Yves Rocher: Voile d’Ambre

Zawsze miałam słabość do jednego mainstreamowca, o którym marzyłam okrutnie, ale jak tylko trafiał w moje ręce, ze zgrozą pojmowałam co właśnie zrobiłam i wyprawiałam go czym prędzej w świat. Mowa o… Hypnose Lancome. Tak, serio. To chyba moja największa perfumowa porażka wszechczasów :)
Voile d’Ambre ma w sobie dużo hipnozowych nut, ale jest bardziej wyważony, spójny i „mój”.

No właśnie, spójny – przez co mam z nim problem, podobny jak z Paisley – nie umiem rozebrać tego zapachu. Niby wyławiam cierpką mandarynkę, suche przyprawy, dużo słodko-słonych żywic i nieco plastikową wanilię, ale to tylko moje domysły ;] Jest wibrująco-słodko-gorąco-korzennie. Jest nawet [ok, jedna nuta której jestem pewna] genialnie wyważona goryczka mirry i opoponaksu, a to rzadkość. Szczególnie w mainstreamie.


WP Like Button Plugin by Free WordPress Templates