym razem. Le Gout du Parfum zachwycił mnie najmocniej – choć nie wyczuwam tu ani grama chili, bardzo mi się podoba lekko chropowaty akord wiśni w likierze i kawowej esencji. Zapach ma zabójczą moc i ciągnie się za noszącym upajającą smugą. No ale.
Ale coś mi w nim po kilku godzinach przestaje grać. Zmęczona jednostajną słodyczą, czuję drażniącą syntetyczno-plastikową nutę, która coraz intensywniej gryzie w nos. I nagle okazuje się, że to nie wiśnie w likierze, tylko chamsko barwione kandyzowane wisienki, a kawowa esencja to trzy ziarna kawy w wyrobie czekoladopodobnym. No nie wiem, za dużo szczęścia w jednym flakonie.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates