Xerjoff: Shunkoin

Mam słabość do pewnej nuty gourmand w perfumach: zapachu waniliowego ryżu na mleku. Uwielbiam ten akord w Kenzo Amour [na tyle mocno, że zeżarłam już dwa flakony] oraz w bardzo do Amour podobnym Vanille Noire YR. I szczerze mówiąc sądziłam, że lepiej i bardziej błogo być już nie może… aż nie powąchałam Shunkoin.

Przy nim – niestety! – Amour i VN bledną. Nie, to jeszcze nie to. Nawet nie że wyglądają przy Shunkoin jak „uboga krewna”, ale… To takie uczucie, jakbyście po wielu latach jedzenia taniej czekoladopodobnej mamałygi spróbowali takiej najlepszej, najbardziej kremowej i najczystszej mlecznej czekolady na świecie. Choć wydawało wam się, że to co jedliście dotychczas było pyszne i ulubione, teraz dopiero rozumiecie że tak naprawdę było tanią, syntetyczną i sztuczną imitacją prawdziwej pyszności. Właśnie tak.
Teraz, mając porównanie do Shunkoin, rozumiem co mi przeszkadzało w Amour – które owszem kochałam, ale czasem drażniła mnie w nim ta pseudo-dymna, a w rzeczywistości plastikowo-kwaskowa nutka.

W Shunkoin nie ma ani grama gryzącej i niepasującej sztuczności. Wanilia w kremie jest idealnie roztarta, krem idealnie jednolity, a ryż na mleku perfekcyjnie szklisty i sypki. Całość jest niebiańsko puchata, miękka, słodka i wyważona.

Błogość, absolutna błogość.
Póki nie spojrzę na cenę.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates