Yves Rocher: Rose Oud

Miałam nadzieję, że Rose Oud to będzie mocna róża mocno w stylu Rose Absolue, tylko w mhoczniejszym flakonie i z oudem w nazwie (no bo wiecie, oud, trzeba ;). Niestety z Rose Absolue ta nowość niewiele ma wspólnego, śmiem twierdzić że ona w ogóle nawet z różą niewiele ma wspólnego…

To znaczy, róża jest. Gdzieś. Tam. {Macha ręką w bliżej niesprecyzowanym kierunku}. Głęboko ukryta pod słodkim szminkowym pudrem, w odrobinie kwaskowej konfitury – ale ten akord trwa bardzo krótko i szybko umyka. To, co trwa od pierwszej chwili do zdechu na skórze to słodkawe, przykurzone drewienka*.

Dodam, że wbrew moim oczekiwaniom, zapach jest bardzo delikatny i trzyma się blisko skóry. Nie powiem, że jest ulotny, bo ciągle [na swoje nieszczęście] wyczuwam te nieszczęsne drewienka, ale ogona nie się po nim nie spodziewajcie. Rose Oud to ciche, słodkie drewno bez róży i oudu. Kurtyna.


* – Akord dla mnie bardzo specyficzny i łatwo rozpoznawalny, bo od zawsze doprowadzający do mdłości ;] Tę charakterystyczną i upiorną dla mojego żołądka nutę najsilniej kojarzę z (chciałoby się powiedzieć – kultowym) Feminite du Bois, więc może fanki i fani FdB zapałają choć przelotną miłością do Rose Oud? Tym bardziej że nuta mdlących (pardon) drewienek jest wyjątkowo trwała.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates